Kto wygrałby wybory w USA na podstawie analizy wizerunku?


Każdy czeka z zapartym tchem na wynik dzisiejszych wyborów w Stanach Zjednoczonych. Wyborcy nie mają łatwo - jeszcze nigdy kampania nie była tak brudna, a kandydaci tak antypatyczni.

Gdybyśmy mieli przeanalizować tylko ich wizerunek, sposób przekazu, wygląd i mowę ciała, to kto na tej podstawie zostałby prezydentem? Amerykańskie wybory od lat poddawane są wielu analizom w celu szybszego typowania zwycięskich kandydatów. Mały procent ludzi zapoznaje się z programami wyborczymi kandydatów bądź słucha ich wystąpień. Skupiają się głównie na tym, co widzą, czy pałają do kandydata nutką sympatii i mają podobne poglądy oraz czy kandydat ma cechy przywódcy.  Do tego dochodzi tzw.efekt potwierdzenia,czyli tendencja do preferowania informacji, które potwierdzają wcześniejsze oczekiwania i hipotezy, niezależnie od tego, czy te informacje są prawdziwe. Efekt ten jest szczególnie silny w przypadku zagadnień wywołujących silne emocje i dotyczących mocno ugruntowanych opinii. Jeśli więc ktoś na początku pozytywnie nastawił się do Donald'a Trump'a lub Hillary Clinton (lub do ich partii), przez resztę kampanii wyborczej będzie szukał informacji potwierdzających własny wybór.

Co decyduje o wygranej


Jakie wnioski wysnuli badacze analizując dotychczasowe wybory? Wszystko zaczęło się od pierwszej telewizyjnej debaty wyborczej pomiędzy Kennedy'm a Nixon'em. Obywatele, którzy słuchali debaty w radiu - nie mając wizji - lepiej ocenili Nixon'a. Jednak wyborcy, którzy mogli oglądać dyskusję w telewizji wytypowali zwycięstwo Kennedy'ego. Dlaczego? Lepiej się prezentował, był atrakcyjniejszy fizycznie, lepiej zbudowany, wyglądał na zdrowszego, był uśmięchnięty, swobodny i pewny siebie. W przeciwieństwie do Nixon'a, który nie dał się przypudrować i pocił się. Był też po pobycie w szpitalu i wypadł blado przy opalonym Kennedy'm. Słuchacze radia bez rozpraszaczy niewerbalnych skupili się na merytoryce, pozostali na wizerunku. Wtedy własnie sztaby wyborcze uświadomiły sobie jak istotna jest prezencja i zachowanie kandydata na scenie. Rozpoczęła się era produktów marketingu politycznego.


Obecnie sytuacja jest trudniejsza, gdyż po raz pierwszy mamy kobietę jako przeciwnika. Dotychczasowe badania skupiały się na porównywaniu kandydatów - mężczyzn . Sama jestem ciekawa czy uda się je odnieść do pary damko-męskiej.

Jakie czynniki decydowały do tej pory?


Naukowcy, analizując ponad sto lat wyborów prezydenckich, wyliczyli, że w prawie wszystkich przypadkach wygrywał kandydat wyższy. Jeżeli kandydaci dysponowali podobnym poziomem charyzmy i zapleczem politycznym, to zawsze wygrywał ten o korzystniejszym wzroście. Podobno tylko w dwóch przypadkach wygrał niższy mężczyzna. Z przyczyn ewolucyjnych wysokim mężczyznom przypisuje się więcej cech dominujących oraz lepsze zdolności przywódcze. W amerykańskich firmach wysokie osoby nie tylko dostają najlepsze stanowiska, ale też wyższą początkową pensję. Donald Trump stanowczo dominuje wzrostem i posturą nad Hillary Clinton.

Kolejną ważną cechą kandydata jest jakość jego głosu. Im niższy i spokojniejszy, tym bardziej kojarzy się z władzą. Kobiety w tym przypadku zawsze będą mieć trudniej, gdyż z natury mają wyższe głosy. A im głos wyższy i bardziej kobiecy, tym bardziej przypisujemy mu cechy emocjonalne (od zdenerwowania po histerię), a takie osoby nie pasują do wizerunku lidera. Kolejny punkt dla Donalda Trump'a.

Od 1980 roku badana jest również ilość mrugnięć na minutę w czasie debat wyborczych. Większość ludzi nie jest w stanie kontrolować mrugania (pod wpływem zdenerwowania czy kłamstwa). Joseph Tecce- psycholog z Boston College- obliczył, że w ostatnich 8 na 9 wyborach wygrał kandydat, który rzadziej mrugał. Jedynie George W.Bush wyłamał się z tego schematu. W tym przypadku Hillary Clinton ma przewagę - w trakcie np. pierwszej debaty Trump mrugał średnio 64 razy na minutę, a Clinton średnio 40 razy na minutę. Punkt dla Hillary Clinton.

Ludzie głosują na kandydatów, którzy wyglądają, brzmią i zachowują się jakby już byli tym wybranym prezydentem. Według zasady - rób daną rzecz tak długo, aż inni ci uwierzą. Bardzo ważne jest, żeby wyglądać "prezydencko", co pokazał przykład Kennedy'ego i Nixon'a, ale także z naszego podwórka - wybory Duda kontra Komorowski. W omwianym przypadku szanse są w miarę równe, choć Donald Trump ma pewną przewagę. Wielu wyborców, głównie płci męskiej, nadal uważa, że lepszym przywódcą zawsze będzie mężczyzna. Pół punktu dla Donald'a Trump'a.

Kolejną rzeczą jest bliżej nieokreślona charyzma. Zwyczajowo szukamy przywódców, których niewerbalne sygnały i wizerunek świadczą o wysokim statusie i serdeczności. O statusie decydują - wysoki wzrost, szeroka zdecydowana gestykulacja, dynamiczny chód, zajmowanie przestrzeni - ponieważ one potwierdzają pewność siebie i autorytet lidera. Serdeczna mowa ciała to uśmiech, podniesione brwi, przechylanie głowy, płynne gesty - wierzymy wtedy, że ten przywódca jest empatyczny i troskliwy.

Z tego powodu w Stanach Zjednoczonych przypisuje się charyzmę dominującej mowie ciała okraszonej uśmiechem (spójrzmy na Barack'a Obamę). Do tej pory częściej wygrywał kandydat, który prezentował szczery i szeroki uśmiech. Powinien być on ciepły i zapraszający, tak aby wyborcy mieli ochotę zaprzyjaźnić się z kandydatem, aby mieli poczucie, że w życiu prywatnym to także sympatyczny człowiek. Na przykład Bill Clinton miał doskonałą umiejętność wczuwania się w słowa swojego rozmówcy, zawsze sprawiał wrażenie, że słucha i rozumie. Nie bez powodu kandydaci tak chętnie chcą być fotografowani z małymi dziećmi. Pragną być postrzegani jako empatyczni, mili, wspierający i opiekuńczy. Nawet jeśli są tych cech zupełnie pozbawieni. W tym przypadku, zarówno Donald jak i Hillary, mają braki. Co prawda oboje mają cechy przywódcze, ale trudno opisać ich słowami serdeczny i ciepły. Bez punktów, choć zadajcie sobie pytanie z kim mielibyście większą ochotę spotkać się prywatnie / zakumplować się?

Na sam koniec omówimy autentyczność, która decyduje o tym czy wierzymy w słowa kandydata. I tu w cuglach wygrywa Donald Trump. Nie oznacza to, że Trump nie kłamie - natomiast on zawsze zachowuje się, jakby wierzył w to, co mówi i jakby miał pewną misję do spełnienia. Hillary Clinton jest już tyle lat w polityce, tyle masek przybierała i ról odgrywała, że chyba sama zapkmniała, jak to jest być naturalną i autentyczną. Jej sztuczny uśmiech budzi w nas strach i niechęć, a jej mowa ciała często przeczy słowom. A niespójności są bardzo źle odbierane przez wyborców. Jeszcze nigdy w kampanii prezydenckiej nie było tyle negatywnych gestów w użyciu, ale u Trump'a dominuje złość, a u Hillary pogarda. Przytoczę tutaj przykład posła Kukiza z wyborów prezydenckich - gdyż on właśnie był autentyczny. Może nie miał wiedzy i ogłady politycznej, ale cała jego mowa ciała świadczyła o głębokiej wierze w to, co mówi i zaangażowaniu. Wyborcy to kupili. Mało kto pamięta, o czym mówił Kukiz na debacie, ale większość pamięta, jak się wtedy czuła i czy mu wierzyła. Emocje zostają z nami na dłużej. Ten sam mechanizm działa w przypadku Trump'a i dlatego punkt dla Donalda.

Podsumowując - gdyby wziąć pod uwagę czynniki wizerunkowe to Trump powinien wygrać. Jest bardziej autentyczny, ma więcej cech przywódczych, jest bardziej dominujący. Nie są to jednak jedyne zmienne, które zadecydują o zwycięstwie. Liczy się, kto pójdzie do urn - czy więcej kobiet (lepiej dla Hillary) czy mężczyzn (Trump) oraz jak mocno partie zmobilizowały swoich wyborców do głosowania - Partia Hillary wydała na kampanie i agitację o wiele więcej pieniędzy. Zapowiada się ciekawa rozgrywka.


Copyright. Diana Nowek.
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

1 komentarze:

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.