Dlaczego nasze ciało zapamiętuje emocje, a niekoniecznie wydarzenia? Psychofizjologia traumy


Uważa się obecnie, że osoby po przebytej traumie zachowują utajoną pamięć traumatycznych zdarzeń w swoich mózgach i ciałach. Pamięć ta często wyraża się w objawach zespołu stresu pourazowego – koszmarach, flashbackach, reakcjach przestrachu i zachowaniach dysocjacyjnych. W gruncie rzeczy ciało takiej osoby nie pozwala o sobie zapomnieć. „CIAŁO PAMIĘTA: psychofizjologia traumy i terapia osób po urazie psychicznym” to tytuł książki Babette Rothschild, która wyjaśnia to zjawisko oraz przedstawia zasady i techniki pracy z ciałem, które nie wymagają dotyku.

Czym jest trauma?

W medycynie, trauma rozumiana jest jako fizyczny uraz, w którym skóra, kości lub inne fizjologiczne bariery naszego organizmu, przeznaczone do tego, by chronić nas przed zranieniami, zostają rozerwane, złamane lub w inny sposób zniszczone, do tego stopnia, iż nie są w stanie dalej pełnić swojej funkcji, a rozmiar uszkodzeń wyklucza naturalne wyleczenie.

Analogiczne, w ekstremalnie trudnych warunkach, emocjonalne oraz poznawcze wymagania sytuacji z którą musimy się mierzyć mogą przekroczyć zasoby osobiste i zdolności radzenia sobie. Mechanizmy, które w normalnych okolicznościach są odpowiedzialne za utrzymanie psychicznej równowagi okazują się bezużyteczne w konfrontacji z nowym i przytłaczającym zagrożeniem. Gdy podjęcie działań wydaje się niemożliwe dochodzi do przestymulowania układu nerwowego: tak, jak kości zostają złamane na skutek gwałtownego uderzenia, tak umysłowe i neurofizjologiczne systemy obron ulegają dezorganizacji na skutek traumy.

Co to znaczy, że mechanizmy zawodzą? O jakich mechanizmach mowa i na czym dokładnie polega to przestymulowanie? Rotschild – z jasnością, jakiej nie spotkałam do tej pory w innych opracowaniach – tłumaczy czynności poszczególnych elementów układu nerwowego oraz ich funkcjonowanie podczas traumatycznego zdarzenia.

Musisz być lisem i lwem… A co, jeśli jesteś zającem?

Nie wchodząc w niepotrzebne szczegóły: układ nerwowy człowieka topograficznie (pod względem położenia poszczególnych jego części) dzieli się na ośrodkowy (mózg oraz rdzeń kręgowy) i obwodowy (nerwy biegnące do reszty ciała). Oprócz tego możemy dokonać podziału czynnościowego, ze względu na funkcje; tutaj wyróżniamy część czuciową (dotyk, smak, słuch, węch oraz wzrok, postrzeganie położenia ciała, czyli propriocepcja oraz zmysł przedsionkowy) oraz część motoryczną. W skład części motorycznej wchodzą: układ somatyczny, kontrolujący mięśnie poprzecznie prążkowane (np. mięśnie kończyn), których działanie podlega naszej woli oraz układ autonomiczny, zawiadujący funkcją mięśni gładkich i narządów wewnętrznych. Jego czynności pozostają poza naszą kontrolą, są jednak regulowane przez ośrodki w mózgu, tzw. część współczulną (pobudzanie) oraz przywspółczulną (hamowanie).

To przystosowawcze, by bicie serca, spadek i wzrost temperatury ciała, zwężanie czy rozszerzanie źrenic zachodziły niejako automatycznie i bez świadomej uwagi. Zapewnia to człowiekowi płynność w przebiegu procesów wewnątrz organizmu, a także umożliwia szybkie dostosowywanie do zmieniających się warunków zewnętrznych. Część współczulna zostaje aktywowana w stanach silnego pobudzenia: przerażenia, rozpaczy, wściekłości, orgazmu. Zauważalne oznaki aktywacji to szybki oddech oraz wzmożona praca serca, rozszerzenie źrenic, bladość. Przyspieszenie oddychania i bicia serca ma zwiększyć wydolność w trakcie wysiłku, odpływ krwi ze skóry ma zapobiec jej nadmiernej utracie w razie zranienia, a rozszerzenie źrenic umożliwia lepszą obserwację: część współczulna przygotowuje ciało do szybkiego ruchu, w tym do walki albo ucieczki.

Tymczasem część przywspółczulna zostaje wzbudzona w czasie spoczynku, ale także w stanie podniecenia seksualnego, uczuciach zadowolenia, umiarkowanego smutku i żalu. Zauważalne oznaki to wolny, głęboki oddech, różowa barwa skóry i jej ciepło, spadek ciśnienia krwi.

W normalnych okolicznościach dwa te układy równoważą się wzajemnie, a w ciągu dnia ulegają naprzemiennej aktywacji i wyciszaniu. Jednak podczas traumatycznego zdarzenia dochodzi do szczególnego zjawiska, to znaczy do jednoczesnego wzbudzenia obu układów. Jeśli kiedykolwiek mieliście szansę obserwować przerażonego zająca, wiecie, o czym mowa. Zając, złapany w pułapkę oddycha szybko, ma szerokie źrenice, lecz pozostaje w bezruchu. Układ przywspółczulny (hamujący) maskuje pobudzenie zapoczątkowane w części współczulnej; nie ma sensu szarpać się i tracić sił, gdy opór jest bezskuteczny, jednocześnie ciało musi pozostawać cały czas w gotowości, by zwierzę mogło ponownie podjąć walkę albo wyrwać się na wolność, gdy tylko nadarzy się okazja. Nie bez przyczyny w bajkach i baśniach bohaterowie, by umknąć przed wrogami zamieniają się często w ptaki lub drobne, zwinne drapieżniki. W obliczu niebezpieczeństwa zachowanie człowieka niewiele różni się od odruchów zwierzęcia: zazwyczaj w pierwszej kolejności pojawia się impuls do natychmiastowej ucieczki, a kiedy ta strategia zawiedzie podejmowana jest próba walki. Napisałam „zazwyczaj”, gdyż wybór (jakkolwiek nieświadomy) zależy od okoliczności i rodzaju „zwierzęcia”: lew lub niedźwiedź ale także silny, dorosły człowiek, będzie dużo bardziej skłonny podjąć obronę, gdy tymczasem zając,  jak i ludzkie dzieci oraz wszyscy ci, którzy nauczyli się, że nie nie mogą liczyć na swoją siłę, prędzej wybiorą ucieczkę.

Dysocjacja: naukowa nazwa dla zjawiska dobrze znanego z obserwacji

Jednak gdy nie da się już stawiać oporu ani uciekać, większość ludzi reaguje podobnie, sięgając po obronę innego rodzaju: dysocjację. Istotą dysocjacji, co wynika z samego znaczenia słowa, jest oddzielenie (Salter, 2003). Dysocjacja może zachodzić pomiędzy poczuciem własnego „ja” oraz ciałem (doświadczenia spoza ciała), lub poprzednimi osobowościami, czy też otaczającą rzeczywistością (zamknięcie, wycofanie), przeszłością (amnezja) albo emocjami (odrętwienie).

Kontinuum dysocjacji mieści w sobie bardzo wiele reakcji, od występującego również w codziennym życiu stanu oszołomienia aż po utratę przytomności, wywołaną torturami. W miarę, jak rośnie poziom przerażenia, do innych symptomów dysocjacji dołączają niewrażliwość na dotyk, wraz ze zmniejszonym odczuwaniem bólu (analgezja) i ograniczeniem ruchów, spowodowanym nadmiernym napięciem mięśniowym.  W kryzysowej sytuacji człowiek nie może postrzegać, myśleć ani czuć: „myśli i rozumowanie są pozbawione sensu. Umysł jest zdezorientowany. Postrzeganie czasu zmienia się dramatycznie” (Schauer & Elbert, 2008).

Teraz, kiedy obejrzycie w filmie scenę, w której ratownicy wyciągają ludzi z gruzów zawalonych domów i krzyczą, by się z nimi porozumieć, albo zobaczycie jak żołnierze prowadzą jeńca na przesłuchanie, by ze złością stwierdzić, że nie da się z niego nic wyciągnąć, będziecie mogli rozpoznać, że to, czego doświadczają bohaterowie to właśnie epizod dysocjacji.

Bardzo często w filmach i książkach, gdy służbom  uda się jakimś cudem wydusić od świadków czy podejrzanych słowa, okazuje się, iż są to jedynie zapewnienia „nic nie pamiętam!”. Dość powszechne jest przekonanie, że osoby, które doświadczyły traumy nie pamiętają jej, a jednak potoczne rozumienie tego stanu niepamięci różni się od naukowej prawdy. Rothschild szczegółowo objaśnia ten ciekawy problem w swojej książce.

Czy ofiary traumatycznych zdarzeń naprawdę tracą pamięć?

Człowiek dysponuje dwoma rodzajami pamięci: pamięcią jawną (deklaratywną), w której przechowujemy fakty oraz informacje werbalne. To pamięć deklaratywna odpowiedzialna jest za tworzenie narracji, a gdy opisujemy, co wczoraj robiliśmy o danej porze dnia i z kim się spotykaliśmy, sięgamy właśnie do tego jej zasobu;  w mowie potocznej, kiedy mówimy o „pamiętaniu” najczęściej mamy na myśli jej deklaratywny aspekt.

Oprócz niego dysponujemy również pamięcią utajoną, czyli niedeklaratywną, niedostępną naszej świadomości; w niej zachowujemy emocje oraz doznania czuciowe. Umożliwia nam ona także uczenie się umiejętności takich, jak nowe odruchy, gra na instrumentach, taniec, jazda na rowerze. Informacji tych nie da się automatycznie zwerbalizować – nieraz doświadczałam tego, gdy próbowałam przypomnieć sobie sekwencję ruchów w tańcu (konieczne było odpowiednie ustawienie ciała, a czasem wykonywanie tych samych gestów, po to, by przywołać do pamięci kolejne elementy) i mogę się założyć, że Wy macie podobne doświadczenia. Gdybym poprosiła kogoś o to, by opisał mi, jak wiązać sznurówki bez wątpienia musiałby najpierw wykonać tę czynność na własnych sznurówkach!

Rothschild opisuje ciekawy przypadek pacjentki lekarza Edouarda Claperède’a.  Pacjentka ta doznała uszkodzenia mózgu i z tego powodu nie mogła tworzyć nowych wspomnień w pamięci deklaratywnej. Za każdym razem, gdy odwiedzał ją lekarz była przekonana, że widzi go po raz pierwszy, nawet, jeśli opuścił on pokój i wracał po kilku minutach. Claperèd wpadł na pomysł ciekawego eksperymentu: podczas jednego z powitań, ukrył w dłoni szpilkę. Kiedy pacjentka podała mu rękę, ukłuła się boleśnie. Podczas kolejnego spotkania nie chciała już uścisnąć jego dłoni, mimo, iż nie potrafiła wyjaśnić swojego zachowania ani nawet przypomnieć sobie osoby lekarza. Pamięć niedeklaratywna pacjentki funkcjonowała bez zarzutu.

W stanie dużego pobudzenia, gdy mózg zalewany jest falą hormonów, struktury, odpowiedzialne za funkcje pamięci jawnej ulegają stłumieniu. Czy w takim razie ofiary traumatycznych zdarzeń rzeczywiście tracą pamięć? Tak i nie. Kodowanie pamięci niedeklaratywnej jest nadal aktywne, a informacje o traumatycznym zdarzeniu zapisywane są nieprzerwanie pod postacią doznań, emocji, świadomości ułożenia ciała oraz jego ruchów. Tak, jak pacjentka z przytoczonego przykładu, ofiary traumy pamiętają zmysłowe aspekty traumy – obrazy, dźwięki, odczucia – nie są jednak w stanie ich zwerbalizować ani nadać im sensu. Wspomnienia istnieją oderwane od kontekstu, poza czasem, nie można więc włączyć ich w strukturę osobistej narracji.

Po traumie: ciało i umysł jako zrujnowana twierdza

Nie tylko pamięć ulega pokawałkowaniu i uszkodzeniu w następstwie traumy; z czasem chaotyczna natura zdysocjowanych wspomnień ulega generalizacji na całą strukturę osobowości. Książka Rothchild jest jedną z niewielu, które tak zdecydowanie podkreślają jeszcze jeden aspekt, mianowicie to, iż poczucie własnego „ja” nie wiąże się wyłącznie z umysłem, lecz również z ciałem, i to nie tylko z jego postrzeganiem lecz raczej z odczuwaniem: „to jestem ja (np. to moja ręka), a to już nie jestem ja (tutaj moja ręka się kończy), to jest moja osobista przestrzeń (tyle miejsca potrzebuję, by czuć się komfortowo), a to jesteś ty (różny ode mnie, znajdujący się w takim a nie innym dystansie do mnie)”. Dzięki ugruntowanej koncepcji własnego ja jednostka może dokonywać ocen siebie (jestem bardziej dobry, czy zły/skuteczny czy nieskuteczny/czy mogę dokonać czegoś konstruktywnego?) i innych (czy można ci zaufać?), w sposób świadomy odczuwać i reagować na własne potrzeby (chcę pić, jeść, spać, przytulić się, podoba mi się, kiedy dotykasz mnie tak ale nie lubię, kiedy robisz to w ten sposób, nie mam ochoty teraz rozmawiać itp.) podejmować decyzje ale także budować bezpieczne więzi.

W następstwie traumy – i to nie tylko tej, która narusza integralność fizyczną – spójna wizja „ja” zostaje naruszona, systemy obron przełamane, granice zburzone, a relacje pozbawione równowagi lub zerwane. Rothchild, kładąc tak duży nacisk na aspekt fizyczny w zaburzeniach związanych z doświadczaniem traumy prowokuje dużo pytań, lecz również pokazuje więcej możliwości na to, by na nie odpowiedzieć.  Jeśli wziąć pod uwagę jak często następstwami traumy są zaburzenia zachowania (brak umiejętności opanowania negatywnych uczuć, impulsywność, destruktywne i autodestruktywne zachowania) lub uzależnienia behawioralne (uzależnienia od substancji psychoaktywnych, jedzenia, seksu, hazardu), z których większości łatwo dostrzec problem ze stanowieniem i utrzymywaniem granic, okaże się jasne, iż rozważenie tych zagadnień od nowa, z perspektywy psychologii zajmującej się ciałem może przynieść wiele satysfakcjonujących rozwiązań.

Cytowane artykuły:

Salter, A. C. (2003). Pokonywanie traumy. Jak zrozumieć i leczyć dorosłe ofiary wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. Poznań: Media Rodzina.

Schauer, M., & Elbert, T. (2008). Psychophysiology of the defense cascade – Implications for the treatment of posttraumatic stress disorder (PTSD) and dissociative disorders, Invited Lecture. Society for Applied Neuroscience, Biennial SAN Conference, Seville.


Autor: 
Patrycja Strzeszkowska - psycholog, naukowo interesuje się psychologią konfliktów i negocjacji, psychologią kryzysu oraz psychotraumatologią. Pracuje z dziećmi i młodzieżą.
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.