Naprawa złamanych serc. Jak mylimy miłość z uzależnieniem?


W nawiązaniu do tekstu o kobietach trwających przy socjopatach i manipulatorach, mimo długotrwałej przemocy i psychicznego poniżania - opowiadanie Iriny Sieminoj.. Bo Pani nie kocha jego. Pani kocha cierpienie...


- Czy to Biuro Napraw? Dział Reperacji Złamanych Serc?
– Do usług. Co się stało?
– Wiadomo! Serce mi złamał!
– A jakim cudem pani na to pozwoliła?
– A czy mnie ktoś pytał??? Machnął ręką, drań, a serce w drobny mak!
– Pewnie nie dbała pani o to serce, poniewierało się wszędzie, skoro tak łatwo je złamać.
– Ja??? Wcale nie! Przeciwnie, było pełne miłości, zaufałam mu, a on… Zamiast dbać o nie, to je złamał.
– Niechcący? Przypadkiem?
– Jak to niechcący??? Przypadkiem to może być jeden raz, a mi się to zdarza regularnie. Rozwiodłam się z mężem, bolało bardzo. On też mi złamał serce. Wszyscy się jakoś normalnie rozwodzą, tylko ja mam pecha. Tyle było bólu, tyle łez. Nie wiem jak to wytrzymałam. Serce potem sklejałam po kawałku, wyszłam z tego jakoś, a teraz – znowu!
– Co tym razem?
– Zakochałam się. Tak się zakochałam, że zrozumiałam – to on! Mój! Okazało się, że to co czułam do męża, wcale nie było miłością tylko przywiązaniem. A tym razem serce po prostu zamarło.
– Miłość to wspaniałe uczucie – gratuluję! A w czym problem? Już pani go nie kocha?
– Kocham! Nawet bardziej, niż na początku. To jemu przeszło. Chociaż mówi, że kocha.
– Chwileczkę. Chyba się pani sama zaplątała – kto kogo kocha? Kto kogo nie kocha? Dlaczego serce zostało złamane? Po kolei.
– Dobrze, po kolei. Poznaliśmy się w pracy, zakochałam się. Spotykaliśmy się przez trzy lata, nawet mieszkaliśmy razem, wiele razy się rozstawaliśmy i znowu się schodziliśmy, kłóciliśmy się i godzili.
– Nie zastanowiło to pani? Taki brak stabilności w relacjach?
– Nie. Wszyscy tak żyją.
– Myli się pani – nie wszyscy. Tylko ci ze skłonnościami do sadomasochizmu. Uzależnieni od adrenaliny. Muszą zawsze mieć powód do awantury, do odejść i powrotów.
– Powód był, bardzo prozaiczny. Nie chciał się ze mną ożenić.
– Ale chyba każdy sam sobie wybiera, w jakim stopniu pragnie bliskości?
– Ale ja chciałam wyjść za niego, mieć z nim dzieci! Tylu miałam mężczyzn, oświadczali się, a ja odmawiałam, a za niego naprawdę chciałam wyjść! Zresztą on mówił, że mnie kocha. Kłamał?
– Dlaczego „kłamał”? „Kochać” a „ożenić się” to dwie różne kwestie.
– Ale ja od razu mu mówiłam, że nie chcę wolnego związku!
– Chciała pani zniewolonego związku? Żartowałem… Mimo to, była pani w tym wolnym związku – to jakiś brak konsekwencji. Trzeba było zaczekać do ślubu.
– Co też pan! Kto by tyle czekał! Przecież trzeba jakoś mężczyznę do siebie przywiązać.
– Rozumiem. Chce pani jedno, myśli drugie, a robi trzecie. Taki spory wewnętrzny konflikt. Przywiązała pani?
– Nie tyle przywiązałam, co sama się przywiązałam… Nie wiem kiedy…
– Zwykle tak bywa. Przywiązywanie to niebezpieczne zajęcie. Sznurek ma przecież dwa końce… No i stało się.
– Było dobrze, po mojej myśli. Przycisnęłam go, oświadczył się. A potem zaczął się wyrywać. Aż w końcu poszedł jak pies spuszczony z łańcucha…
– Nic dziwnego. Nikt nie lubi siedzieć na uwięzi.
– Miałam depresję, ciśnienie mi skoczyło, wyłam po nocach. Ale dałam radę, przeżyłam, przyjaciele pomogli, chodziłam na różne warsztaty, na szkolenia. Doszłam do siebie.
– A potem?
– Potem wrócił, opowiadał jak mu źle beze mnie, jaka tamta jest niedobra, błagał o drugą szansę, kwiaty przynosił… Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę!
– Zasługuje, powiada pani? Łatwo was namówić… Kwiatuszek, cukiereczek…
– Ale na szkoleniu mówili, żeby wybaczać! No to wybaczyłam.
– A powiedzieli pani na szkoleniu, że wybaczać – tak, ale powtarzać poprzednie błędy – nie!!! A pani znowu jak kochana mamusia – pobawił się synuś, poszalał, pokajał… dziecinka maleńka… Co było dalej?
– Niby jesteśmy razem, ale jak tylko wspomnę o ślubie to się wykręca. Ostatnio się przeprowadził za miasto, twierdzi, że ma bliżej do pracy. Czasem do mnie wpada, a od dwóch miesięcy tylko dzwoni czasami. Mówi, że kocha. A teraz się dowiedziałam, że ma inną. Codziennie się z nią spotyka, sama ich widziałam! Złamał mi serce, drań!
– No cóż, wychodzi na to, że ma nowy związek. Tak zdecydował. Zdarza się. Niech pani odpuści.
– Odpuściłam, a co miałam zrobić??? Dokąd miałam się podziać? Ale wciąż go kocham i ta miłość zatruwa mi życie.
– Co pani mówi??? Jak miłość może zatruwać??? Miłość to nie jest trutka na szczury. Miłość to Światło, Radość, Wzloty! Miłość nie zatruwa. Zatruwa nieprzebrana chęć posiadania. I uzależnienie od adrenaliny w tego typu relacjach – też zatruwa.
– Chciałam, żeby było dobrze. Boję się, że znowu wróci i wszystko się powtórzy.
– Droga pani, jeżeli pani nie chce, to niech pani nie powtarza. Przecież nikt pani nie zmusza. Proszę wyciągnąć wnioski i naprzód – w nowe życie, nowe relacje.
– Nie mogę, nie chcę nikogo innego, nie chcę nowego życia, chcę jego, cały czas o nim myślę… kocham go.
– To czemu pani cierpi? Mówiłem, że miłość to Światło, Radość, Wzloty!
– Owszem, kiedy on jest obok. A jak go nie ma – to łzy, cierpienie, złamane serce.
– To nie jest miłość tylko uzależnienie. Pani nie kocha jego. Pani kocha cierpienie.
– Ja??? Co pan mówi???
– Pani. Napawa się pani cierpieniem, celebruje. Wybrała sobie pani partnera, który sprawnie dostarcza pani bólu, przywiązała się pani do niego i za nic w świecie nie chce pani odpuścić. Czego tylko ten partner nie robił, żeby pani poczuła, zatrzymała się, zadała sobie pytanie „Po co ja to robię? Dlaczego pozwałam łamać sobie serce i jeszcze proszę o więcej?” A pani wciąż nie może zrozumieć, że serce jest pani własnością i tylko pani może je obronić przed nieproszonymi gośćmi i niepożądanym wpływem.
– To co mam robić?
– Nauczyć się kochać siebie. Nie zależeć od mężczyzn, od relacji, od stempla w urzędzie. Być szczęśliwą, niezależnie od niczego. I nigdy, nikomu, w żadnych okolicznościach nie pozwalać na łamanie serca!
– Według pana sama sobie zadaję ból?
– Według mnie – tak. A mężczyźni to w pani rękach tylko narzędzie. Pani ich nie kocha, pani ich wykorzystuje. Proszę pamiętać, że cierpienie to narkotyk, za każdym razem uzależniony potrzebuje większej dawki. Zacznie pani chorować, starzeć się… O to pani chodzi? Powierzę pani mały sekret: gdy serce wypełnione jest miłością to jest nie do złamania. A miłość do innych zaczyna się od miłości do siebie. Sprawdzone przez Dział Reperacji Złamanych Serc.
– A kiedy zaczniecie je reperować?
– Wcale nie zaczniemy. To pani zacznie. My tylko dajemy instrukcje i rady, a poza tym mamy tu samoobsługę. Ponieważ serce jest własnością prywatną każdego i nawet my, anioły z Działu Reperacji Złamanych Serce, nie pozwalamy sobie na naruszanie tak osobistego terenu.
– Dobrze, rozumiem. Będę naprawiać swoje złamane serce. A wy będziecie mną kierować?
– Kierować – nie. Będziemy pomagać. Proszę się nie uzależniać, nawet od aniołów. I proszę dzwonić. Biuro Napraw, Dział Reperacji Złamanych Serc, zawsze do usług!

..

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład Inga Zawadzka.
© Po Pierwsze Ludzie
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.