Sztuczne uśmiechy. Czy udawanie radości jest prostsze niż przyznanie się do smutku?



Udawany uśmiech. Mam wrażenie, że staje się codziennością. Im szerszy, im bardziej amerykański, im bardziej kwadratowy i nienaturalny, tym mniej mu wierzę. Jest nawet na to termin w psychologii - uśmiechnięta depresja (smiling depression).

Osoby, które na nią cierpią uważane są często za radosne i pełne energii osoby. Ciężko pracują, robią wiele rzeczy, zajmują się różnymi sprawami i zawsze chodzą uśmiechnięte. Nikt nie wie, jaki wewnętrzny dramat przeżywają. Ten paradoks wynika z faktu, że osoby cierpiące na "uśmiechniętą depresję" nie chcą pokazywać światu swojego stanu i nastrojów. Nie chcą, by ktokolwiek wiedział o ich nieszczęściu.

Udawanie, że coś nam sprawia radość, może w przyszłości skutkować chorobą. Naukowcy udowodnili, że nasz organizm na poziomie komórkowym rozpoznaje, czy nasze szczęście jest prawdziwe, czy udawane. Badania potwierdziły, że sztuczne szczęście wpędza nas w chorobę.

Od dawna obserwuję to zjawisko w swojej pracy i na warsztatach. Regularnie osoby najbardziej uśmiechnięte noszą w sobie najwięcej smutku i usilnie starają się go nie pokazywać. Niestety emocja nieprzeżyta właściwie czy nieprzepracowana -pozostaje w ciele.

Inni ludzie wokół mogą wyczuwać niespójność i nieswojo czują się przy takiej osobie. Podobnie jak w detekcji kłamstwa - szukamy niespójności w zachowaniu i elementów, które do siebie nie pasują. A w tym przypadku też mamy do czynienia, w pewnym sensie, z kłamstwem - ponieważ okłamujemy siebie przede wszystkim. Co innego czujemy, a inny, udawany obraz chcemy sprzedać ludziom.

Po tylu latach treningu mikroekspresji ja widzę to gołym okiem. Jednak często pomaga mi też technologia, mierząca ekspresje mimiczne - która robi to z większą dokładnością niż ludzkie oko w czasie rzeczywistym. Uśmiechnięta twarz siada przed kamerą, a na wykresach dominuje emocja smutku. Mięśnie w twarzy odpowiedzialne za przeżywanie smutku są aktywne, nawet, gdy staramy się to ukryć.

Warto wtedy przyznać się do tej emocji, zaakceptować ją i przeżyć. Często będzie wymagane wsparcie psychoterapeuty lub bliskiej, wspierającej osoby. Nic tak nie oczyszcza jak szczera rozmowa i płacz.

Rozmawiajcie o swoich emocjach, mówcie o nich na głos.
Nie pozwalajcie, by zostawały na stałe w ciele.
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

  1. A kiedy najbliższa mi osoba, nie akceptuje i nie chce zrozumieć mojej choroby ...co.wtedy zrobić? :(

    OdpowiedzUsuń

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.