Dzikie dzieci. Jak bardzo potrzebujemy innych ludzi, aby móc się rozwijać?

Fot:Julia Fullerton-Batten

Jest rok 1974, mało znana wioska Theiva w Indiach, około 150 domów. Czteroletnia Ng Chhaidy wraz z kuzynem Beirakhu znikają bez śladu w pobliskim lesie. Chłopiec odnajduje się 5 dni później niedaleko lokalnego potoku – jest wyczerpany, ale żyje. Nikt z mieszkańców nie jest w stanie zrozumieć co mówi – podejrzewają, że malec został opętany przez złego ducha. Dzień później chłopiec mówi już normalnie, opowiadając o kobiecie, która żyje w lesie, znalazła ich, dała jedzenie i schroniła pod swoim dachem. Jak pewnie przypuszczacie, gdy chłopca zabrano ponownie w miejsce, o którym opowiadał nic nie znaleziono. Przerażające, prawda? Nie to jest jednak finałem tej historii. 38 lat później, ku zaskoczeniu większości, odnajduje się bowiem Ng Chhaidy. 

Kiedy Chhaidy zaginęła mówiła biegle językiem Mara, po odnalezieniu zaś wypowiadała wyłącznie dwa słowa. O dziwo, będąc pozbawioną jakichkolwiek umiejętności społecznych, nie bała się interakcji z ludźmi, a radość wyrażała niczym małe dziecko. Jednakże kiedy sporych gabarytów mężczyzna usiłował objąć ją ramieniem, w ułamku sekundy sprowadziła go do parteru, zakładając tzw. nelsona. Gdy dwóch osiłków ruszyło mu z pomocą, zadała obezwładnionemu solidny cios w brzuch, po czym zaniosła się od śmiechu, popadając w swoistą euforię. Dziewczynka komunikowała się za pomocą gestów oraz pomruków. Po pewnym czasie okazało się również, że potrafi wyrażać niektóre z emocji. Osoby, z którymi się zaprzyjaźniła, głaskała po twarzy, kiedy były smutne, a radość wyrażała poprzez charakterystyczne klaskanie dłońmi bardzo blisko swej twarzy.

Kilka lat wcześniej, w połowie stycznia 2007 roku świat obiegła sensacyjna informacja o odnalezieniu kobiety, która zaginęła jako dziecko 19 lat temu w kambodżańskiej dżungli. Złapano ją, gdy wyszła z dżungli na pole, by pożywić się ziarnami ryżu. Wówczas to wpadła w pułapkę zastawioną przez miejscowych wieśniaków. Według opisu świadków była naga, brudna, miała czerwone oczy, zaś jej ruchy przypominały bardziej ruchy małpy niż człowieka. 27-letnia wówczas kobieta nie mówiła, ani też nie poruszała się w pozycji wyprostowanej. Została rozpoznana jako zaginiona w 1988 roku dziewczynka - Rochom P'ngieng dzięki bliźnie na ręce. Ustalono, że dziecko, wysłane, by pasło bawoły na skraju dżungli, zaginęło bez wieści w okręgu Oyadao w kambodżańskiej północno-wschodniej prowincji Rattanakiri. Znaleziono ją mniej więcej w tym samym rejonie. "Jej widok był przerażający - wyglądała jak obciągnięty skórą szkielet, była naga, zachowywała się jak małpa, a oczy miała czerwone jak tygrys. Ale to przecież moje dziecko" - powiedział ojciec zaginionej Sal Lou z kambodżańskiej mniejszości etnicznej Pnong. Mimo opieki rodziców i brata kobieta przez długi czas nie wypowiedziała ani jednego słowa, będąc wystraszoną i nie pojmując realiów sytuacji, w której się znalazła.

Powyższe opisy brzmią, jak scenariusz filmu fantastycznego i zapewne wiele osób przyjęło te doniesienia z przymrużeniem oka. A jednak podobne przypadki znane są badaczom od setek lat. „Dzikie dzieci”, „ludzie dzicy” lub obiektywnie „przypadki życia poza społeczeństwem” były szeroko opisywane w kronikach historycznych, socjologicznych opisach oraz w naukowej literaturze antropologicznej, psychologicznej i socjologicznej.

W 1341 roku myśliwi schwytali chłopca, który uciekał przed nimi na czworakach razem ze stadem wilków. Od miejsca jego schwytania nazwano go w ówczesnych kronikach „Chłopcem Heskim”. Mimo podejmowanych prób przystosowania chłopca do życia w środowisku ludzi i panującej kultury, zmarł on wkrótce po odnalezieniu.

Kolejne znane przypadki to „Chłopiec Islandzki” znaleziony wśród owiec oraz „Chłopcy Litewscy” znalezieni w drugiej połowie XVI wieku wśród niedźwiedzi. Wszyscy oni mieli rysy podobne do zwierząt, wśród których przebywali. Ten pierwszy beczał jak owca, zaś drudzy sypiali zwinięci w kłębek oraz jadali surowe jarzyny i mięso. Z kolei Klemens z Overdyke za swoje środowisko miał świnie, przez co nauczył się m.in. jeść trawę, chodzić na czworakach i pić mleko prosto od krowy – w dosłownym tego słowa znaczeniu!

Jean de Liège, „Dziki z Aveyron”, Piotr z Hanoweru, czy „Dziki z Kronsztadu” to kolejne w historii przypadki, kiedy ludzie odizolowani od społeczeństwa zachowywali się jak zwierzęta, zaś próby ich wychowania i socjalizacji nie przynosiły znaczących rezultatów.

Istnieją również historie tego typu z czasów współczesnych, jak chociażby słynna sprawa Kaspra Hausera, urodzonego w 1812 roku na Węgrzech, który z powodu tego, że był więziony, przez 16 lat nie widział ludzkiej twarzy, nawet oblicza tego, który go dokarmiał. Nie trudno zgadnąć, iż chłopiec kompletnie nie był świadom kulturowych reguł obyczajowych, ani norm panujących w społeczeństwie. Obca była mu ludzka mowa, gesty i środowisko innych osób.

W 1938 roku w Stanach Zjednoczonych znaleziono dwie dziewczynki, Annę i Izabelę, które to obydwie pochodziły ze związków pozamałżeńskich i były trzymane przez ojców matek w odosobnieniu, choć Izabelę odizolowano razem z głuchoniemą matką. Anna chowana była na poddaszu budynku farmerskiego, zaś Izabela w ciemnym pomieszczeniu. Dziewczynki miały około 6 lat, gdy je odnaleziono. Nie potrafiły mówić, chodzić, były apatyczne, obojętne na otoczenie, brudne i zaniedbane. Nie rozumiały żadnych poleceń, zaś w stosunku do ludzi były nieufne i lękliwe. Anna umarła na żółtaczkę po czterech latach od chwili znalezienia. Udało jej się nauczyć zaledwie kilku słów i opanować kilka podstawowych czynności. Izabela miała więcej szczęścia i z pomocą lekarzy oraz psychologów po mniej więcej dwóch latach osiągnęła poziom rozwoju umysłowego i psychicznego dziecka w jej wieku. Poszła nawet do szkoły. Do dziś dnia nie wyjaśniono, co zadecydowało o lepszych rezultatach przywracania do życia społecznego Izabeli.

Znana jest także historia dziecka o imieniu Genie, która znalazła się w odosobnieniu, gdy miała 2 lata, zaś odnaleziono ją w wieku lat 13. Jej również nie udało się osiągnąć poziomu rozwoju innych dzieci w jej wieku, tak jak udało się to Izabeli.

Tych z Was, którzy chcieliby poznać więcej podobnych, udokumentowanych przypadków odsyłam do spisu na Wiki: https://en.wikipedia.org/wiki/Feral_child

Jak widać zatem przypadki Ng Chhaidy i Rochom P'ngieng sprzed kilku lat nie są ani pierwszymi z tego gatunku, ani też nie różnią się od wcześniejszych. Wypływają z nich także podobne wnioski.

Od ponad dwóch wieków świat nauki spiera się o to, czy tożsamość jednostki i jej zachowania są zdeterminowane przez geny, czy przez środowisko społeczne i doświadczenia, jakie jednostka w nim przechodzi. Koncepcja socjologiczna głosi, że człowiek przychodzi na świat jako potencjalna istota społeczna, zaś pełnię swego człowieczeństwa zyskuje dopiero żyjąc w społeczeństwie. Po urodzeniu jesteśmy zależni od innych ludzi, którzy zaspokajają nasze podstawowe potrzeby biologiczne. Jednostka dojrzała jest wypadkową szeregu procesów interakcji międzyludzkiej, w których to staje się świadomym członkiem społeczeństwa. Wychowanie i socjalizacją są dwoma sprawczymi dla tego efektu procesami.

Opisane powyżej przypadki dzieci żyjących poza społeczeństwem dowodzą, że poglądy tzw. „instynktywistów”, którzy twierdzą, że zachowania ludzi są powodowane działającymi nań instynktami nie są wystarczającym wyjaśnieniem ludzkiego fenomenu. W każdym przypadku dzieci zatrzymały się w rozwoju na poziomie zwierząt, w środowisku których funkcjonowały. O jaźni, samoświadomości, społecznej wyobraźni, czy zwyczajnych ludzkich doświadczeniach rodziny i innych grup społecznych nie mogło być w ich przypadku mowy. Były one zdane same na siebie i pozostawione własnemu losowi. Nie miały okazji dowiedzieć się niczego więcej poza tym, czego dane im było osobiście doświadczyć. Świat mowy, języka pisanego, symboli i przekazywanych za ich pomocą treści był dla „dzikich dzieci” niedostępny. Żyjąc poza rodziną, rówieśnikami, narodem, czy państwem nie jesteśmy w stanie rozwinąć się do poziomu istoty społecznej. Także ludzka osobowość pozostaje w takich wypadkach nieodkryta.

W obliczu wydarzeń opisanych na wstępie stajemy ponownie przed dowodami na to, że człowiek jest istotą społeczną. Nie można osiągnąć celów wyższych bez życia społecznego. Aby się rozwijać – moralnie, fizycznie, intelektualnie – jednostka musi żyć społecznie. Po raz kolejny stanęliśmy także przed faktem indywidualnej ludzkiej biografii, która w dramatyczny sposób potwierdza te ontologiczne zasady oraz każe zastanowić się, dlaczego jednym udało się przystosować, a innym nie.

PS. Jako ilustrację do tekstu polecam fragment filmu dokumentalnego TROM – dokładnie od 20 minuty: https://vimeo.com/41439006


Autor: Bartosz Soczówka,
Dyrektor Merytoryczny BERNDSON Szkolenia biznesowe

Źródło zdjęcia: Spiegel.de
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.