Eksperyment Rosenhana - jak łatwo zostać schizofrenikiem


„Zdrowy w chorym otoczeniu” – tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym „Science”*. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.

Prof. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem „normalnym” i kimś potocznie nazywanym „wariatem”. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokomskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi „Nagrody Nobla za humor naukowy".

Plan Rosenhana wydawał się w miarę prosty i miał odpowiedzieć na pytanie, jak długo psychiatria będzie potrzebowała, aby orzec, że w przypadku tej ósemki ma do czynienia z „normalnymi” ludźmi, którzy faktycznie nigdy wcześniej nie mieli żadnych form tzw. zaburzeń psychicznych. „To pytanie nie jest ani niepotrzebne, ani zwariowane” napisze on później we wspomnianej publikacji. „Nawet jeżeli jesteśmy osobiście przekonani, że potrafimy rozgraniczyć, co jest normalne, a co nienormalne, to nie ma na to przekonywujących dowodów”.

Co prawda Księga Diagnostyczna (DSM) Zjednoczenia Psychiatrów Amerykańskich dzieli pacjentów na kategorie według symptomów, co ma umożliwić odróżnienie osoby zdrowej od „chorej psychicznie”, ale w Rosenhanie pojawiło i umocniło się zwątpienie w sens tak stawianych diagnoz. Stwierdził on, że „choroba psychiczna” nie jest diagnozowana na bazie obiektywnych symptomów, a na subiektywnym postrzeganiu „pacjenta” przez obserwującego lekarza. Wierzył, że do rozjaśnienia problemu przyczyni się właśnie jego eksperyment, w którym sprawdzone będzie, czy ludzie nigdy nie cierpiący na żadne „choroby psychiczne” zostaną w szpitalu rozpoznani jako zdrowe i jeśli tak, to na jakiej zasadzie to się odbędzie.

Przygotowania do eksperymentu wyglądały zawsze tak samo: pan profesor oraz współuczestnicy projektu przez kilka dni nie myli zębów, panowie się nie golili, następnie pseudopacjenci ubierali się w nieco przybrudzone ciuchy, pod fałszywym nazwiskiem umawiali telefonicznie z wybraną kliniką psychiatryczną i krótko po tym pojawiali się tam, twierdząc podczas przyjęcia, że… słyszą głosy. Było to oczywiście nieprawdą, tak jak nieprawdziwe były podane przez nich nazwiska i zawody. Mało tego, nawet opisywane przez pseudopacjentów „głosy” nie miały odniesienia do znanych w psychiatrii opisów, gdyż nie ma głosów „pustych”, „próżnych” i „głuchych”, jak to z premedytacją przedstawili uczestnicy eksperymentu w pierwszej rozmowie z lekarzem.

Po diagnozie, która w siedmiu przypadkach brzmiała „schizofrenia”, a w jednym „zespół depresyjno-maniakalny”, nasi „pacjenci” zaczynali zachowywać się już tak, jak na co dzień w normalnym życiu, o głosach więcej nie wspominali, przestrzegali regulaminu, byli kooperatywni wobec lekarzy i personelu oraz mili i rzeczowi w swoich wypowiedziach. Ich zadaniem było przecież jak najszybsze przekonanie lekarzy i personelu szpitalnego o swoim zdrowiu psychicznym i wyjście z kliniki bez pomocy z zewnątrz.

Jak się szybko okazało ich wzorowe zachowanie nie zmieniło niestety postaci rzeczy, a raz wypowiedziana diagnoza okazała się już nieodłączną i stygmatyzującą etykietą pacjenta. Naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych. Eksperyment okazał się więc już w początkowej fazie bardzo niebezpieczny, przez co część jego uczestników poczuła wyraźny strach „przed pobiciem lub gwałtem”. W efekcie tych pierwszych doświadczeń do projektu dokooptowano prawnika, z którym ustalono plan ewentualnego działania na wypadek okaleczenia lub śmierci któregoś z uczestników eksperymentu i dopiero wtedy grupa „ruszyła” na kolejne kliniki. Ogólnie eksperyment przeprowadzono w 12 szpitalach, po części w tych starszych, o ściśle konwencjonalnym podejściu do „pacjenta”, a po części w nowoczesnych, nastawionych badawczo.

Wszyscy byli chorzy


Nikogo nie rozpoznano jako zdrowego, a pobyt w szpitalach psychiatrycznych trwał średnio blisko 3 tygodnie (od 7 do 52 dni). W czasie eksperymentu pseudopacjenci otrzymali 2100 różnych leków antypsychotycznych, które po kryjomu wypluwali; były to różne preparaty na, za każdym razem, te same objawy. Grupie badaczy aż niewiarygodny wydawał się fakt braku zainteresowania ze strony lekarzy i personelu, którzy „przechodzą koło człowieka, jakby go nie było”. Okazało się, że po raz wypowiedzianej diagnozie, nikt już nie traktuje pacjenta jak człowieka, a jego zachowania, jakie by nie były, będą już zawsze odbierane, jako symptom „choroby psychicznej”. Notatki na przykład, które początkowo nasi pseudopacjenci robili w tajemnicy i szmuglowali poza szpital, już po krótkim czasie mogły być czynione bez kamuflażu, gdyż ani lekarze, ani obsługa szpitala się tym nie interesowali. Z raportów szpitalnych wynikało później, że ciągłe prowadzenie notatek było jednym z symptomów choroby psychicznej.

Nie wyjdziesz, aż się nie przyznasz!


Rosenhan w swoim eksperymencie podkreśla szczególny problem władzy psychiatrii nad „pacjentem”. Zdiagnozowanie u pseudopacjentów (w jednej rozmowie!) „schizofrenii” oznaczało nieuchronne zaszufladkowanie ich, utratę podstawowych praw i od tego momentu nie tylko każde ich (bądź co bądź normalne) zachowanie było interpretowane już jako choroba, ale do diagnozy dopasowywany był cały ich życiorys! Jeden z uczestników eksperymentu odnotował pół żartem pół serio, że w klinice miał poczucie „bycia niewidzialnym”, gdyż statystycznie 71% psychiatrów i 88% sióstr i sanitariuszy w ogóle nie reagowało na proste pytania, które zadawał im w ciągu dnia, jako „pacjent”, a jeśli była jakakolwiek reakcja to wyglądało to tak, jak w poniższym przykładzie:

Pacjent: Przepraszam, panie doktorze… Mógłby mi pan powiedzieć, kiedy będę mógł skorzystać z możliwości spaceru w ogrodzie?

Lekarz: Dzień dobry Dave. Jak się pan dzisiaj czuje? (Lekarz odchodzi nie czekając na odpowiedź…).

Samo wyjście ze szpitala psychiatrycznego okazało się w każdym przypadku niemożliwe bez przyznania się „pacjenta” do tego, że… jest chory. Dopiero po takim określeniu się nasi pseudopacjenci opuszczali szpitale. Dodajmy tylko, iż nie, jako „zdrowi”, ale ze zdiagnozowaną „schizofrenią w remisji” (czyli zaleczoną na pewien czas).

Skandal


Wielkie oburzenie psychiatrii konwencjonalnej, jakie wybuchło po upublicznieniu badań Rosenhana przyniosło za sobą niespodziewanie drugą fazę eksperymentu, przy czym pierwsza jego część została odrzucona przez rozzłoszczonych psychiatrów, jako „wybrakowana metodycznie”. Dyrekcja jednego ze szpitali psychiatrycznych stwierdziła wtedy w debacie publicznej, że „w naszej klinice coś takiego nie mogłoby mieć miejsca”, na co Rosenhan odpowiedział eleganckim wyzwaniem na pojedynek obiecując, że na przestrzeni następnych 3 miesięcy wyśle tam swoich pseudopacjentów.

Trzy miesiące później, kiedy doszło do weryfikacji drugiej fazy „Eksperymentu Rosenhana” okazało się, że wyzwany na pojedynek szpital ze 193 ogólnie przyjętych w tym czasie pacjentów określił 41, jako podejrzanych o bycie pseudopacjentami Rosenhana i kolejnych 42, jako zdemaskowanych pseudopacjentów. Tylko, że druga faza projektu prof. Rosenhana polegała na tym, jak się okazało, że… nikogo tam nie wysłał.

Jako materiał uzupełniający, który bardziej „po polsku” traktuje sprawę, polecam obejrzeć poruszającą sztukę Teatru Telewizji pt.: „Kuracja”, według książki Jacka Głębskiego (reż.: Wojtek Smarzowski, w roli głównej: Bartek Topa). Sztuka opowiada o psychiatrze naukowcu, który chcąc poznać tajniki swoich podopiecznych postanawia symulować schizofrenię, stając się „zwykłym pacjentem psychiatryka”. O eksperymencie mało kto wie, a sytuacja szybko wymyka się spod kontroli…

*Publikacja: On Being Sane in Insane Places w: Science, 179, 250-8.


Źródło: Andrzej Skulski, Polityka.pl
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

38 komentarze:

  1. Świetne badanie. Ja dorzucę kilka linków:
    https://www.youtube.com/watch?v=f6HGS0O9yEg
    https://www.youtube.com/watch?v=OsoxinC6IHs
    http://www.madinamerica.com/author/dmackler/

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam ten spektakl. B. Topa - rewelacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  3. ..bardzo, bardzo interesujacy eksperyment!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie bomba każdemu przypną etykietę "wariata"to się robi od lat, kiedyś były Psychuszki teraz przy rozwodach RODK czy nowe OZSS tam określają zażyłość dziecko rodzic tylko brak na to jednostki czy skali :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawe. Czy to nie była inspiracja dla "Lotu nad kukułczym gniazdem"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. "Lot..." napisano 11 lat wcześniej (1962, publikacja Rosenhana to 1973).

      Usuń
    2. "Lot" Kesey napisał pod wpływem LSD., Polecam biografię pisarza.

      Usuń
  7. w eksperymencie - naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych - tak jest do tej pory!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! zniszczą każdą osobę która tam się znajdzie,mam chorego już 10 lat i gdybym nie patrzyła im na ręce, co podają , czym leczą mój chory byłby dziś śliniącą się, z przykurczami roślinką... prowadzący lekarz, podniecał sie podczas wywiadu z moim chorym podpuszczając go z tematem seksu, potworność.....

    OdpowiedzUsuń
  8. Tych lekarzy powinno sie wieszać w fekaliach po szyje jak w C.K.Dezerterzy powiesili von nogaja.

    OdpowiedzUsuń
  9. To nie tylko w szpitalach psychiatrycznych tak się dzieje, większość ludzi postępuje w ten sposób, że przypina "etykietkę" drugiemu człowiekowi, sugerując się pierwszym wrażeniem :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie z eksperymentu ani z żartu... powiedzenie wypowiedziane przez lekarza psychiatrę w szpitalu podczas rozmowy o pacjentce: "Nie ma ludzi chorych i zdrowych dla psychiatry, są tylko chorzy i niezdiagnozowani" ;) Śmieszne, tragiczne zarazem ale co gorsza prawdziwe...
    Podejście lekarzy do chorych z czasem staje się podobne do odwiedzających ich. Można wejść w miejsca gdzie nie powinno się, robić dziwne rzeczy a nawet jak wiedzą że nie jesteś pacjentem mają to gdzieś...

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie eksperyment przewidywalny. Nic ciekawego ani żartobliwego tu nie znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak samo jest w zakładach pracy. Mi już od wielu lat nic nie jest. Pracowałem w różnych firmach, teraz jestem przedsiębiorcą. Miałem tylko kiedyś epizod z paleniem zioła, kiedy to zdiagnozowano u mnie rzekomo jedną z najgorszych odmian, bardzo rzadką schizofrenię prostą. Ponoć miałem być do końca życia ubezwłasnowolnionym kadłubkiem, który nawet studiów nie skończy. Lekarz namawiał rodziców, by już nie płacili czesnego bo to bez sensu i zaproponował by iść na rentę z pierwszą grupą inwalidzką. Studia natomiast skończyłem z bardzo dobrym wynikiem i wysoką średnią, pracowałem wiele lat jako pracownik biurowy, a teraz mam własną firmę. Wracając do sytuacji w pracy. Można mieć wielu znajomych i świetne relacje w pracy, dopóki nikt nie wie, że coś kiedyś było. Jak trafi się ktoś, kto się dowie i rozpepla po firmie, to wtedy jest przechlapane. Wszyscy nagle się odwracają i urządzają piekiełko, mimo iż tyle lat mnie znali (w szczególności robią to kobiety). Typowe, bardzo niemiłe sytuacje, to kiedy zbliżasz się do starych znajomych, a tam: "o idzie, aha..., jasne, dobra na razie idziemy" itd i zostajesz sam na papierosie w palarni. Reasumując, w takiej sytuacji egzystencja w pracy polega już zawsze na nieustannym udowadnianiu, że nie jest się wielbłądem. Każde Twoje zachowanie i słowo jest już tylko postrzegane przez pryzmat mitycznego schizofrenika, który według innych pewnie jest napoleonem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Super tekst. Potwierdza to co czułem intuicyjnie - sam jestem terapeutą zajęciowym

    OdpowiedzUsuń
  14. Niestety nie jest to prawda, a kolejny z walkowanych, również na studiach psychologicznych bezkrytycznie mitów . Po pierwsze: pseudopacjeci byli ok trzy tyg w szpitalu i zostali wypisani, a więc po obserwacji psychiatrycznej - prawidłowa diagnozą w 100%. Po drugie eksperyment dotyczył stygmatyzacji diagnozy. Wiele badań pokazało, że to nie diagnoza stygmatyzuje, a zachowanie. Poza tym autor badań nie udostępnił danych, do czego ma obowiązek. Więcej w książce 50 wielkich mitów psychologii popularnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to prawda. Ja przetestowałam to sama na sobie. Żadne tabelki, liczby i dane nie są potrzebne. Wystarczą doświadczenia.
      Psychiatra z każdego zrobi wariata. I taka jest prawda.
      Dlaczego? Bo niczego innego nie umie :)

      Usuń
  15. rzepaa_dottore.5 marca 2017 10:50

    Nie poruszono wielu kwestii istotnych dla clue sprawy ,a mianowicie (mogę dać na wyrost ,bo czytałem tylko fragmenty :
    1.Gdzie byli wcześniej leczeni?
    2.Z jakim rozpoznaniem?
    3.Kto decydował o rozpoznaniu?
    4.Czy decyzja o rozpoznaniu była kierowana jedynie dobrem pacjenta i stanem aktualnej wiedzy medycznej , czy były również inne czynniki(np.sympatia do pacjenta/pacjentki,pozycja rodziny w społeczeństwie ,korzyść finansowa, stan zdrowia osoby decydującej o rozpoznaniu,itd..)?
    5.Nie chce mi sie pisać ,ale podejrzewam ,że kilka jeszcze by sie znalazło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie bo nie mieli po co być leczeni, byli podstawiani a poza tym - czemu to takie istotne? Czyżby psychatria polegała na powielaniu opinii wystawionej wcześniej? Ano właśnie

      Usuń
  16. Jeju, czy autor tekstu słyszał kiedykolwiek o czymś takim jak INTERPUNKCJA i ORZECZENIE? Jak można było dopuścić do publikacji artykuł z tyloma błędami? W wielu miejscach przecinek postawiony niepotrzebnie, najczęściej przed słowem "jako" albo "jak", albo brak przecinka w odpowiednim miejscu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że błędy mogą przeszkadzać podczas czytania, ale wystarczy nam zwrócić uwagę (innym tonem lub np.mailowo) i my je poprawimy. Literówki będą się zdarzać, nie powinny one jednak przekreślać wartości merytorycznej tekstów. Wspierajmy się nawzajem, życie będzie wtedy przyjemniejsze.

      Usuń
    2. Pani Diano, a jakie znaczenie (oprócz zmiany Pani samopoczucia) ma ton czy sposób zwrócenia uwagi? :) Błąd - to błąd, to jak go wytknięto może najwyżej zmienić relacje między Panią a grammanaziolem ;)

      Usuń
    3. Przeciez wlasnie o to jej chodzilo.

      Usuń
  17. Jeszcze parę:
    "przekonywujący" a nie "przekonywający"
    ludzie zostaną "rozpoznani" a nie "rozpoznane"
    Więcej mi się nawet nie chce znowu szukać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grammar nazi

      Usuń
    2. Prawidłowe wersje to 'przekonywający' lub 'przekonujący'.�� Angeliko, pamiętaj, że najlepiej naprawiać świat od siebie.

      Usuń
    3. Źdźbło w oku bliźniego tak...
      Belki w swoim nie... ;)

      https://poradnia-jezykowa.uni.lodz.pl/faq/przekonywujacy-czy-przekonujacy/

      Janosz, znajdź sobie jakieś zajęcie, w którym będziesz dobra :)

      Usuń
  18. No to po kolei,bo zetknąłem się kiedyś z tematem i znam sprawę.


    TL;DR
    Ogólnie jest wyższy poziom wiedzy,lepsze metody diagnozowania i standardy pracy,kryteria diagnostyki,terapii i etyka lekarska oraz stosunek do pacjentów na wyższym,lepszym poziomie,niż w latach przeprowadzenia eksperymentu opisanego w artykule.


    Kluczowe jest to w jakich latach wykonano ten eksperyment i zastanawiające jest,czy jego powtórzenie obecnie przyniosłoby zbliżone wyniki.
    W tamtych czasach był niższy poziom technologii,nie było takich technik diagnozowania jak rezonanse itp.,ogólnie też poziom wiedzy na temat chorób i zaburzeń oraz ich natury był niższy. Obecnie wiadomo,że np. w schizofrenii mózg osoby chorej własne myśli interpretuje jako obce głosy,przychodzące z zewnątrz. Można to zobaczyć przy pomocy przyrządów badawczych,urządzeń diagnostycznych,że coś funkcjonuje inaczej,niż u osób zdrowych. Depresja z kolei często jest powiązana z poziomem neuroprzekaźników,ich wychwytem,aktywnością określonych ośrodków w mózgu itp.,co wtedy było trochę mniej zbadane i znane.
    Eksperyment miał miejsce w związku z popularnym w tamtych latach nurtem antypsychiatrii i wątpliwościami co do granicy między chorobą czy zaburzeniem a "normą" oraz kryteriami ich określania. I o ile faktycznie takie rzeczy jak np. większa,lub mniejsza przebojowość i chęć na "wychodzenie do ludzi" mogą być arbitralnie określane,jako zdrowe,lub nie, czy niektóre niepokojące objawy mogą wynikać z niesprzyjającego wpływu otoczenia,czy prowadzonego trybu życia,to są też choroby powodowane zaburzeniami w pracy mózgu,co jest mierzalne,namacalne i nie budzi żadnych wątpliwości.
    Co do sposobu traktowania pacjentów nawet fabularyzowaną książkę o tym napisano,opartą w większości na obserwacjach i doświadczeniach autora pracującego w szpitalu psychiatrycznym w latach 60. Mowa o "locie nad kukułczym gniazdem" Kena Keseya. Brak nadzoru,regulacji,norm i poczucie bezkarności i wszechwładzy mogły powodować,że zdarzały się sytuacje nadużyć względem pacjentów,co obrazuje na przykładzie więziennej społeczności głośny "eksperyment standfordzki" dra. Zimbardo.
    Jednak w obecnych czasach jest znacznie wyższy poziom wiedzy na temat chorób i ich przyczyn,są lepsze sposoby i narzędzia diagnozowania,kryteria diagnostyczne są stale aktualizowane w oparciu o najnowsze wyniki ciągle prowadzonych badań i poziom wiedzy ogólnie cały czas wzrasta,więc nie grozi,że kogoś omyłkowo weźmie się za schizofrenika "na słowo" wbrew rzeczywistemu stanowi jego zdrowia,który obecnie łatwo sprawdzić i zweryfikować ;)
    Również jeśli chodzi o jakość pracy lekarza dokonującego diagnozy czy leczenia stosuje się tzw. superwizje,tzn. nadzór konsultacje lekarza prowadzącego z kompetentnym autorytetem ze środowiska przyglądającym się temu z zewnątrz,co pozwala uniknąć subiektywnej i arbitralnej perspektywy diagnozującego lekarza oraz pogubienia się w nieobiektywny sposób w całym procesie diagnozy i terapii. Także w szpitalach jest lepiej,bo są normy dotyczące standardów traktowania pacjenta,sposobu odnoszenia się do niego,przeprowadzania leczenia,bardziej rozwinięta i respektowana etyka lekarska,niż kilka dekad temu i większy szacunek do pacjenta,który nie jest postrzegany i traktowany jako "świr" i zawada,tylko ludzka jednostka traktowana z należytym szacunkiem.

    Ogólnie jest wyższy poziom wiedzy,lepsze metody diagnozowania i standardy pracy,kryteria diagnostyki,terapii i etyka lekarska oraz stosunek do pacjentów na wyższym,lepszym poziomie,niż w latach przeprowadzenia eksperymentu opisanego w artykule.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że obrazowanie nie jest stosowane dla każdego pacjenta to raz. Pamiętajmy też, że szpitalne psychiatryczne to nie tylko duże i dobrze wyposażone w sprzęt i kadrę ośrodki ale również mniejsza placówki, z nie ukrywajmy, niższym poziomem diagnostyki.
      Bardzo by mnie interesował taki eksperyment przeprowadzony w dzisiejszych czasach a tym bardziej w Polsce.

      Usuń
    2. "wyższy poziom wiedzy na temat chorób i ich przyczyn"? Pojechane po całości: poproszę o wymienienie choć jednej naukowo zbadanej przyczyny choroby psychicznej. Śmiało. Tylko bez podpierania psychiatrii psychoanalizą, mam nadzieję...
      Sposób traktowania pacjentów w szpitalach - nie wiem, jak wygląda, ale mógłbym trochę opowiedzieć o traktowaniu starców w domach opieki, o zgrozo - także prywatnych. Jeśli wygląda podobnie, a niby dlaczego mieliby pracować tam inni pielęgniarze/pielęgniarki, to ja dziękuję.

      Usuń
    3. "Bardzo by mnie interesował taki eksperyment przeprowadzony w dzisiejszych czasach a tym bardziej w Polsce."
      Śpieszę z odpowiedzią: mamy rok 2018, a szpitale w Polsce przypominają te z eksperymentu. Może nie ma afer typu gwałt itp., ale poza tym nic się nie zmieniło. Byle "zdiagnozowac", naszpikować lekami, przetrzymać i wypuścić. Na psychologa nie ma co liczyć - wizyta (o ile) raz w tygodniu, a Ty radź sobie sam. Po wpisaniu w kartotekę "diagnozy" nikt już nie dochodzi, czy jest prawidłowa :) Nie ma na to nawet szansy - jak zgłosisz obiekcje, to będą wmawiać Ci, że to objaw Twojej choroby, albo faza zaprzeczenia.

      Usuń
  19. Psychiatria to poprostu dziadostwo, choroby są stwierdzane bez żadnych badań tylko na podstawie wywiadu, leki nieskuteczne i uzależniające, mogą poważnie zaszkodzić a nawet zabić (np abilify jest potencjalnie zabójczy, powoduje wycieńczenie organizmu, kterel również - może prowadzić do zawałów i udarów) , np. te na schizofrenie, często prowadzą do patologicznej otyłości oraz otumanienia. Pozatym psychiatria ma naprawde wspaniały dorobek. Ale tylko dla kogoś kto nienawidzi ludzi mających problem z mózgiem i gardzi nimi (zaprawde godne to Hitlera) . Przecinanie spoidła mózgu, lobotomia, przykuwanie łancuchami i pasami, trzymanie w izolacji, trucie, wmawianie nieistniejących zaburzeń, elektrowstrząsy, polewanie zimną wodą. Cały ten system należało by rozwalić i zbudować od nowa z poszanowaniem dla zdrowia i ludziej wolności. Psychiatrzy są współczesnymi guślażami a leki które przepisują to doskonały biznes idący w setki miliardów zysków dlatego całe to gówno jeszcze się trzyma i raczej nie uda się go nikomu rozwalić.

    OdpowiedzUsuń
  20. jest różnie. Ja jestem wdzięczna kilku wspaniałym lekarzom, że mimo tego, iż nie do końca wiadomo, co się dzieje i dlaczego, chcą pomóc. Dzięki nim pracuję, żyję, walczę. Oczywiście, również nie bez terapii. Smutne jest to, że nie najlepsi lekarze wyznaczają drogi, i że wśród ludzi jest wiele bezduszności i rzeczywiście stygmatyzowania. Lepiej być chyba złodziejem, skorumpowanym człowiekiem, pijakiem... szkoda. Ale są i normalni kochani ludzie. I te osoby dają nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  22. List do ZUS
    Zakład Ubezpieczeń Społecznych

    Proszę Państwa !
    Informuję, że …….
    Z poważaniem

    PS
    Moje uzasadnienie. Aby godnie żyć i utrzymać rodzinę od 25 lat pracuję w dwu pracach – na dziś gdy mam 50 lat to jest już ponad ludzkie siły. Na dziś gdy ledwie powłóczę nogami jakby mi ktoś uciął skrzydła i nie polecę, jakby mi ktoś spętał nogi i nie pobiegnę wszystko jest ponad moje siły. Ledwie żyję. W latach 90-tych XX wieku po upadku komunizmu gdy zacząłem pracować byłem przekonany, że system zmierza ku powszechnemu dobrobytowi. Dziś wiem, że zmierza ku powszechnej biedzie, w której nieliczni będą mieć, a reszta będzie biedotą. System to generuje. Nikt jak ZUS zapewne tego nie zauważa, czyż nie ? Walczyłem z systemem od roku 2000 i wcześniej też gdy się obudziłem ukazując oblicza drapieżnego kapitalizmu, który niszczy i pochłania swe ofiary – czyli nas. Dajecie mi ochłap i oczekujecie, że godnie za to będę żył. Nie będę gdy tylko skończą się moje oszczędności. Chyba, że rodzina będzie się nade mną litować. Kłaniam się więc systemowi, który mnie i większość ku temu prowadzi. W latach 2000-2002 miałem objawienia nowego i starego Nieba oraz Otchłani i Piekła = Ciemności. W roku 2001 kierowany natchnieniem z nieba uznałem się za inkarnację Archanioła Michała kolejną po Henochu [męczennik, żył 12 tys. lat temu – sprzeciwił się zbrodniom Atlantów], Mojżeszu [żył 3,6 tys. lat temu] oraz Józefie [żył 2 tys. lat temu – męczennik]. Dlaczego szlachetni ludzie stają się męczennikami ? – bo ten Świat kieruje się regułami sił ciemności, regułami okupantów tej planety – złych duchów, i złych kosmitów. W roku 2001 po moim oświadczeniu zaczęto mnie od razu leczyć na schizofrenię. Efektem było zniszczenie mojej ochronnej aury - i wtedy dobrały się do mnie siły ciemności okupujące tę planetę – przeżyłem kilka razy własną śmierć i wiele razy stany agonii, teraz też. Skąd więc po tylu latach ciężkiej pracy i 18 latach prorokowania i niszczenia mnie lekami mam mieć jeszcze siły ?! Nie mam, dogorywam, i jeśli je odzyskam będzie to jakiś cud – tak jak cudem było przeżycie swoich własnych śmierci. Siły ciemności torturując mnie ukazały mi jak wygląda zagłada i samozagłada cywilizacji, planet, a nawet wszechświata. Bolało, oj bolało. Wiele z tego opisałem w swych dziennikach oraz w pięciu projektach książek. Tu na Ziemi takich samozagład ludzkości było już siedem. Teraz przygotowywana jest ósma ostateczna samozagłada – taka aby gatunek ludzi z Ziemi przestał całkowicie istnieć. Konkurencja generowana pieniądzem, nierówności też pieniądzem generowane mają doprowadzić do strasznych wojen i samounicestwienia się ludzkości. Ilość potwornych broni ku temu już jest na tej planecie. Więc z raz posłuchajcie proroka. W grudniu 2017 roku ostatkiem sił udało mi się stworzyć model nowego państwa – państwa bez pieniędzy – nazwałem go Zasady Ludzi Wolnych. Wątpię czy skorzystacie z tego modelu ! Raczej dalej będziecie brnąć ku biedzie generowanej nierównościami i w końcu ku samozagładzie. Oby Nam dobre cywilizacje z Kosmosu pomogły, oby pomógł nam Bóg Stwórca. Na razie tyle informacji. Na końcu dobra rada ode mnie. Ponieważ mimo, że korzystacie z tzw. sakramentów i tak nigdy nie jesteście gotowi na śmierć. Stwórca daje Wam więc szansę przynajmniej na Zbawienie – czyli z Nim / Nią – czyli z Pełnią Miłości – Zjednoczenie. Wystarczy, że będziecie mieć zawsze ufną wiarę w sobie, że Zbawienie jest Nasze i że zawsze będziecie mieć w sercu pragnienie Boga – pragnienie zjednoczenia ze Stwórcą, jak i ja mam. Pozdrawiam.

    PS. em.; mjacek2013@interia.pl , http://chomikuj.pl/mjacek2013/Dokumenty [tu są aktualne materiały, trzeba się zalogować aby pobrać za darmo], www.przeslanie.com - moja strona, http://jacek2016.blog.pl – mój blog, https://plus.google.com/u/0/108181152670139080095 - Google+

    OdpowiedzUsuń
  23. Burzyn 28.02.2013 roku

    List do polskich Psychiatrów i Służby Zdrowia

    Kochani !!!


    Idą nowe czasy. Ludzie rodem z Nieba – Światłości/Miłości - rodzą się coraz liczniej na Ziemi. Na Planecie jest nas już ok. 200 mln, w Polsce ponad milion. Ludzie Ci jak ja zaczną się budzić. Będą więc liczne Objawienia, Proroctwa, mówienie rzeczy nieprawdopodobnych ale o wielkiej mądrości i głębi wiedzy sięgającej już wymiaru Wszechświata w wielu jego aspektach. Będzie bunt przeciw niesprawiedliwości, głupocie, uciskowi i przeciw złu panujących systemów.

    Teraz powstaje więc kwestia – jak tych Ludzi potraktujecie ? Obyście nie uczynili Im takiej krzywdy źle traktując jak to było ze mną – gdy nie dość, że musiałem stawiać czoła Ciemności – czego opis macie w przesłanym pliku i w wielu miejscach na stronie www.przeslanie.com – to jeszcze pracowałem w dwu robotach i dbałem o Rodzinę - a Wy i Żona skazaliście mnie na prawie 12 lat zabójczego działania psychotropów – co prawie doprowadziło mnie do śmierci – i zniszczyło moją Aurę do tego stopnia, że byłem bezbronny wobec ataków Ciemności, której wydałem walkę – i prawie zaliczyłem zgon. Teraz usiłuję Aurę odbudować – i jest to bardzo ciężkie zadanie – bardzo. Póki więc żyję uczulam Was na pewne sprawy.

    Uczcie się więc – kto to jest Mistyk [znający Boga …] i czym jest Aura dająca siły, wigor i chroniąca Człowieka. Uczcie się – abyście nie skrzywdzili tych Ludzi. Uczcie się bo psychotropy to najgorsza rzecz jaką można zaserwować innemu Człowiekowi !!! Są inne – lepsze metody – o wiele lepsze.

    Przytaczam opis z moich rozważań:

    … byłem 3 razy w psychiatryku – dają Ci leki chemię, która Cię wykańcza – człowiek pół lub roślinka, ogłupiały zupełnie, sztywny jak ząbi bo wszystko się spina w organizmie jakimś potwornym bólem – nie do wytrzymania – nie do wytrzymania – co gorsza trwającym bez końca !!! I jeszcze ta niepojęta ciągła słabość – z brakiem tchu – i kompletny brak napędu !!! I jeszcze ten LĘK nie do opanowania – w którym masz non stop samobójcze myśli – WCIĄŻ !!! …. – niech sami to żreją - omal mnie nie zabili, zabili mi Brata – opisałem - i pewnie zabili Babcię !!!? Tak Ciemność eliminuje wszystkie Wcielone Dzieci Światłości na tej Ziemi !!! - bo tu wciąż rządzi Lucyfer i Gad !!! - obaj źli i podli !!! Gdy mówiłem Psychiatrom, że nie mam omamów słuchowych i wzrokowych [tylko ten dźwięk – ale to implant], że miałem objawienia – i widzę wiele spraw duszą i sercem – bo jestem MISTYKIEM – nie wierzyli – bo skąd … mogli słyszeć o Mistykach ???! - przecież w tych durnych studiach gdzie tylko wyścig szczurów trwa i demonów wychowuje o tym nie uczą !!! Niech się nawrócą – i to już !!! Przy szpitalach wybudować baseny, sale, boiska, świetlice oraz zagospodarować teren na szklarnie i ogródki działkowe – leczyć pracą, sportem, nawet seksem oraz pogadankami, zwierzeniami, rozmowami, literaturą, muzyką, tańcem, krzykiem, śpiewem – z pewną domieszką ziół – i zawsze pod czujną opieką !!! Oto Wasze właściwe zajęcie … !!!

    I uwaga do Służby Zdrowia, w której obecnie zabójcze procedury są wykańczające dla Pacjentów – i dla Personelu też !!! Trzeba zrezygnować z tych chorych procedur i po prostu leczyć !!! Jak ??? Opis poniżej:

    OdpowiedzUsuń
  24. Przychodzi ktoś potrzebujący pomocy, nie ważne skąd i dlaczego i kim jest, po prostu potrzebującym – proste – Personel bez jakichkolwiek skierowań zaczyna Go badać i ewentualnie szybko ratować lub leczyć – wcześniej przeprowadzając nie dręczącą lecz przyjacielską dyskusję – pomoc zostaje bez papierów skutecznie udzielona – pacjent żyje – wyniki badań gromadzi się i wklepuje do bazy danych – proste !!! - proste jak drut !!! I wtedy nie będziecie musieli protestować, że musicie być dzień i noc na nogach !!!

    Jechać do Krakowa do Tenzina – ochroniarza Dalajlamy – dziś Lekarza - po nauki i sporządzanie ziół !!! … Słuchajcie !!! Tenzin dużo wie – odpokutowując zapłaćcie Mu … tak duże pieniądze aby wyjechał od nas bardzo bogaty !!! - bo tak i dobrzy Faraonowie wynagradzali najmądrzejszych !!!

    A teraz po tym pouczającym i nieprzydługim liście pozdrawiam całą Służbę Zdrowia wierząc, że Służbą zawsze pozostaniecie i nauczycie się jak leczyć bez tortur i bez zbędnych procedur.

    Z poważaniem


    Mieczysław Jacek Skiba MISTYK, zawodowo geolog, górnik, prywatnie Mąż i Ojciec oraz Przyjaciel

    http://chomikuj.pl/mjacek2013/Dokumenty [tu są aktualne materiały, trzeba się zalogować aby pobrać za darmo], www.przeslanie.com - moja strona, http://jacek2016.blog.pl – mój blog, https://plus.google.com/u/0/108181152670139080095 - Google+

    OdpowiedzUsuń
  25. Mamy rok 2018, nic się nie zmieniło..

    "Grupie badaczy aż niewiarygodny wydawał się fakt braku zainteresowania ze strony lekarzy i personelu, którzy „przechodzą koło człowieka, jakby go nie było”. Okazało się, że po raz wypowiedzianej diagnozie, nikt już nie traktuje pacjenta jak człowieka, a jego zachowania, jakie by nie były, będą już zawsze odbierane, jako symptom „choroby psychicznej”.

    OdpowiedzUsuń

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.