Prymus czy przeciętniak w szkole. Kto lepiej radzi sobie w dorosłym życiu?



Jeździcie może na spotkania klasowe organizowane po latach od ukończenia szkoły? Chyba każdego z nas trochę ciekawi jak obecnie radzą sobie w życiu koledzy i koleżanki ze szkolnej ławki. Jak wyglądają, gdzie pracują i oczywiście ile zarabiają. Mój znajomy był ostatnio na takim spotkaniu z okazji 20-lecia klasy maturalnej. Po powrocie opowiadał zdziwiony, że najbardziej zaradni życiowo i najlepiej zarabiający to wcale nie ci najlepsi uczniowie z klasy. Tylko ososby, po których nikt by się tego nie spodziewał. Sukces w tym przypadku utożsamiam ze współczesnym rozumieniem tego słowa. Czyli przede wszystkim z przedsiębiorczością, zdolnością do wspinania się po szczeblach kariery i umiejętnością zarabiania pieniędzy. Zdaję sobie sprawę, że istnieją różne miary sukcesu, każdy inaczej definiuje swoje szczęście, ale przyznajcie, ze pierwsze skojarzenie z człowiekiem sukcesu w naszym społeczeństwie odpowiada tej właśnie definicji.

Dlaczego tak jest, że osoby bardzo dobrze radzące sobie w szkole, zdobywające piątki i szóstki ze wszystkich przedmiotów niekoniecznie dobrze radzą sobie w późniejszym życiu? I dlaczego nie jest wskazane, aby przymuszać dziecko do bycia prymusem z każdej dziedziny? 

Wiedza przekazywana w szkole jest wiedzą teoretyczną. Szczególnie w naszej polskiej szkole, gdzie praktycznie nie przeprowadza się badań i eksperymentów  z uczniami, nauka polega na zapamiętywaniu i mechanicznym odtwarzaniu materiału. Jeśli nie można czegoś zobaczyć, dotknąć, spróbować czy przeżyć mamy marne szanse, że zapamiętamy to na długo. Z tego powodu w szkole najlepiej radzą sobie osoby przede wszystkim  z dobrą pamięcią wzrokową (zwrot „pokaż mi to”).  Tak zwani słuchowcy (zwrot „powiedz mi, powtórz mi to”) nie będą ślęczeć długo nad podręcznikami, oni zapamiętają co opowiadał nauczyciel w czasie lekcji.  

Dzieci mające problemy  z odróżnianiem podobnych głosek jak z-s, g-k, d-t i różnicowaniu głosek i-j mają zaburzoną percepcję słuchową. Natomiast dzieci mylące litery o podobnym kształcie jak a-o, l-t-ł, m-w-n, b-p-g-d (ten sam kształt tylko różnie odwrócony) mają zaburzoną percepcję wzrokową. Istnieje wiele opinii na temat pracy z takim trudnościami – czy lepiej skupić się na lepszej pamięci i to ją maksymalnie rozwijać czy starać się tak długo i żmudnie pracować  z dzieckiem, aż wyrówna umiejętności? Ja skłaniam się ku pierwszej tezie. Lepiej być świetnym w jednej rzeczy niż przeciętniakiem we wszystkim. Pozostaje nam jeszcze jeden rodzaj pamięci i należy sobie zadać pytanie -co w takim razie z osobami ze świetną pamięcią kinestetyczno-ruchową? 

W przedszkolu wszystkie dzieci uczą się poprzez powtarzanie ruchów i czynności oraz poprzez przeżywanie i dotykanie rzeczy. Do drugiej-trzeciej klasy 40% uczniów staje się wzrokowcami, do końca podstawówki 20-30% dzieci jako główny styl uczenia wykształca pamięć słuchową (i są to głównie dziewczynki). Pozostała część, głównie chłopców, pozostaje z najlepszą pamięcią i stylem uczenia kinestetycznym.  W jaki sposób mogą więc oni rozwinąć maksymalnie swoje zdolności na lekcjach czysto teoretycznych? Ci uczniowie muszą wszystkiego dotknąć, spróbować. Będą świetni w laboratoriach, kółkach artystycznych, odgrywanych scenkach, zajęciach ruchowych, tanecznych. Czyli na zajęciach, których najbardziej brakuje w szkołach. W ten sposób zabija się w dzieciach kinestetycznych zamiłowanie do nauki. Z czysto teoretycznych zajęć nie będą oni otrzymywać dobrych ocen. Wynika z tego, iż warto rozpoznać główny styl uczenia u swojego dziecka i dostosować do tego typ nauki. Jeśli mamy lekturę, to wzrokowiec przeczyta książkę, słuchowiec wybierze audiobooka, zaś kinestetyk obejrzy film lub najlepiej sam odegra sceny z książki.

Dla przykładu możemy przyjrzeć się Albertowi Einsteinowi, chyba najsłynniejszemu naukowcowi. Pokazuje on dobrze, że najważniejsze jest rozwijanie swoich zainteresowań i tych bloków umiejętności, z których jesteśmy naprawdę dobrzy. Moim zdaniem Einstein był kinestetykiem. Miał trudności z pisaniem, nauczył się tego w wieku 9lat i prawdopodobnie można by nazwać go dzisiaj dyslektykiem.  Wspomina się go jako trudnego ucznia, często przerywał nauczycielom, poddawał w wątpliwość ich tezy i sam udzielał enigmatycznych odpowiedzi.  Einstein jednak na świadectwie maturalnym miał ze wszystkich przedmiotów bardzo dobre oceny – taki postawiono mu wymóg , aby mógł dostać się na wymarzone studia.  Oczywiście z przedmiotów ścisłych miał oceny celujące. W codziennym życiu dla wielu „normalnych” ludzi był on dziwakiem. Nie zapamiętywał dat, nazwisk czy numerów. Nie nosił skarpet, ,żeby ich potem nie musieć cerować. Nie zakładał kapelusza w czasie deszczu, bo przecież włosy schną szybciej niż materiał.  Współcześnie postrzegamy go jako człowieka, który osiągnął wielki sukces. Natomiast jego żona narzekała, że jej Albert nie potrafi zarabiać pieniędzy i jest oderwany od rzeczywistości.


W dzisiejszym rozumieniu zdolności - Einstein był inteligentny, ale nie był przedsiębiorczy czy zaradny. Jeśli spotkalibyśmy go na naszym zlocie klasowym  podziwialibyśmy go za jego geniusz, ale traktowalibyśmy trochę pobłażliwie. Nie zazdrościlibyśmy mu jednak. Zazdrość byłaby skierowana do tych z nas, którzy dorobili się największego majątku czy wyglądają najlepiej. Bo są to namacalne i mierzalne rzeczy dla każdego wokół.

Podsumowując, pragnę zachęcić wszystkich do poszukiwania w sobie czy u swoich dzieci kilku umiejętności, w których jesteśmy najlepsi i rozwijania ich do maksimum.  Nie zmuszajmy dzieci do bycia najlepszymi ze wszystkich przedmiotów, bo mogą przegapić swoje pasje i prawdziwe zdolności. I zamiast im pomóc w życiu stworzymy z nich zagubionych przeciętniaków, ciągle niewiedzących, co tak naprawdę robią najlepiej. A jaka cecha twarzy w takim razie pozwala ocenić czy ktoś będzie przedsiębiorczy w późniejszym życiu? Jest to na pewno silnie szczęka i mocny podbródek. Silne i dobrze zaznaczone są gwarantem działania. Tam gdzie inni będą zastanawiać się i wahać, te osoby dawno zrobią już biznes.

Bo przedsiębiorczość, zaradność, umiejętność podejmowania ryzyka, decyzyjność, silna wola, zdolność nawiązywania i podtrzymywania kontaktów - tak potrzebne w życiu zawowodowym są cechami osobowości. Z ocenami szkolnymi mają niewiele wpólnego.


Czytaj również
WIARA W POTENCJAŁ DZIECKA CZYNI CUDA! NIE SZUFLADKUJMY DZIECI.

Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.