Polki przygoda z Irlandią. Czy różnimy się wyglądem i strojem od Irlandczyków?


Zapraszamy na nowy cykl artykułów o Polakach na emigracji. Czym róznimy się od mieszkańców obcego kraju, jakie różnice kulturowe uwielbiamy, a które nam przeszkadzają? Cykl rozpocznie Asia, mieszkająca od kilku lat w Dublinie. Mimo, że Irlandczycy nie są jakąś odległą nam kulturą, to różnią się od nas znacząco, choćby podejściem do wyglądu. Zaczynamy!

Od jakiegoś czasu nosiłam się z myślą o napisaniu kilku obserwacji na temat polskiej emigracji w Irlandii. Temat dotyczy mnie osobiście, jako że mieszkam w stolicy Zielonej Wyspy od czterech lat. Moja pierwsza wizyta w tym pięknym kraju sprawiła, iż zakochałam się w tutejszej przyrodzie, pięknych klifach, górach, morzu, oceanie – ale i w samych Irlandczykach. Myślę, że większość z Was, o ile nie wszyscy, słyszeliście legendy na temat tutejszych podwójnych kranów, nie otwierających się w żaden sposób okien czy też okropnej wietrznej, mokrej i w ogóle do niczego pogody. Ja jednak chcę skupić się na najwspanialszym tworze Boga – czyli ludziach. Zapraszam więc do przeczytania subiektywnej opinii o Irlandczykach i tutejszej Polonii.

Wygoda najważniejsza


Na zawsze zapamiętam sytuację, która przytrafiła mi się podczas jednego z ostatnich egzaminów na Uniwersytecie Warszawskim. Był to egzamin ustny z przedmiotu pt. ‘Victorian family’. Koniec czerwca, piękne polskie lato w pełni. My, kwiat polskiej młodzieży, dziewczyny ubrane na biało – czarno, lub też granatowo – jak to przystało. Od zawsze wpajano mi, że wygląd  i ubiór jest bardzo ważny bez względu na to, gdzie idziesz i w jakim celu. Wtedy, w tej naszej letniej scence, zaraz obok mnie i moich koleżanek staje kolega z roku: czerwony podkoszulek bez rękawów, szorty do kolan i niezbędne latem sandałki ( szczęście całe w tym, że zabrakło w tym zestawie skarpet). Dziwnym trafem, tylko my – dziewczyny z R. dostałyśmy świetne oceny, jak i pochwałę od młodziutkiej wykładowczyni.  Tę scenę zawsze będę mieć w pamięci, i bez względu na wszystko, strój galowy w szafie wisieć musi.

Irlandczycy natomiast do stroju przykładają bardzo małą uwagę. Wygoda jest prawie zawsze na pierwszym miejscu. Dlatego też normą są panie biegnące rano na autobus, ubrane w office’owe uniformy  w połączeniu z jakże stylowymi ‘ cichobiegami’ – czerwono-zielonymi, różowo – białymi czy bordowo- odblaskowymi  butami sportowymi. W torebce lub plecaku, obok wypełnionej po brzegi kosmetyczki, taszczą swoje piękne szpileczki, które założą zaraz po wejściu do biura.
Pozostając w klimacie pań – make up też pełni bardzo ważną rolę w życiu Irlandek. Zazwyczaj jest to 200% polskiej normy, ale nie ma się co dziwić – w końcu to Polki zabrały pierwsze miejsce na podium dla najpiękniejszych kobiet  na świecie.

Schludny ubiór to podstawa w wyglądzie każdego urzędnika. Nie wolno jednak zapominać o czystości, z którą niestety nasi gospodarze miewają problemy. Tak więc obgryzione do kości paznokcie, z resztkami lakieru u pani w odpowiedniku polskiego Urzędu Podatkowego nie powinny nikogo dziwić.  Co więcej, wszyscy wiemy, że Irlandczycy lubią pić alkohol, szczególnie ukochali sobie piwo, które tutaj działa z nieco mniejszą mocą niż polskie wyroby. Nie zawsze jednak impreza kończy się happy end’em i rano pojawia się przyjaciel kac. Niektórym nie przeszkadza to jednak w pójściu do pracy za biurkiem i obsługiwaniu petentów. Taką sytuację znam z autopsji, kiedy to, chcąc załatwić sprawy podatkowe, wybrałam się do odpowiedniego urzędu. Przy okienku powitał mnie bardzo miły, a jakże, Irlandczyk, od którego na dzień dobry czuć było woń wczorajszej imprezy. Niestety skończyło się to moją prośbą o innego urzędnika, gdyż nie mogłam faceta zrozumieć – chyba razem z zapachem wieczornej imprezy utrzymał mu się specyficzny alkoholowy slang.

Jakiś czas temu w lokalnych sklepach pojawiła się informacja brzmiąca mniej więcej tak: ‘ Prosimy o nie wchodzenie do sklepu w piżamach’. Brzmi jak z dobrej komedii, jednak to prawda. Luz stosowany w ubiorze i stylu ubierania się doprowadził do sytuacji, że wiele osób korzystało ze sklepów właśnie ubrani w piżamy/szlafroki. Wstajesz rano, parzysz kawę, otwierasz lodówkę – nie ma mleka? No problem – wyskakujesz szybko do osiedlowego sklepu i masz. W Polsce nie do pomyślenia.

Łapię się czasem na tym, że widzę jakąś plamę na domowych dresach męża, który właśnie wybiera się do sklepu. Czy zwracam mu uwagę? Otóż nie. Tutaj nikt na to nie zwraca uwagi. Zaskakujący jest jednak fakt, iż będąc w domu, w Polsce, nigdy bym sobie na taki luz nie pozwoliła. Czyli jednak nasze  wychowanie, ku uciesze naszych rodziców, bierze górę, przynajmniej w kraju.

Na samym wstępie napisałam, że wygoda jest prawie zawsze najważniejsza. Prawie z wyjątkiem weekendowych  imprez. Tutaj się dzieje. Czy to dziewczyny/kobiety czy też mężczyźni, wszyscy przed imprezą dopinają wszystko na ostatni guzik. Mocne makijaże, uwodzące stroje, super wysokie obcasy – 12cm to minimum, plus buty mogą być za małe/za duże, grunt, że wyglądają świetnie! Dla tutejszej szesnastolatki ‘zrobić się’ na dwudziestopięciolatkę to norma. Bawmy się, póki czas.

Ale gdzie w tym wszystkim wpasowujemy się my, Polacy? Oczywiście są różne grupy. Takie, które asymilują się aż nadto – próbując wręcz kopiować Irlandzki styl. W większości jednak, Polacy, poza urodą, wyróżniają się strojem i często zachowaniem. Mimo wszystko, większość Irlandzkiej Polonii nadal ceni i praktykuje wartości, w których zostali wychowani. Zawsze schludni i ładni.  Ale o nas w jednej z kolejnych części.

Joanna Hernik-Osiecka


P.S. Masz własne przemyślenia na temat róznic kulturowych na emigracji? Napisz do nas!
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.