Ciało zna prawdę. Na czym polega terapeutyczna praca z ciałem?



Czasem umysł mówi: „już wszystko wiem”, a ciało wciąż trzyma dawne mechanizmy obronne. Metodą pomagającą połączyć somę i psyche jest Bioenergetyka Alexandra Lowena.
Jasna, przestronna sala w centrum Warszawy. Środek tygodnia, wieczór. Marzena Barszcz i Grzegorz Byczek – terapeuci stosujący Bioenergetykę – prowadzą 20-osobową grupę ćwiczeniową. Temat dzisiejszych zajęć: lęk. Próbujemy skontaktować się z nim w łagodny sposób, poczuć, uwolnić… Najpierw, w kręgu, dzielimy się sobą, swoim doświadczeniem. Odpowiadamy na pytania „czego się boisz?” i „czym się boisz?”. Bo lęk może się usadowić w różnych częściach ciała: w brzuchu, sercu, gardle, nogach, barkach, dłoniach, pośladkach… Boimy się bliskości, odrzucenia, boimy się o bezpieczeństwo rodziny, boimy się utraty pracy, zdrowia, atrakcyjności. Jakiejś, bliżej nieokreślonej, katastrofy. Śmierci. No i życia!

Potem już praca z ciałem, z głosem. Chodząc po sali, powtarzamy coraz głośniej: „nie boję się!”. Najpierw do siebie, później – patrząc komuś w oczy. Wchodzimy w kontakt fizyczny, badamy, na ile jesteśmy gotowi zaufać drugiemu człowiekowi – czy wierzymy, że nas utrzyma. Marzena Barszcz nazywa to ćwiczenie „Titanic”. Stojąc, wychylamy korpus mocno do przodu (jak Kate Winslet na rufie „Titanica”), podczas gdy druga osoba trzyma nas z tyłu za ręce. Marzena Barszcz sprawdza, czy zarówno klatka piersiowa, jak i miednica są otwarte. – To typowa blokada – tłumaczy – wynika z lęku przed zależnością. „Dam ci ciało, ale nigdy nie dostaniesz serca”. Albo: „Będę cię kochać, ale nigdy nie stracę kontroli w seksie”. A chodzi o to, żeby być całością. Żeby doświadczać pełni.
Wreszcie ćwiczenie, które sięga do ukrytych emocji. Znów w parach, nawiązujemy bliski kontakt wzrokowy. Jedna osoba siedzi na piętach, druga stoi. Ta niżej wyciąga do góry ręce, powtarza wielokrotnie „bałam się ciebie”. Wypływają dawne lęki: „bałam się, że mnie zostawisz”, „bałem się, że odejdziesz”, „bałam się, że nie będziesz mnie kochać” – mówimy do rodzica, opiekuna. Pojawiają się łzy, krzyk, bunt: „wciąż się boję!”, „tego nie robi się dziecku!”, „tak nie wolno!”.

Odzyskać kontakt z ciałem


Zdaniem Alexandra Lowena człowiek żyjący w jedności ciała i umysłu doświadcza harmonii – swobodnego przepływu energii życiowej. Do tego wszyscy dążymy. Wszyscy też natrafiamy na przeszkody: blokady w ciele, napięcia. Często jest to prawdziwa zbroja, którą stworzyliśmy, by chronić się przed zranieniami i która oddziela nas od świata, od innych. Bioenergetyka może pomóc odzyskać naszą pierwotną naturę – otwartość na miłość, na wszelkie przejawy żywotności. Tak naprawdę chodzi o odzyskanie kontaktu z ciałem.

Jesteś swoim ciałem – mówi Lowen. Poprzez ciało przejawiamy się w świecie. W nim zapisują się życiowe doświadczenia. Więc ujawnia ono naszą historię – to, jak funkcjonujemy, jak czujemy, myślimy. Jak wchodzimy w relacje. Lowen twierdzi wręcz, że tak jak leśniczy odczytuje historię drzewa z jego słojów, tak terapeuta bioenergetyczny potrafi, patrząc na ciało człowieka, odtworzyć historię jego życia. Obserwacja postawy, jaką przyjmujemy, pomaga odkryć wewnętrzne konflikty, mechanizmy obronne. Niektóre z nich powstały jeszcze w okresie niemowlęctwa, kiedy doświadczaliśmy czegoś bardzo trudnego (np. opuszczenia, osamotnienia), kiedy ból był tak przytłaczający, że jedynym sposobem było zamrożenie czucia. Żeby nie czuć, tłumiliśmy oddech, spinaliśmy mięśnie… Aż zaczęliśmy żyć niejako poza ciałem, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, ile w nas usztywnień. Jak bardzo ograniczamy naszą ekspresję, seksualność, zdolność kochania… Kiedy ktoś buduje fortecę, żeby się bronić, kończy jako jej więzień – tłumaczy Lowen. Co więcej, zbudowany pieczołowicie system ochrony – o ironio! – prowokuje zdarzenia, których chcieliśmy za wszelką cenę uniknąć. Człowiek nie zapewni sobie pokoju, budując armie, bo one w swej naturze służą wojnie – tłumaczy Lowen.

Ćwiczenia


Te zajęcia nazywają się „3xP” – pozwalam, puszczam, poddaję. Co najtrudniej nam „puścić”? Kontrolę, różne przywiązania (choćby do urody), troski, niepokoje, żale, ambicje. Nie jest też łatwo „puścić” ludzi – rodziców, byłego partnera…

Marzena Barszcz proponuje ćwiczenie na „oddanie głowy”. Mamy złożyć głowę na ramieniu, plecach lub klatce piersiowej, współćwiczącego. Wszystko w pozycji stojącej – ważne jest, żeby cały ciężar głowy przejęła druga osoba. Potem, znowu w parach, mówimy. Najpierw o trudnej sytuacji, od której chcemy się uwolnić, później o tym, czego potrzebujemy. Pomagamy sobie krzykiem: „Potrzebuję: miłości, bliskości, pewności siebie, wolności…!”. „A ja to co?!”. „Co ze mną?!”. „Ja też mam prawo!”.

Na koniec znów intensywna praca z ciałem, na trzech stanowiskach. Grzegorz Byczek asystuje tym, którzy chcą miękko upaść na ułożone, jeden na drugim, materace. Tylko jak poddać się całkowicie sile grawitacji, nie kontrolować upadku? I nie myśleć, jak to zrobić. I jeszcze mieć z tego frajdę… Mimo wielu prób udaje się nielicznym. Nie na darmo w swoich pracach Lowen poświęca wiele miejsca upadkowi. Boimy się go, kojarzy nam się z porażką. Tymczasem kierunek w dół daje możliwość rozluźnienia – Lowen przypomina, że upadanie jest częścią życia. Bez upadku nie ma wznoszenia się. I odwrotnie:  – Kto wzbije się w powietrze, ten musi kiedyś upaść – pisze.

Drugie stanowisko to stołek bioenergetyczny – słynny „wynalazek” Lowena. Amerykanin skonstruował go po tym, jak zaobserwował, że ludzie spędzający wiele godzin przy biurku, dla wzięcia głębszego oddechu, odchylają się mocno do tyłu. Jak sam wspomina, pierwszy stołek był składaną drabiną o wysokości 60 centymetrów, do której został ciasno przytroczony, zwinięty w rulon, koc. Leżenie na takim urządzeniu, z ramionami wyciągniętymi do tyłu, rzeczywiście pozwala pogłębić oddech, otworzyć klatkę piersiową. Dla niektórych jest to spore wyzwanie – ciało broni się, spina, uwalniają się emocje.

Marzena Barszcz pomaga tym, którzy gotowi są skontaktować się z jeszcze silniejszymi emocjami. Na tym stanowisku też mamy do dyspozycji materace, plus rękawice i – do wyboru – rakietę tenisową albo kij bejsbolowy. Obiema rękoma, zamachem zza głowy, uderzamy z całej siły w materac. Terapeutka prosi, żeby towarzyszył temu dźwięk, żeby nie ściskać gardła, nie tłumić uwalniających się emocji. Więc słychać: „nie!”, „dlaczego?”, „won!”. I wiele więcej. Ekspresja uczuć – poprzez ruch czy głos – to niezwykle istotny element Bioenergetyki. W uwalnianiu ciała od przewlekłych napięć (i – jak mówi Lowen – losu, jaki reprezentują), pomocne są podczas terapii krzyk, płacz, kopanie… Wszystko odbywa się w bezpiecznych warunkach, pod okiem specjalisty, można poddać się emocjom, nauczyć się nimi zarządzać.

Intensywność własnych uczuć czasem nas przeraża. A przecież życie to odczuwanie wszystkiego, co przez nas przepływa – przypomina Lowen. Podkreśla, jak ważne jest wyrażanie złości w relacjach – ujawniona złość zawiera komunikat „zależy mi na tobie”. Dlatego otwiera serce (to jeden z celów Bioenergetyki). Zamknięcie serca, odcięcie się od niego, oznacza zdradę samego siebie. Rezultaty? Wciąż szukamy aprobaty innych, staramy się zasłużyć na miłość. Nie mniej ważna jest miednica. Marzena Barszcz i Grzegorz Byczek poświęcają jej całe weekendowe warsztaty. – Napięcie w tym obszarze dotyczy większości ludzi i powstaje już w dzieciństwie – mówi Barszcz. – Najczęstsze przyczyny to zbyt wcześnie wprowadzany „trening czystości”, czyli wysadzanie na nocnik. Ale też bicie dziecka w pośladki. Kulturowo to obszar naznaczony winą i karą. Ożywienie go zwiększa dostęp do przyjemności. Co więcej, tylko w połączeniu z miednicą możliwe jest pełne otwarcie serca.

Przekraczanie granic


Kolejne spotkanie, tym razem pracujemy z granicami. Mówimy o tym, jak je odczuwamy, wytyczamy, czy umiemy ochronić siebie bez zamykania się przed światem. Na ile jesteśmy elastyczni. Niektórzy przyznają, że mają skłonność do poruszania się między skrajnościami: pozwalają wejść sobie na głowę, potem – zapobiegawczo – tworzą mury nie do sforsowania…
Marzena Barszcz proponuje, by sprawdzić w parach, w jakich sytuacjach najczęściej oddajemy innym swoje terytorium. Poznajemy strategie przekraczania granic. Najpierw „na bidulka”: jedna osoba stoi, druga („bidulek”) leży na ziemi, domagając się pomocy. W bezpardonowy sposób – łapiąc za rękę, ściągając kolegę w dół. Nie wszyscy potrafią odeprzeć atak – lądują razem z bidulkiem na ziemi. Ci, którzy się opierają, przyznają później, że mieli poczucie winy. Inna strategia to wytrwałość (lub – jak kto woli – nachalność). Zaczepianie, powracanie, upór… Sprawdzamy też, czy dajemy się złapać na „uwodzenie”  – słodkie oczy, przymilanie się, ocieranie, miękki głos… I wreszcie sposób „na zabawę” – ktoś chwyta nas za rękę i ciągnie za sobą podekscytowany, zapewniając, że „będzie fajnie”. Zaskoczenie – wielu z nas nie przypuszczało, że zabawa może mieć coś wspólnego z przekraczaniem granic. Pewnie dlatego większość daje się porwać entuzjazmowi i biegnie na oślep za towarzyszem.

Pocieramy ręce, wytwarzając w nich energię. Badamy pole energetyczne wokół siebie – to nasze naturalne granice. Niektórzy wyczuwają je bardzo mocno, doceniają… Teraz możemy znów zbadać, jak to jest, kiedy ktoś zbliża się do tego pola, czy potrafimy je ochronić. Jedna osoba rusza dynamicznie w stronę drugiej, a ta, kiedy uzna za stosowne, zatrzymuje nadchodzącego partnera. Najpierw wzrokiem, potem głosem, dłońmi, wreszcie odwołując się do wszystkich tych narzędzi jednocześnie. Są teraz do naszej dyspozycji. Zdaniem Lowena, kto nie umie powiedzieć „nie”, nie mówi też prawdziwego, przekonującego „tak”…


Więcej artykułów na ten temat w kategorii Bioenergetyka Lowena

Źródło: Marzena Barszcz, Certyfikowany Psychoterapeuta, prowadzi warsztaty i sesje indywidualne metodą Lowena, http://www.psychoterapiaprzezcialo.pl/
Rozwój Osobisty Zwierciadło
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.