Dlaczego kobiety trwają przy socjopatach i manipulatorach?


Kobiety stale zapytują: „Jestem tak silna – dlaczego miałabym to tolerować?” Lub: „Jak może ktoś taki jak ja – skończyć w związku takim jak ten obecny?”

Prawie każdy z psychopatów w którymś momencie zarzucił swojej kobiecie, że jest tak samo chora jak on. Jest to bowiem Mistrz Projekcji, projektujący swoją własną patologię na innych. Prawie każda z kobiet nadmieniała, że partner powiedział jej, że to ona jest patologicznym przypadkiem lub chorą umysłowo i skoro jest tak chora, nikt inny by jej i tak nie zechciał.

Psychopata nie wchodzi w życie kobiety anonsując, iż jest on spragnionym władzy, wysoce seksualnie zorientowanym mężczyzną, który jest niezdolny do miłości! Psychopaci prezentują się na początku jako kochający, troskliwi, uczuciowi mężczyźni, ponieważ nauczyli się, że jest to najlepszy sposób, aby zapewnić sobie władzę i seks. Ale kim są kobiety, które znajdują swych bliskich w zwodniczych psychopatach i dlaczego? Co sprawia, że nie są one świadome psychopatii?

Łakomy kąsek - kobieta ufna i empatyczna


Wiele z nich wkracza w taki związek w czasie, kiedy czują się osłabione po stracie kogoś bliskiego, są zestresowane, cierpią na niepokój i depresję. Te czynniki ryzyka definitywnie przyczyniają się do podatności kobiet, jednak nie są to jedyne czynniki. Samotność czyni kobiety podatnymi na atak i drapieżnik o tym wie. Wiele osobistych historii tych kobiet obraca sie wokół dotkliwego osamotnienia w czasie, kiedy spotykaja one psychopatę. Nie można zapominać o najważniejszym, a mianowicie, że potrzeby uczuciowe i społeczne są kluczowym czynnikiem w psychopatycznym ataku.

Wiele z tych kobiet kilkakrotnie rozpoczynało i kończyło związek, zanim zdołały uwolnić się ostatecznie i dopiero wówczas pogłębiający się ból tego, co musiały przeżyć zaczyna do nich docierać w pełni. Pomimo tego, czego doświadczyly z rąk psychopaty, kobiety wciąż bywają w rozterce przed porzuceniem psychopaty i odejściem bez odpowiedzi na pytania, co właściwie z nim jest złego i przyjrzeniu się bliżej swym doświadczeniom i temu, co naprawdę się wydarzyło.

Ludzie, którzy potrafią się wysoce ekscytować nie cierpią monotonii. Jedno jest pewne u kobiet związanych z psychopatami: podobnie jak oni nie lubią nudnego życia, tak i one nie lubią nudnych mężczyzn.

Atrakcyjność bywa często podświadoma i kobieta czuje jakby ją coś „napędzało”. Jeśli pociągają ją dominujący, szukający podnieceń ekstrawertycy, to może być jej „skrzywienie”. Jednakże, z samej natury tego, ‚kto’ ją pociąga, będzie ona zawsze łowić w sadzawce patologii, ponieważ psychopaci są zawsze dominujacymi, szukającymi ekscytujących podniet ekstrawertykami, którzy właśnie jej się podobają!

Nie wszyscy dominujący mężczyźni są psychopatami, ale WSZYSCY psychopaci są dominujący. Jeśli więc szuka ona takiego typu, może ryzykować bardziej trafienie na psychopatę niż kobieta, która nie lubi dominujących mężczyzn. Musi więc ona zrozumieć swój ‚czynnik ryzyka”, że kiedy spotyka się z dominujacymi ekstrawertykami, to ryzykuje wylądowanie z psychopatą.

Uczuciowe kobiety są zwykle odbierane pozytywnie w towarzystwie innych ludzi. Mają one tendencję do skupiania się na słodkich rzeczach w takim związku, pamiętając czas, kiedy on przyniosił jej kwiaty, był dobry dla dziecka lub psa, lub też zrobił coś nadzwyczajnego w ich rocznicę ślubu. Ich zdolność do uwydatniania sentymentalnych aspektów związku pozwala psychopacie kamuflować wiele z jego wybryków.

Kobieca wrażliwość na potrzeby innych, sprawia, że jest ona osobą o czułym sercu. Ale z związkach z psychopatą będzie ona mieć tendencje do nadmiernego współczucia dla smutnej historii jego życia, w którym przedstawia się on jako ktoś skrzywdzony.

Stwierdzenie „on mnie męczy” jest absolutnie prawdziwe. Psychopaci są znani z uporczywości. Im bardziej on wyniszczy ją emocjonalnie, tym mniej będzie ona zdolna do stawiania czoła jego kłopotliwym i sprzecznym zachowaniom. Pomimo wyczerpania, pragnie ona utrzymać związek, tak więc czyni to, co on chce, aby kupić spokój za każdą cenę. Nie ma ona pojęcia o tym, że takie zachowanie kosztować ją będzie wszystko.

Miłość czy zauroczenie?


Tak wielu ludzi myli uczucie „zauroczenia” z emocją, jaką jest miłość. Jest oczywistym, że dla tych, którzy trwają w chronicznie niebezpiecznych i patologicznych związkach, te dwa elementy są ze sobą „pomieszane”. Nieumiejętność rozróżnienia i oddzielenia tych pojęć może utrzymywać ludzi na tej samej ścieżce selektywnego wybierania związków, ponieważ ciągle w ten sam sposób dokonują wyboru i trafiają na osoby tego samego typu!

Zauroczenie jest w dużym stopniu nie tylko nieświadome, lecz ma również podłoże fizyczne. W istocie, istnieje coś takiego jak „erotyczne piętno” [z ang. erotic imprint], należące do sfery nieświadomości i kierujące naszym zauroczeniem. . Nasze erotyczne piętno zostaje dosłownie „wdrukowane” w młodości w naszą psychikę – w wieku, kiedy zaczynamy zauważać płeć przeciwną i odczuwać do niej pociąg.

Często na sposób wybierania związków bardziej wpływa atrakcyjność niż cokolwiek innego. Wiedza o tym, „kogo” i „jakie typy” uznajecie za atrakcyjne, pomoże wam zrozumieć wasze wzorce selekcji. Niektórzy ludzie wybierają cechy charakteru – uczynność, humor, łagodność lub inną właściwość, ku której wydają się być przyciągani. Inni kierują się raczej fizycznością i to ona stanowi dla nich czynnik decydujący o „tak” lub „nie”. Może lubicie blondynów lub niebieskookich. To także może kierować waszym wzorcem selekcji.

Czasami wzorcami selekcji może kierować Pourazowa Atrakcyjność. Ludzie, którzy byli maltretowani, zwłaszcza jako dzieci, mogą posiadać wzorce nietypowe i destrukcyjne. Chociaż może się to wydać odwrotnością tego, czego oczekiwaliście, wzorce te są w dużym stopniu napędzane przez nierozwiązane traumy. Ludzie, którzy wychowywali się w domach alkoholików, w rodzinach dysfunkcyjnych lub w których byli wykorzystywani, skłonni są do powtarzania tych wzorców przy dobieraniu sobie partnerów. Często wybierają osoby o „cechach” podobnych do maltretującego, nie opiekuńczego, bądź uzależnionego dorosłego, z którym dorastali lub musieli mieć kontakt. Mogą to być cechy fizyczne (wygląd), behawioralne (zachowanie) bądź emocjonalne (sposób wkorzystywania czy odrzucania). W każdym razie, nierozwiązane problemy maltretowania skłaniają ich do ciągłego wchodzenia w związki z osobami maltretującymi. Jako dorośli nie rozumieją, dlaczego na partnerów wciąż wybierają sobie tych, którzy ich wykorzystują, zaniedbują, czy są nałogowcami. To, co pozostaje nierozwikłane, powtarza się w kółko przez całe życie, dopóki nie zostanie rozwiązane.

Jeśli więc nie masz pojęcia, że o twoich wyborach (selekcji) decyduje atrakcyjność (dobra, zła bądź patologiczna), wciąż wybierasz w ten sam sposób i dostajesz ciągle to samo. Lecz ponieważ na świecie bez przerwy używa sie słowa „miłość”, i ty go używasz. Swoje oparte na atrakcyjności wybory (które w wielkiej mierze są dysfunkcyjne) nazywasz „miłością”, a potem dziwisz się i nie możesz zrozumieć natury tej tak zwanej „miłości”. Twoje zauroczenie NIE jest miłością. To zwykłe zauroczenie, oparte na pociągu. O tym, jaka to „miłość”, decyduje przede wszystkim to, co dzieje się w związku, a co się w nim nie dzieje.

Sam fakt, że w coś wierzysz, nie czyni tego prawdziwym


Co rusz uświadamiam sobie, że stwierdzenie “Sam fakt, że w coś wierzysz, nie czyni tego prawdziwym” bardzo pasuje do przypadków zaprzeczeń w patologicznych związkach miłosnych. Jest coś w narcyzach i psychopatach, co może sprawić, że zapominamy o ich patologii i powracamy do wcześniejszych „mglistych” przekonań.

Strach, zobowiązanie i wina

Pragnienie, by mieć normalnego partnera, masz głęboko zakorzenione. Połącz to ze zdolnością NPD (osoby z narcystycznym zaburzeniem osobowości) i PP (osobowości psychopatycznej) do przekonania cię o swojej – przynajmniej przelotnej – normalności, a otrzymasz kobietę, która uczepiła się pazurami ułamka sekundy jego normalnego zachowania i nie zamierza odpuścić. Wykształcone, bystre i odnoszące sukcesy kobiety mogą zmienić się w ślepo zapatrzone, zahipnotyzowane fanatyczki, kiedy chodzi o przekonanie, że on jest albo może być normalny, lub że to z nią jest coś nie w porządku.

Może ci się wydawać, że osiągnęłaś spore postępy w zrozumieniu niezmiennej natury jego zaburzenia, a potem, ni stąd ni zowąd, jesteś znowu ślepo wpatrzona i zahipnotyzowana.

Podczas gdy patologia nigdy się nie zmienia, zmianie ulega twój system przekonań. Oczywiście osobnicy z NPD i PP są niezdolni do prawdziwej, trwałej zmiany. On się nie zmienił. Jedyną rzeczą, która uległa zmianie, jest twoje pragnienie wiary w jego normalność i zaprzeczenia jego patologii. Nie tyle jest to „zmiana” per se, co raczej powrót do siedzenia okrakiem na płocie i niemożność zdecydowania się na jeden system przekonań.

Większość partnerów żyje w stanie dysonansu poznawczego – w konflikcie pomiędzy „on jest dobry” i „on jest zły”, który jest tak ogłupiający, że nigdy nie udaje się rozwiązać wewnętrznej niepewności, czy on jest BARDZIEJ dobry niż zły, czy BARDZIEJ zły niż dobry. Żyją we mgle powracających wspomnień, które wspierają oba punkty widzenia – pamiętają dobro, lecz wciąż czują zło. Owe nawracające obrazy sprawiają, że wciąż siedzą na płocie, nie mogąc stworzyć spójnego systemu przekonań na jego temat.

Twoje pragnienie, by „w to wierzyć” nie urzeczywistni tego. Nie uczyni go normalnym. Nie uleczy jego narcyzmu czy psychopatii. Będzie cię jedynie utrzymywać rozdartą między przekonaniami, które wywołały emocjonalny paraliż. Joyce Brown (mentorka Instytutu w kwestii patologicznych związków miłosnych) powiedziała, że „jedyne, co się dzieje, kiedy siedzisz na płocie, to że wbija ci się w tyłek!” Spróbuj się poruszyć, kiedy jesteś unieruchomiona przez słupek w płocie!

Tylko to, że w to wierzysz, nie oznacza wcale, że z nim jest wszystko w porządku, że dotrzyma słowa i przestanie robić to, co robi, że terapia poskutkuje, że z nim nigdy nie było coś nie tak, że to prawdopodobnie ty… czy cokolwiek z tego, co sobie wmawiasz, żeby pozostać w związku, będącym patologiczną katastrofą.

Nawet Benjamin Franklin powiedział:  „Uważamy następujące prawdy za oczywiste…” Dla nas, działających w obszarze psychopatologii, taką oczywistą prawdą jest to, że patologia jest niezmienna, czy w nią wierzysz, czy nie.

On się zmieni, czyli o sile fantazji


Eckhart Tolle powiedział: „Emocjonalne cierpienie powstaje w momencie, kiedy nie akceptujemy aktualnego stanu rzeczy”.

Kobiety, które znajdują się w związkach z osobami patologicznymi, charakteryzują się silną skłonnością do „fantazjowania”. Fantazjowanie to nie tylko myślenie życzeniowe. Fantazjowanie ma również w sobie inne komponenty, które wpływają na twoje życie tu i teraz.

Fantazjowanie często wiąże się z przyszłością i w pewien sposób z przeszłością. Oto jak:
Kobiety często pozostają w patologicznych związkach, ponieważ ogarnia je panika lub strach przed porzuceniem, kiedy one same, bądź patologiczny partner, próbują zakończyć związek. Kończy się na tym, że z powodu owych uczuć strachu/paniki/porzucenia kobieta albo odnawia kontakt, albo pozwala na jego odnowienie.

Opuszczenie jest uczuciem z wczesnego dzieciństwa. Z technicznego punktu widzenia – jako dorośli – nie czujemy się  „opuszczeni” ani nie można nas opuścić (chyba że ktoś jest na przykład osobą zależną w sensie medycznej kwalifikacji). Dorosły człowiek nie może czuć się opuszczony, ponieważ nie można opuścić zdrowego umysłowo dorosłego osobnika w taki sposób, w jaki można to zrobić, kiedy jest dzieckiem. Uczucie, o którym mowa, pochodzi z wczesnego dzieciństwa i zazwyczaj powiązane jest z okresem opuszczenia przez jakiegoś dorosłego bądź rodzica. Jest to uczucie typu regresji wieku – coś, co wciąga cię z powrotem w stan emocjonalny z dzieciństwa bądź bardzo wczesnej młodości.

Uczucie „kończenia się” związku z mężczyzną często podświadomie przywołuje uczucia opuszczenia z dzieciństwa. Są to skojarzenia z przeszłości i przeradzają się one w fantazję, że odbywa się to wciąż od nowa, mimo że w rzeczywistości wcale tak nie jest. Poprzedni mężczyzna, który faktycznie cię opuścił, kiedy byłaś dzieckiem (na przykład), to nie to samo, co odejście osoby patologicznej z twego dorosłego życia.

Jednak w głębi to dziecięce uczucie jest tak silne, że jest jak „dziura w duszy”. Fantazja, że TO jest tym samym co TAMTO, przejmuje kontrolę i wskutek paniki wracasz do niego albo zgadzasz się na jego powrót.

Fantazje zwracają się również ku przyszłości. Bajki są fantazjami i opierają się na [schemacie] „pewnego razu… długo i szczęśliwie”, czyli same dobre rzeczy, jakie „mogłyby” wydarzyć się w przyszłości.

Kobiety pozostają w związkach z osobnikami patologicznymi opierając się na  „fantazjach o prawdopodobnej przyszłości” – „on może przestać zachowywać się patologicznie”, „może mnie poślubi”, „może przestanie zdradzać”, „może mówić prawdę”. Fantazje na temat szans są bardzo podobne do hazardu… stawianie na przyszłość, która najprawdopodobniej się nie urzeczywistni w wypadku patologicznego partnera.

Dlaczego? Ponieważ patologia to niezdolność do zmiany i utrzymania zmiany, niezdolność do rozwoju w jakikolwiek znaczący sposób oraz niezdolność zobaczenia, jak własne zachowanie odbija się na innych.

Kolejnym czynnikiem, który trzyma kobiety w patologicznych związkach, jest „projekcja fantazji”. Innymi słowy, fantazjują, że on będzie szczęśliwy z NASTĘPNĄ kobietą i jej dostaną się wszystkie jego dobre cechy i żadne złe. To też fantazja… że jego patologiczna natura jakimś cudem nie dotknie JEJ w sposób, w jaki dotknęła ciebie. (Nie da się włączać i wyłączać patologii jak można to robić ze światłem przy pomocy przełącznika!)

Kontakt z patologią dotyka KAŻDEGO TAK SAMO!! 

Kobiety wyobrażają sobie, że to uczucie „porzucenia” wpłynie na nie w taki sam sposób, w jaki wpłynęło na nie w dzieciństwie. (Tak dla twojej informacji – tak się nie stanie).

Kobiety wyobrażają sobie, że on, będąc z nimi, będzie inny. Jeśli jest on naprawdę osobą patologiczną, to jest to w nim zaprogramowane. To JEST w jego DNA.

Kobiety fantazjują, że w przyszłości będzie on szczęśliwy i że coś je ominie. Jeśli jest on naprawdę osobą patologiczną, jego wzorce zachowania nie zmieniają się.

Fantazja to nie „tu i teraz”. To brak obecności w prawdziwym życiu, które dzieje się w tej chwili . To myślenie w stylu „gdzieś tam”. Wróć do tego, co jest prawdziwe teraz. Wypisz tutaj 5 najbardziej prawdziwych rzeczy na jego temat:

1. …

2. …

3. …

4. …

5. …

A teraz cofnij się, wyjdź poza te uczucia z dzieciństwa i spójrz na listę oczami osoby dorosłej. Nie możesz być porzucona jako dorosły, ponieważ gdziekolwiek się udasz, jesteś wszystkim, czego potrzebujesz jako dorosły człowiek. Nie masz potrzeby zależności, jaką miałaś w dzieciństwie. Być opuszczoną to być zależną od tego, kto opuszcza. Dorośli nie są zależni.

Twoje prawdziwe życie toczy się właśnie TERAZ, podczas gdy ty pogrążona jesteś w myślach o jego teatrzyku i patologicznej intrydze. OMIJA cię prawdziwe życie, które dzieje się teraz!  Dramat, obsesja i natrętne myśli to zazwyczaj fantazje – o przeszłości albo teraźniejszości. Na pewno nie dotyczą chwili obecnej i tego, co dzieje się teraz. Spędzasz tyle czasu na fantazjowaniu, że pewnie zaniedbujesz swoje – a być może i  swoich dzieci i przyjaciół – zdrowie, samopoczucie i szczęście. Wyobraźnia podpowiada ci „jeszcze troszkę czasu i on na pewno wszystko zrozumie i będę miała życie, jakiego naprawdę pragnę”.

Twoje życie toczy się teraz – nie w przeszłości ani gdzieś tam, w przyszłości.

Żródło: Sandra L.Brown,  Safe Relationships Magazine
Przekład: https://pracownia4.wordpress.com/


Ps. Wszystkie osoby nie radzące sobie z sytuacją w domu, w kryzysie, będące ofiarami przemocy, zachęcam do odwiedzenie Ośrodka Interwencji Kryzysowej, obecnego w każdym większym mieście. Czynne są one całodobowo, można przyjśc bez zapisu, spotkać się z terapeutą czy poprosić o pomoc prawną. Bezpłatnie.
Poniżej lista ośrodków w Polsce.
http://www.interwencjakryzysowa.pl/osrodki-interwencji-kryzysowej

Diana Nowek
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

62 komentarze:

  1. Siedze i wyje..
    Tylko skad wciac sile do tego, zeby sie odciac. Skoro wiedzialam od poczatku, ze nic nie jest normalne, a jednak nie umialam odejsc, to przeciez swiadczy o tym, jak slaba jestem. I glupia. Skad wziac wiec moc do tego, by sie dzwignac i nie powielac bledow..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś słaba ani głupia, bo widzisz i rozumiesz swój problem. Zabrakło pewnie zdrowego wzorca wychowawczego w dzieciństwie. Każdy chce byc kochany i każdy popełnia błędy. Nie będę oszukiwać, że łatwo jest wyjć z zaklętego kręgu, bo jest cholernie trudno, złamać wzorzec trwający latami. Dopiero kiedy poczujesz się pełnowartościową kobietą i zrozumiesz jaką potrzebę zaspokajasz przez toksyczne związki, wtedy nie będziesz powielać błedów. Potrzeba na to czasu i wsparcia, ale warto, bo wiara w siebie przywraca też sens życiu. Zachęcam do skorzystania z ośrodka interwencji kryzysowej i porozmawiania z psychologiem (bo można to zrobić anonimowo). Czasem trzeźwe spojrzenie osoby z zewnątrz, która zadaje nam trudne pytania - Czego potrzebujesz? Czego szukasz? Po co to robisz? Co dzieki temu masz? Co Cię blokuje? Czego się boisz a czego wstydzisz? - otwiera nam oczy i zmusza do zawalczenia o siebie. Pisz w razie potrzeby.

      Usuń
    2. Jeszcze dodam, że prawdopodobnie będziesz musiała głównie popracować nad stawianiem barier, asertywnością, mówieniem NIE i dbaniem o własne potrzeby. Pewnie jesteś dobrą duszyczką, która wszystkim chciałaby przychylić nieba, ale zapomina w tym o sobie.

      Usuń
    3. Dziekuje, skorzystalam z zamieszczonego linka, lada dzien spotkam sie z psychologiem. Dziekuje za odpowiedz i za ten artykul. Duzo pracy przede mna, zaniedbalam kazda sfere zycia, a w nim widzialam lekarstwo na wszystko..

      Usuń
    4. Cieszę się bardzo z Twojej decyzji! A teraz trzymam kciuki za silną wolę, cierpliwość i siłę, aby wreszcie zawalczyć o siebie.

      Usuń
  2. Przeszłam to wszystko...odszedl do innej a ja ...fantazjowalam ze on będzie szczęśliwy...wracałam pamięcią do naszych szczęśliwych chwil...i mimo zlych ...zylam zludzeniami jego obietnicami...zniszczył mnie psychicznie...boje się poznać innego...wmowil mi ze to ze mną cos nie tak...mam Full kompleksów...i odtrącam KAZDEGO bo wmowil mi ze tylko będą mnie do jednego potrzebować ...bo nikt mnie z dziecmi nie zechce...zostawil mnie dla 19latki mi powiedzial ze jestem za stara...mam 36lat...czytam ten artykuł i "ryczę" ze dopiero niedawno przestalam rozpaczać...i ze nie potrafię przejść pewnego progu nowych znajomości...wracam do domu...i ...potrafie żartować z dziećmi...ale widza mnie częściej zdenerwowana niż szczęśliwa... Czuje się okropnie! Chce być dla dzieci szczęśliwa a ciągle słyszę w glowie ze jestem nikim...teraz jestem nikim dla niego...po rozwodzie powiedzial ze jestem teraz dla nich nikim...tj.dla niego i jego rodziny...masakra :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest mi łatwo czytać takie historię, gdyż żaden człowiek nie powinien czuć się w ten sposób. Nikt nigdy nie powienien pozbawiać drugiej osoby poczucia własnej wartości. Po prostu nikt nie ma do tego prawa, a by w ten sposób rozporządzać drugim życiem. Ale cieszę się też niezmiernie, że wiesz już, ze Twój obraz siebie jest wypaczony przez toksycznego partnera. Wmówił Ci okropne rzeczy, które Ty uznałaś za prawdę, a negatywne myślenie o sobie weszło Ci przez to w nawyk. Każdy nawyk da się zmienić, tylko często trwa to tyle czasu, ile pozwalaliśmy temu nawykowi w nas wrastać. Na pewno skuteczną formą zmiany jest terapia, więć jesli masz do nie dostęp to nie wahaj się (najlepiej dla ofiar przemocy).

      Mogę też Ci polecić prostą, ale skuteczną formę terapii własnej - pisanie "emocjonalnego pamiętnika". Codziennie wieczorem przed snem warto opisywać swoje emocje, których się doświadczyło danego dnia. Notować dlaczego tak się czułaś, skąd to się bierze, czy jest to przyjemne i jak chciałabyś się czuć. Warto również zawsze spisać jedną pozytywną rzecz, którą udało nam się zrobić w ciągu dnia, taką z której jesteśmy zadowoleni. Nie muszą to być długie opisy, czasem kilka zdań wystarczy. Już po miesiącu prowadzenia takiego dziennika-spowiednika odczuwa się poprawę w postrzeganiu siebie. W razie pytań pisz do mnie!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rzeczywiście skomplikowaną sytuację materialno-prawną. To na pewno również mocno wpływa na Twoje samopoczucie i poczucie własnej wartości, gdyż jak sama wspomniałaś to nie jest Twój dom i ciężko byłoby Ci nawet zapraszać tam nowego partnera w przyszłości. Mam nadzieję chociaż, że skoro to były mąż odszedł do innej kobiety to rozwód został orzeczony z jego winy, a Tobie przyszługują alimenty. Może warto skorzystać z porady prawnika (ośrodki interwencji kryzysowej organizują także takie spotkania), aby pomóc Ci w Twojej sytuacji mieszkaniowo-finansowej? Bo wygląda na to, że po rozwodzie przeszłaś od zależności od męża do zależności od teściowej. Nie jest wtedy łatwo zaczynać nowe i niezależne życie. Jeśli masz taką możliwość spróbuj z kimś porozmawiac.

      Usuń
  4. Przeżyłam patologiczny związek trwałam w nim 10 lat i odnajduję w tym artykule wszystkie mechanizmy mojego działania. A teraz jestem wolna a mój partner ma nową kobietę. Najpierw jak się dowiedziałam to pomimo tego że od czasu rozstania byłam szczęśliwa nagle poczułam nutkę zazdrości. wydawało mi się, ze on dla niej będzie dobry itp i co nagle się okazało że jest dokładnie taki sam jak dla mnie i to już przekonało mnie na 100 % ze odejście to była najlepsza decyzja w moim życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoimi słowami potwierdzasz tylko, że takie osoby się nie zmieniają - zmienieją się tylko ich partnerzy. Dziękuję ze ten wpis, może będzie wskazówką dla innych oraz wskazówką, że warto próbować walczyć o siebie.

      Usuń
  5. Dobry artykuł. Też przeżyłam taki związek, mam z niego najwspanialszą córkę. Od rozstania przygotowywała się rok, aż w ostatni dzień roku wyprowadziłam się. Rok zapomniałam o tym co patologiczne i psychopatyczne. Udało się. Były poznał dziewczynę, wspaniała dziewczynę (nie czułam zazdrości) tylko nie bardzo potrafiłam zrozumieć jak taki alkoholich-psychopata mógł poznać taka wspaniała dziewczynę. I okazało się , że jego zachowania narcystyczne, patologiczne i psychoptyczne się nasiliły😕
    Morał z tego taki, że ja uczyniłam 7 milowy krok i się z tego uwolnilam a teraz inna dziewczyna przechodzi piekło z nim😕
    Dlatego kochane kobietki uwierzcie w siebie. Czasem potrzebujemy czasu, czasem kogoś aby nas zauważył żeby wierzyć w siebie.
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za te głos! I trzymam kciuki za dalsze życie z dala od manipulatorów:)

      Usuń
  6. tekst trąci jawną dyskryminacją płciową. psychopaci to również kobiety w związku. sam doświadczyłem czegoś takiego. z manipulowanie życie, wymawianie rzeczy których nie było i fantazjowanie, jeżeli można to nazwać fantazjami na temat złych, okrutnych rzeczy jakie rzekomo robilem za jej plecami. życie w ustnej paranoi i obawie, że ktoś na mnie spojrzy, bądź odezwie się przypadkowa dziewczyna zamieniał i się w ataki histerii, wrzasków - emocjonalne manipulowanie. prowokowanie do złego było jedynym rozwiązaniem z jej strony tj biegami z nożem po domu, krzyki na całą klatkę. kiedy to się skończyło nawet teraz wszystko podchodzi pod stalking, jątrzenie i konfabulowanie na mój temat pośród dalszych i bliższych znajomych. tragedia. nie ma jak się od tego odciąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, tekst jest skierowany do kobiet, ale tylko dlatego że powstał na podstawie książki "Women who love psychopaths". Słusznie jednak zauważyłeś, że kobiety też są tymi złymi w związku, a mechanizm jest podobny dla obu stron. Mam nadzieję, że sobie radzisz obecnie, a znajomi stoją po Twojej stronie. Ewidentnie Twoja partnerka miała jakieś poważne zaburzenie psychiczne i może być niebezpieczna dla kogoś w przyszłości. Jeśli jej zachowanie Ci przeszkadza i utrudnia codzienne życie, zgłoś to na policję - może droga formalna i konsekwencje ją trochę uspokoją.

      Usuń
  7. Nie potrafie go zostawic, mimo tego, że mnie bije, rzuca mną o podłoge, plot i inne przedmioty, poniza mnie, gdy w towarzystwie chce coś powiedzieć to on zaraz chce mnie skompromitowac. On nie przeprasza. Mówi że to moja wina, że ja jestem psychiczna i wszystko prowokuje. Mam 21 lat. Chcialabym byc szczesliwa, ale nie potrafie być na tyle silna by się mu postawic. Jesteśmy parą od 4 lat. On miał trudne dzieciństwo. Ja akurat miałam zawsze wszystko, przerastaja mnie takie sytuacje, ponieważ w moim domu rodzice nigdy sie nie klocili. Nie wiem jak mam sobie z tym radzić. Kocham go. Wszystko dla niego poświęcam. Gdy z nim rozmawiam o tym ze nie moze mnie bic to on zamienia te sytuacje w żarty. Nawet nie wiem czy jest mu glupio. Niektorzy znajomi wiedzą co sie u mnie dzieje, bo czesto jestem bardzo posiniaczona i udawanie, że "spadlam ze schodów" już mnie męczyło. Ja wiem, że on bijąc mnie robi źle, ale przed znajomymi zawsze próbuje go tłumaczyć. Nie wiem dlaczego ja się tak zachowuje. Jestem głupia, słaba i chyba boje się samotności. I nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czasem naprawde bardzo cierpie, a jedyne co pomaga mi na cierpienie to jest on sam i to ze mnie przytuli... jak mam odnalezc w sobie sile?? Co mam zrobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że przeraża mnie to, co napisałaś. Po pierwsze ja tu nie widzę miłości, ale UZALEŻNIENIE od niego. Tak jesteś już od niego uzależniona i detoks będzie bolał. Po drugie miłość ma uskrzydlać i przychylać nieba drugiej osobie, a nie przysparzać jej cierpienia. Wyobraź sobie siebie za kilka lat - jak chciałabyś, aby Twoje życie wyglądało? Czy tak zamierzasz spędzić następne lata. Nie chciałabyś normalnego i zdrowego związku? Jesteś bardzo młoda, masz czas na budowanie nowych relacji. Jeśli zostaniesz z nim więcej czasu, coraz trudniej będzie Ci odejść, a później odzyskać utracone lata i poczucie własnej wartości. Trudne dzieciństwo nie usprawiedliwia nikogo. Jeśli chce kogoś bić, to niech bije silniejszych od siebie. Dlaczego bije słabszą kobietę? Czego tak naprawdę Ci brakuje w życiu, że go potrzebujesz i chronisz, płacąc taką cenę? Co zastępujesz? Gdzie leży przyczyna? Dlaczego tak siebie karzesz?

      Usuń
    2. notuję, zamiast walczyć odciąć się...

      Usuń
    3. Mam 46 lat, dwoje cudnych dzieci, które niestety, niechcący skrzywdziłam... Kiedy miałam 21 lat przeżywałam to co Ty... Byłam (wydawało mi się) szaleńczo zakochana w cudownym mężczyźnie, który... bił mnie, rzucał o podłogę, gasił w towarzystwie, wmawiał, że jestem do niczego, że tylko on się nade mną lituje... Wielokrotnie zdradzał... Nigdy nie żałował, nigdy nie przepraszał. To ja byłam zawsze winna wszystkiego... Byłam ufną młodą dziewczyną, on miał trudne dzieciństwo bez matki.. Tłumaczyłam, że to dlatego nie potrafi kochać, jednocześnie wierząc, że ja swoją miłością go.. uleczę... Dla rodziny (znajomych, z czasem zabrakło, z wyjątkiem mojej przyjaciółki) był niezwykle szarmancki - uważano że jest nieco wycofany, nieśmiały, ale "taki rodzinny"... Nie umiałam odejść. Kiedy trafiłam do szpitala ze stłuczonymi żebrami, wmówiłam wszystkim, że myjąc okno w kuchni spadłam ze stołka na otwartą szufladę... Uważałam, że dzieci powinny mieć ojca, który na swój sposób je kocha. Nie wiedziałam, że wdrukowuje w nie złe wzorce... Z czasem zaczęłam myśleć, że dalej tak być nie może, że nie daję rady... Najpierw marzyłam o... jego śmierci... Nie, że chciałam mu zrobić krzywdę, tylko wyobrażałam sobie, że np. zginie w wypadku, a ja będę mogła opłakać na jego pogrzebie swoje życie... Myślę, że chciałam, aby problem rozwiązał się bez mojego udziału.. Nikt się nie domyślał, że jest u mnie tak źle (sztukę kamuflażu opanowałam do perfekcji, w końcu "dorastałam" u boku "mistrza"..). Tylko moja przyjaciółka nie dała się zwieść. Była przy mnie mimo jego wyraźniej wrogości i dopingowała do zmiany. Jednak dopiero kiedy zaczął się znęcać psychicznie nad córką (fizycznie nigdy jej nie uderzył)uznałam, że wystarczy. Kolejna awantura i ucieczka z domu było tym momentem, kiedy powiedziałam stop. Miałam 43 lata, 22-letni staż małżeński. Teraz mam 45 i sprawa rozwodowa nadal trwa ("dlaczego ta długo pani to nie przeszkadzało?" usłyszałam od sędzi i czułam się taka winna...). W pierwszej instancji orzeczono jego winę, znęcanie psychiczne, fizyczne i ekonomiczne oraz zdrady. Oczywiście że się z tym nie zgodził. Będzie apelacja..
      Piszę to dlatego, abyś zobaczyła jak może wyglądać Twoje życie i żeby Cię zachęcić do walki o.. siebie. Jak napisała Diana, to nie miłość, to uzależnienie. Człowiek, który kocha chce jak najlepiej dla bliskiej osoby, ale przede wszystkim musi chcieć jak najlepiej dla siebie. Mnie się wydawało, że jeżeli kocham, to go uleczę, uzdrowię, sprawię, że i on zacznie kochać. Nie zacznie. Człowiek bez poczucia winy nie widzi nic złego w swoim zachowaniu. Dlatego nie zmieni się. Nigdy. Ratuj siebie, jesteś młoda. Ja zaczęłam od prowadzenia dziennika - może i Tobie to jakoś pomoże? Aha - nie wstydź się i opowiedz komuś o tym co się dzieje w Twoim związku. Nie tłumacz go i nieusprawiedliwiaj. Uwierz, nie jesteś wyjątkowym przypadkiem (ja tak myślałam). Wiele kobiet przez to przychodzi. Udaje się też wielu z tego wyjść. Nie będę Ci pisać jaka jestem.. szczęśliwa i... wolna:)Sama tego doświadczysz:)Pamiętaj tylko lepiej wcześniej niż później:) Bądź silna, jesteś warta tego, by żyć fajnym życiem. Trzymam kciuki:) Anka

      Usuń
  8. Przyczyna leży w tym, co opisał powyższy artykuł. Myślę, że nie potrzebujesz mu się postawić, tylko się odciąć. To jest trudne, ale łatwiejsze niż walka. Z socjopatą nie wygrasz. Ale ilość mocy i siły, którą możesz odzyskać jest wprost proporcjonalna do przewagi, jaką on ma nad Tobą. I dasz radę. I na pewno nie będziesz z tym sama.

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż...nie mogę zgodzić się z twierdzeniem, że psycho/socjopata jest zawsze dominującym ekstrawertykiem. Czasem jest nim typowy introwertyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapewne zależy od definicji. Jeśli przyjmiemy, że introwertyk czerpie energię z wewnątrz i doładowuje się w samotności a ektrawertyk z zewnątrz i potrzebuje to tego ludzi - to w tym znaczeniu cięzko, aby psychopata był klasycznym introwertykiem.

      Usuń
    2. Z drugiej strony, może być tak, że narcystyczny psychopata zużywa bardzo dużo energii na brylowanie wśród ludzi, udawanie emocji czy zainteresowania, i wraca do domu wyczerpany, bo ma w głębokim poważaniu tych wszystkich ludzi, tylko na razie sobie ich kolekcjonuje albo buduje swoją pozycję. Gdzieś też czytałam, że niektórzy psychopaci mogą też przez dłuższy czas nie mieć potrzeby żadnej potrzeby kontaktów z ludźmi. Nie wiem, mam wrażenie, że definicje introwertyzmu i ekstrawertyzmu rozbijają się o ostre zaburzenia osobowości, podobnie jak inne popularne klasyfikacje osobowości zdrowych ludzi. Np. są ludzie elastyczni, otwarci na świat, albo ludzie konserwatywni, twardo trzymający się zasad - psychopaci są elastyczni jeśli chodzi o wymigiwanie się od odpowiedzialności, ale kategoryczni w narzucaniu swoich zasad. Często mają bardzo niespójne osobowości, wiele osobowości na różne okazje, bardziej są swoimi maskami niż swoją twarzą. Więc nie umiałabym powiedzieć, jak to się ma do ekstrawertyzmu/introwertyzmu.

      Usuń
    3. Mój psychopata był/jest samotnikiem. Potrafi siedzieć sam godzinami. Ale najlepiej, kiedy wkoło są ludzie, których wykorzystuje, kiedy już zechce wyjść ze swojej nory. Bo to człowiek, dla którego obowiązki nie istnieją, jeśli nie uzna, że wypełnianie ich jest mu do czegoś potzrebne. Jesli więc zdecyduje, że czegoś nie zrobi, to nie zrobi. Bez względu na konsekwencje. A jesli uzna, że zrobi, to też konsekwencje nie mają znaczenia. To, co napisałaś o zasadach, to strzał w dziesiątkę. Dodam tylko, że zasad, które stosują do innych, nie dotyczą ich samych.

      Usuń
  10. Podjęłam walkę, jest ciężko, zwłaszcza jeśli wciąż zapewnia, że kocha tylko mnie, a zdrady to tylko dla "fanu", kłamstwa i bicie to moja wina, ja go zmuszam swoim zachowaniem, nawet do zdrad...łudziłam się długo, że się zmieni, szukałam w nim tych dobrych cech np. że kocha zwierzęta, że dla innych zwłaszcza kobiet jest przeuroczy, ale to wszystko tylko oszukiwanie siebie.. właśnie zaczęłam walkę aby odejść... jest bardzo ciężko, nawet jeśli jest wsparcie ludzi z zewnątrz, którzy od dawna widzieli, ze to niewłaściwy człowiek, jest ciężko i nie wiem czy dam radę..... a najgorsze jest to, że sama już nie wiem co mnie wstrzymuje.... te rzucone od czasu do czasu "kocham Cię " ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak działa uzależnienie. I strach przed samotnością. Według zasady - lepsze znane piekło, niż nieznane niebo. Dlatego jest to takie trudne. Wiem, że słowa pocieszenia są niczym przy tym trudzie, ale bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki. Zawsze warto walczyć o szacunek do samej siebie!

      Usuń
  11. A czy to nie jest czasem tak, ze jak odejdzie do innej to ta inna nie będzie gderać, wkurzać go, bo właśnie najpierw będzie zauroczenie, poza tym nie maja (jeszcze) dzieci i nie ma go czym wkurzać? My mamy dwoje małych dzieci i niestety widzę u siebie bardzo dużo z powyższego artykułu, ale tylko czasami, tzn. On tak ma raz np na jakis czas, takie napady jakby był zupelnie innym człowiekiem, a potem jak mu sie powie dość ostro zeby sie uspokoil to wraca do "normalności" i wtedy jest super mężem i ojcem i synem, bo mama odgrywa bardzo ważna role w jego życiu, ale ja z nią mam bardzo dobry kontakt i w sumie to ona albo stoi po mojej stronie albo sie nie wtrąca, nie potrafię do konca tego scharakteryzować, ale z jednej strony wydaje mi sie on jest totalnym psychopata, bo sprawił ze bardzo straciłam wiarę w siebie i praktycznie każda decyzje muszę z nim podjąć, czasem nawet wybór koloru butów dla dzieci ustalam z nim, on by tego nigdy ze mną nie zrobił, ale ja wiem, ze jak kupie zielone to on zacznie swoje gadanie, takie trajkotanie, ze to brzydki kolor, ze jemu się nie podoba, ze jego córka czy syn nie mogą w takich chodzić itp. I żeby nie słuchać tego gadania, które odbiera mi energię, jestem w jakimś tam stopniu uzależniona od niego. Ale jak już czasem uda mi się coś kupić bez niego, np. ubrania dla dzieci, to jestem z siebie taaaka dumna... Brzmi to strasznie. Ale z drugiej strony to on mi bardzo dużo pomaga przy dzieciach i jak mu sie chce to jest naprawdę fantastycznym człowiekiem, z poczuciem humoru, dziećmi jak sie zajmuje, to sie zawsze z nimi bawi, nigdy nie siedzi z głowa w tel, co mi sie czasem zdarza, on - pełne zaangażowanie, czasem mi sie wydaje ze gdybym popracowała nad sobą, nad swoją pewnością siebie, nad przywróceniem poczucia własnej wartości, to bylibyśmy super małżeństwem. Chciałabym, żeby mnie doceniał, szanował itp, ale właśnie tego w naszym związku nie ma albo jest bardzo mało... Obecnie mam wrażenie, że spotkanie z psychoanalitykiem dla mnie to dobre rozwiązanie, żebym mogła sobie wiele rzeczy ułożyć w głowie.
    Poza tym on jest właśnie nałogowcem, pali dwie paczki dziennie, a na imprezach praktycznie zawsze sie porządnie upija, ale takie mamy towarzystwo znajomych, ze jak sie spotykamy w weekend to praktycznie wszyscy piją do upadłego, tylko ja nie bo wiem ze następnego dnia będę z dziećmi i nie chce mieć kaca... Dwa razy mnie uderzył, w nogę, ale za każdym razem w mega złości. Nie tłumaczę go, czasem go za to nienawidzę i się zastanawiam, jak on to mógł zrobić - co ja zrobiłam, że go doprowadziłam do takiego stanu i dlaczego w ogóle pozwoliłam sobie na taką sytuację.
    Obecnie zarabiam troche więcej niż on... Mimo ze wciąż jestem na macierzyńskim, ale jemu sie wydaje ze to i tak za mało, bo ja pracuje na etacie a on ma swoją firmę...Faktem jest, że to ja ogarniam rachunki i opłaty, a on daje, powiedzmy, na życie.
    Jestem naiwna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę może od tego, że nie ma związków idealnych. Szczególnie jak są dzieci i wiele innych problemów wokół. Każdy inaczej sobie z nimi radzi, niektórzy się wycofują, inni muszą odreagować. Nie wydaje mi się (po tym opisie), aby Twój mąż był psychopatą. Raczej jest sfrustrowany, a możliwe, że przez to, że ty więcej zarabiasz, on chce udowdnić swoją dominację na innych polach. Tobie może przez długi czas to odpowiadało, więc pozwoliłaś mu na dokonywanie wyborów.
      Wiadomo, ze w nowym związku na początku zawsze jest wszystko pięknie, tylko z reguły mamy tendencję do powielania nawyków, zachowań i błedów z poprzednich związków.
      Oceniam tylko na podstawie tekstów, ale uważam, że Tobie przydałoby się kilka spotkać z osobą, która nauczyłaby Cię asertywności i stawiania barier w związku. I pokazała jak pracować nad poczuciem własnej wartości. A najlepiej jakbyście oboje odbyli kilka spotkań, żeby szczerze porozmawiac o związku i zasadach w nim panujących.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź - już raz odpisywałam, ale z telefonu i nie udała się publikacja. Wiem, ze nie ma związków idealnych i wiele zależy od nas samych - tym bardziej kiedy pojawiają się dzieci naprawdę nie jest lekko :) Podjęłam decyzję, że chcę się spotkać z kimś, kto mi pomoże w pracy nad sobą - jeżeli możesz kogoś polecić - będę wdzięczna. Niemniej jednak wszystko idzie ku lepszemu i oboje po wielu rozmowach pracujemy nad sobą ze sobą - pewnie jeszcze nieraz się na siebie wkurzymy itp., ale wierzę, że nam się uda. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. Świetny artykuł...
    Byłam uwięziona w takim związku. Po dwóch latach małżeństwa przepełnionego przemocą fizyczną i psychiczną rozwiodlam sie. Chociaz odejść łatwo nie było...
    minęły trzy lata od rozwodu i jakos nauczylam sie zyć ze świadomością ,ze zostałam sama. Chociaż dlugo obwiniałam sie o zaistniała sytuacje , maz wmawial mi ze to moja wina , ja byłam złą żoną. Wmawiał mi ze nie dam sobie rady sama z dzieckiem. Dałam.
    Przeszłam terapie w Ośrodku Interwencji Kryzysowej sytuacja poprawila sie na dobre. Jednak w lipcu tego roku wszystko wróciło... ex maz ożenił sie z moją PRZYJACIOLKA! BYŁA MOIM SWIADKIEM NA ROZWODZIE . Pobił ja , wepchnał pod pociag... mozna by ksiazke napisać...
    a teraz prosze zostala jego zona...
    i znow obwiniam siebie. Ze moze faktycznie to ja bylam ta zla , a on potrafił sie zmienic dla innej. Dla mojej przyjaciółki . Chociaz niby w to nie wierze... ale mysl ze jest teraz kochającym ,szanujacym swa zone mezem nie daje mi spokoju. Ciagle bije sie z myslami , ze moze gdybym nie odeszla wtedy kiedy po raz kolejny mnie pobil , zmienilby sie tez dla mnie i dziecko mialoby normalna rodzine...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uratowałaś się !!! uratowałaś swoje życie i zdrowie !!!

      Usuń
    2. Zawsze nam się wydaje, że inni mają lepiej, a nasz mózg podpuszcza nas, abyśmy zazdroślili innym, fantazjując o ich udanym życiu. Ty także to robisz mimo, że masz niezbite dowody, że Twój ex jest katem i każdej kobiecie zamieni życie w piekło. Może w momentach słabości i fantazjowania wypisuj sobie na kartce wszystkie jego wady oraz POZYTYWY jakie zyskałaś uwalniając się od niego. W ten sposób będziesz miała dowody na papierze:) Trzymam mocno kciuki za Ciebie!

      Usuń
    3. Dlaczego trwamy w toksycznych związkach? Uzależnienie emocjonalne? (Znam osobę która była niezależna finansowo dawała się "okradac" partnerowi byleby był z nią. Nie mieli dzieci nie mieli ślubu .On był zameldowany gdzie indziej niż ona. Jedynym jego atutem było to ze był bardzo męski. O nią starało się wielu wartościowych mężczyzn stabilnych finansowo , nawet wizerunkowo nie nagannych, choć może za bardzo delikatnii (ciepłe kluchy). Ale jednak wolała czasami dostać po twarzy niż odejść od swojego kata. Rozsądek przyszedł trochę za późno miała już 58 lat kiedy doszło między nimi do dużej awantury . Po tym wydarzeniu zerwała z nim definitywnie.

      Usuń
  13. Nigdy dosyć pisania i mówienia o takich sytuacjach. Przemoc nie tylko fizyczna ale i psychiczna to coraz częściej problem w związkach. Ukrywana, nierozpoznana, nienazwana. Nie pomagaja rozmowy i tłumaczenia rodziny i przyjaciół - miłość/ zauroczenie - sa ślepe !
    Przeżywamy trudne następstwa toksycznego małżeństwa mojej córki. Nie było przemocy fizycznej, ale emocjonalne osaczanie, ciagłe nakazy i zakazy, odizolowanie od wszystkich. Córce udało się uratować z tej relacji, jest po rozwodzie, ale trauma została.
    Teraz już wiadomo, że niepokojące sygnały były od poczatku znajomości, ale grało zauroczenie, emocje, potrzeba bliskości.
    W poprzednich komentarzach jest tyle dramatów, że serce zamiera....
    Młoda kobieta - 21 lat pisze, że partner ja BIJE !!! DZIEWCZYNO UCIEKAJ !!! -on będzie cię bił aż cię zabije !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, najlepiej uczymy się na własnych błędach, bo w momentach zauroczenia, żadne zdanie czy opinia innych - z zewnątrz, nie będą mieć znaczenia. Gorzej jak błędy okażą się tak dotkliwe, że rany bęziemy po nich goić latami. W przypadku osób uzaleznionych mechanizm ten jest zaburzony i bez pomocy z zewnątrz lub silnej motywacji błędy nie będą lekcją i nie skłnią do zmian. Cieszę się, że Twojej córce to się udało!

      Usuń
  14. A potem kobiety płaczą; gdzie ci uroczy, sympatyczni i opiekuńczy faceci, ci co przytulą, zaopiekują się, pomogą. Tam, gdzie zazwyczaj zostawiacie takich mężczyzn drogie panie: w strefie przyjaciela, gdzie można od takiego brać, nie dając nic w zamian =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ewolucja bywa okrutna, a kobiety przyciąga testosteron. Było to przydatne wiele wieków temu, kiedy mężczyzna był gwarantem bezpieczeństwa przed zagrożeniami dzikiego świata. Dziś nic nam nie grozi, a mechanizm pozostał.

      Usuń
    2. Czy dziś nam nic nie grozi? Wątpię, ponieważ czas i świat się jak dotąd nie zatrzymał. Podziwiamy naturę, cud narodzin, kanion kolorado, kamuflaż gadów.. Dlaczego akurat testosteron ma być taki napiętnowany? Myślę, że dzisiejsze kobiety są pod nieznaną dotąd presją. Kiedyś to była "jedynie" presja matek i ciotek, względnie religii, sąsiadek i wreszcie mężów. Dzisiaj dochodzi presja własnego wyglądu, presja socjalna oraz zafałszowany przez kulturę obraz idealnego mężczyzny będącego wyłącznie zespołem cech pozytywnych i pożądanych. Tak jakby medal nigdy nie miał drugiej strony. Statystyczny mężczyzna nie jest w stanie naturalnie być pracowitym domatorem, delikatnym tygrysem, empatycznym milionerem, przystojnym i niezwykle męskim amatorem niedzielnych spowiedzi. Mądrość kobiet polega na doborze mężczyzny pozytywnie przeciętnego, który co prawda milionów do domu nie przyniesie, świata nie zmieni, ale będzie w miarę przydatny do prowadzenia domu i wychowania dzieci. I to jest Wasza siła utrzymująca jakoś ten porządek świata. Ekstremalnie zdolni, inteligentni, przystojni i zmotywowani mężczyźni to marzenie wielu z Was (też chciałbym być taki;), ale za tym idzie niestety stres-rozładowanie, poczucie własnej wartości-wybredność, dominacja-ofiara, kreowanie - nieobecność. Oczywiście w artykule mowa jest o psychopatii, czyli ciężkiej chorobie takiego mężczyzny związanej z nieprawidłowym procesem wychowawczym gdzie do głosu dochodzą symbiozy takie jak: bieda-niepewność matek, wojny-brak ojców, dziki komunizm-niewola umysłu, dziki kapitalizm-niespełnione marzenia. Sam jestem katolikiem, ale do tego też dochodzi źle pojęte zawierzanie wszystkiego Bogu, jakby on miał za nas myśleć - słynne "jakoś to będzie". Dochodzi jeszcze definicja szczęścia gdzie niemal wszyscy mają taką samą, a przecież każdy jest inny (to też jest swoisty mit). Smutno się czyta te posty, sama prawda. Mam nadzieję, że Panie jakoś wykaraskają się z tych ciężkich sytuacji, ale pamiętajcie: nie da się (jeszcze) mieć w statystycznym mężczyźnie tylko samych pozytywów. To działa w dwie strony co też warto pamiętać nam mężczyznom.

      Usuń
  15. Drogie Panie - dla Was jest to opowiadanie - http://www.psychologiawygladu.pl/2015/11/naprawa-zamanych-serc-jak-mylimy-miosc.html

    OdpowiedzUsuń
  16. Byłam w związku 7 lat, 5 lat byliśmy para, 2 lata małżeństwem, ale może zacznę od początku.. Poznaliśmy się przypadkiem ( przeznaczenie ) można powiedzieć miłość od pierwszego wejrzenia, (ja samotna po kilku nieudanych związkach, w trakcje kończenia studiów magisterskich, myślę że mądra, ambitna... ) spotykaliśmy się tydzień, po czym ja już byłam pewna że to ten.. ideał. Od razu zaczęliśmy razem zamieszkiwać w domu moich rodziców. Nie chcieliśmy tracić czasu jakoś bałam się, że to może się zaraz skończyć. Po dwóch tygodniach wyznał mi miłość i już byłam jego, zakochana, zaczarowana, ogłupiona. Ale wtedy myślałam że trafiłam idealnie, On był cudowny, wrażliwy, kochający, z poczuciem humoru, bez oznak dominacji, zazdrości, pełnia zaufania. Oddałam całe moje serce nie podejrzewając nic.. Niedługo potem przeprowadzka do wspólnego mieszkania, ciążą , kolejna przeprowadzka tym razem pomogli moi rodzice i zaproponowali domek na ich posesji który w zupełności nam wystarczał a już mieliśmy w planach ślub i budowę wspólnego domu. Nadal wszystko układało się jak w bajce. Urodziła nam się śliczna córeczka wzięliśmy ślub, a na koniec nasi rodzice na spółę i z naszym wkładem wybudowali nam dom, dla nas i dla naszej córeczki. I na tym by się skończyła ta wspaniała historia. Gdy zamieszkaliśmy już na swoim z dala od naszych rodzin, mój mąż zaczął się zmieniać, już nie był taki tolerancyjny, zaczął być zazdrosny o naszych starych znajomych, nawet o jego kumpli. Zaczęły się szturchania w trakcie spotkań z przyjaciółmi upominania że coś znowu źle powiedziałam, zakazywał wychodzenia samej z przyjaciólmi, Gdy zostawialiśmy w domu sami zaczynały się kłótnie, każdy powód był dobry każdy, potrafił zrobić mi wielką awanturę że przyniosłam mu gorącą herbatę gdy był chory bo przecież on nie jest dzieckiem, przez 3 miesiące miałam awanturę że założyłam osobne konto aby zbierać tam na rachunki. Zaczęły się groźby, że się zabije, to słyszałam nagminnie. Obwiniał mnie o wszystkie swoje nerwy i niepowodzenia to że to ze mną coś jest nie tak że jestem chora.Zrujnował całą swoją firmę, przestał pracować w ogóle twierdził że ma depresje. Przez rok starałam się odejść, rzucałam go każdego tygodnia, po każdej awanturze ale po jego błaganiach o następną szanse wracałam jak mucha do lepa. Czułam się strasznie ze sobą, byłam bliska depresji,płaczliwa, przestraszona, zgaszona,przestałam się odzywać na spotkaniach z przyjaciólmi żeby uniknąć kolejnej kłótni, niestety to nie dawało nic , powód zawsze się znalazł. W końcu zaczęłam rozmawiać z moją siostrą, czy ja coś źle zrobiłam, czy kogoś obraziłam bo to mój mąż wmawiał mi cały czas. Tylko dzięki mojej rodzinie i temu że odważyłam się w końcu mówić co się dzieje w moim domu zaczęłam uświadamiać sobie że to nie tak miało wyglądać, że to nie jest miłość i że to nie jest to czego ja oczekuje od życia. Przy awanturach zaczęłam wzywać policję ponieważ już się go bałam i bałam się o nasze dziecko które podobno bardzo kocha. Policja zakładała mi niebieskie karty, jednak sytuacja pogarszała się z dnia na dzień gdy któregoś pięknego poranka mój mąż podczas awantury powiedział że mnie "zajebie" a moja córeczka powiedziała do niego żeby się do mnie nie zbliżał stwierdziłam że to już jest koniec, musiałam ratować siebie i jej dziecinśtwo. Pojechałam na policje niestety ta stwierdziła że nie może postawić mi ochroniarza pod drzwiami, więc podjęłam jak sądzę najlepszą decyzję w swoim życiu, zabrałam swoje rzeczy, dziecka i wyprowadziłam się do rodziców. Złożyłam papiery rozwodowe. Mam 30 lat myślę, że najlepsze dopiero przed nami ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tą historię. Ile można przejść w życiu, nie mając jeszcze 30 lat...Cieszę się, ze znalazłaś wsparcie, siłę i motywację do zakończenia tego związku. I masz rację, wchodzisz w najlepszy wiek dla kobiety i najlepsze przed Tobą. Tym razem nie zapominaj o własnej wartości. Jeśli masz możliwość skorzystaj z terapii dla ofiar przemocy. Pozwoli Ci ona uwolnić się od przeszłości. Trzymam kciuki za przyszłość!

      Usuń
    2. Przepraszam bardzo, ale - do jasnej cholery, z jakiego powodu ta radość? Z tego, że zamiast izolować sprawcę przemocy, to kobieta z dzieckiem musiała uciekać? To jest powód do zadowolenia? Z takim podejściem, to nigdy przestępcy nie będą ukarani a tylko następne kobiety i dzieci narażone. I nie zgadzam się z tezą artykułu, że takich mężów wybierają sobie dziewczyny z patologicznych rodzin itd. Że mają wzorce z jakiejś przeszłości. Badań pewnie nie ma, ale dam sobie rękę uciąć, że to jakiś niewielki odsetek. Większość pewnie po prostu szuka szarmanckiego, kulturalnego, miłego, obytego itd. faceta, który przecież nie ma na czole napisane, że w przeszłości znęcał się nad innymi. Nie mówiąc już o skazaniu, bo przecież skoro to jego była uciekła z dzieckiem... I nie zgadzam się z tezą, że kobiety takie głupie, naiwne, czekają na poprawę w nieskończoność... Nie! Czeka się do pewnego momentu a potem zgłasza na policję żeby usłyszeć co? Że samemu się stosuje przemoc! Tak psychopata potrafi omotać PSYCHOLOGÓW w takich np. MOPR-ach. A ściślej, tamtejsze ,,eskpertki" od przemocy dochodzą do wniosku, że przemocy nie ma, a tylko ,,działania wzajemne." Rozumiem, że kobieciny również padły ofiarą stereotypów które mówią, że ofiary przemocy są: wystraszone, posiniaczone, zapłakane itp. bzdury. Na dodatek, skoro kobieta z niepełnym średnim a mąż - elokwentny pan z dwoma fakultetami, który o swoich krzywdach umie godzinami opowiadać (z załączaniem westchnień, rwania włosów itp.), to w sumie ja się nie dziwię, że pracownicy MOPR dają się nabrać. Pewnie nawet psychiatrów tacy osobnicy zdołaliby oszukać. Co do policji... Kolejne Niebieskie Karty, kolejne umorzenia, no bo przecież ,,trudno takie coś udowodnić" i ,,policja nie będzie siedzieć w lodówce"(na temat info. że głowa rodziny nie kupuje żywności żonie zajmującej się dzieckiem w domu). Inne ,,złote myśli" policjantów: ,,proszę się rozwieść," ,,nie jest pani rozstrzęsiona, a mąż jest spokojny, więc nie weźmiemy go na izbę wytrzeźwień." A potem zdziwienie w tv: ojej, jak to się stało? Przecież byli ,,pod opieką" MOPR, mieli Niebieskie Karty... Dlaczego wbiła mu nóż w plecy (albo na odwrót)? Wyjaśniam, również dla prawników, sędziów, policjantów zaglądających tu może, takie ładne określenie: wiktymizacja ofiary...

      Usuń
    3. Ps. Proszę o usunięcie pierwszego, nie poprawionego komentarza. Dodam tylko, że od czasu założenia Niebieskiej Karty minęły dwa lata. Od tego czasu nie wychodzę z sądu. Uprzejme panie z MOPR mimo że wymyśliły sobie że przemocy nie ma, skierowały sprawę ,,o wgląd" bo ,,martwią się" o dziecko. Sędzia... w 40 min ograniczyła nam obojgu władzę rodzic. ,,profilaktycznie", ,,bo dziecku nic się nie dzieje, ale w konflikcie jesteśmy" (z uzasadnienia). Nie miało dla niej znaczenia to, że tatuś miał wcześniej sprawę o ograniczenie władzy przez jego byłą, że dostał fatalą opinię z RODK. W uzasadnieniu nie zająknęła się, że tatuś wywiózł dwulatkę i ,,opiekował się" nią po pijaku. Ani słowa o jego wcześniejszych trzech rozwodach i konkubinie (tej od ograniczania władzy). A tak w ogóle, sprawca 2 tyg. po mnie założył Niebieską Kartę - na mnie, właśnie w tym osławionym MOPR który tak rodzinom ,,pomaga." A aktualnie, po wieloletniej jego bezkarności, zagroził mi dzwonieniem po pogotowie psychiatryczne. Przy czym pan mąż, ma być stroną podczas sprawy o przywrócenie mi władzy rodzic. (jego nie interesuje, czy ma ograniczoną, czy nie). Znowu sędzia będzie słuchać jak zaklęta, bo przecież skazany nigdy nie był. Osoby w podobnej sytuacji pewnie znają to (kłamstwa, manipulacje, oczernianie przez ,,kochającego" faceta), ale może nie wiedzą, że założenie NK może się skończyć kradzieżą dziecka przez wymiar ,,sprawiedliwości." Ostrzegam zatem. Od początku zbierajcie dowody.

      Usuń
  17. Jestem młoda mam niespełna 26 lat, Męża od roku i mimo ze jest wspaniałym tata i mężem, czasami czuje sie jak jego słuzaca i podnóżek. jest starszy o 10 lat. Gdy dowiedziałam sie o ciazy porzuciłam prace, studia by zajac sie dzieckiem i domem. Ciagle słuchałam, ze nic nie robie ze mnie musi utzrymywac, wiec starałam sie spełnic wszytskie jego wymagania.. bywało róznie, teraz wrociłam do pracy, zarabiam grosze, ponadto wracam do domu, gotuje obiad odbieram syna z zajec, piore, prasuje, sprzatam,,,,, ale nie na tyle dobrze jak powinnam. Wiem ze sa kobiety które maja 1000000 razy gorzej, ale kiedys byłam rozrywkowa, usmiechnieta osoba, teraz kląde sie spac z mysla ze jutro znowu usłysze ze zrobiłam cos zle.... co moge zrobic? czy to wina mojego podejscia? czy maz rzeczywiscie troche sie zagalopował?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mówisz, że nie tak powinnaś się czuć przy ukochanym mężczyźnie. Wiadomo, że codzienność, obowiązki, brak czasu bywają przytłaczające, ale po to mamy partnera, aby nas wspierał, a nie dodatkowo utrudniał nam życie. Zastanawiałaś się, jak wyglądały relacje Twoich rodziców - czy nie powielasz jakich wzorców? Faktem jest, że sama zauważasz u siebie zmiany na gorsze, obniżony nastrój, niezadowolenie i frustację. Jesteś mądrą, młodą, wykształconą i pewnie ambitną osobą, która chciałaby więcej od życia. Twój mąż jest dla Ciebie bardzo ważny, zapewne go podziwiałaś i ma na Ciebie duży wpływ, dlatego tak mocno działaja na Ciebie jego opinie. Jeszcze trochę czasu i zaczniesz w nie wierzyć. Musisz więc zacząć stawiać granice, mówić, ze nie życzysz sobie poniżania i dołowania. I jeśli potrafi robić te rzeczy od Ciebie lepiej, to niech on je wykonuje. Krytykować to każdy może. Masz takie same prawa jak on w tym domu. Nie daj sie kobieto!

      Usuń

  18. Od zerwania z moim patologicznym partnerem minęły 3 lata. Przez ten okres powoli odbudowuje to co zostało we mnie zmiażdżone. Dużo udało mi się naprawić. Nad wieloma ciągle pracuje. Nigdy nie będę taka jak przed tym związkiem. Wiem że wiele się nauczyłam, ale straciłam przy tym bardzo dużo. Nie mam zaufania do ludzi,na wielu płaszczyznach czuję lęk (wmawiał mi że nadaję się tylko na kochankę i choć wiem że to nie prawda, ciągle to sobie samej udowadniam że nie miał racji, a równocześnie boję się innych mężczyzn którzy potencjalnie mogli postrzegać mnie też tylko przez pryzmat seksu). Czuję się bardzo samotna. Choć minęło tyle czasu ciągle za nim tęsknie (choć wiem że nigdy do niego nie wrócę). Walczę sama ze sobą by "przypadkowo" nie wchodzić mu w drogę. W tym czasie wiele mężczyzn próbowało nawiązać ze mną bliższą relacje. Dawałam sobie szanse na zakochanie, ale nie potrafię. Spotkania kończyły się po paru randkach. Uzależniłam się od ekstremalnie silnych emocji. W przednim związku wszystko było bardzo mocne: jeśli to były dobre chwile były czymś o czym każdy by choć raz przeżyć, jeśli było źle to łączyło się z patologią. Nawet zachowania które były by dla kogoś rutyną u nas były czymś niezwykłym bo trzeba było z nich skwapliwie korzystać przed kolejną eksplozją emocji. Trudno jest zatańczyć walca kiedy żyło się tangiem. Staram bronić się przed słabością do "szukania kłopotów"i powielania poprzedniego schematu, ale typowi poczciwcy nie interesują mnie (choć bym bardzo tego chciała). Poza tym nie jestem typem kobiety która będzie z kimś tylko dlatego że jest sama. Dlatego też jestem sama... ale bardzo brakuje mi miłości, drugiej osoby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo smutku i cierpienia przebija przez Twój wpis. Daj sobie czas i nie spiesz się. Każdy organizm po tak silnych emocjach i adrenalinie potrzebuje czasu na wytchnienie i wyciszenie się. Czy wiesz czego tak naprawdę szukasz w mężczyznach i dlaczego konkretne cechy Cię mocno pociągają, wbrew rozsądkowi? Walcząc z powielaniem danego schematu masz sporą szansę na przyciągnięcie go do siebie ponownie, najważniejsze jest znalezienie odpowiedzi w sobie - Co dzięki temu masz i co Tobą tak naprawde kieruje?. Tylko godząc się sama ze sobą, lubiąc siebie od nowa, można przerwać ten niezdrowy krąg.

      ..."Niskie poczucie własnej wartości staje się częścią naszego bagażu emocjonalnego, jeżeli pochodzimy z rodziny, w której panowały sztywne zasady, nierozsądnie wysokie oczekiwania, a okazywanie uczuć nie było cenione. Ludzie z takich rodzin przestają się rozwijać emocjonalnie na wczesnym etapie życia. To tak, jakby ich życie emocjonalne pozostało niedojrzałe - młodzieńcze, a nawet dziecinne - podczas gdy ich ciało i intelekt rozwija się, dorasta ..."
      ..."Tacy ludzie rozwijają się niekiedy nawet nadmiernie pod względem intelektualnym i fizycznym, emocjonalnie jednak pozostają dziećmi - choćby nie wiadomo ile mieli lat..."
      ‘‘…Ponieważ związek podnosił niskie poczucie własnej wartości, po rozstaniu pojawia się dezorientacja i cierpienie. Często odczuwamy gniew. Zaangażowanie było tak całkowite, że przy rozstaniu czujemy się zupełnie wyeksploatowani..."

      Usuń
  19. Witam, ja rownież uwolnilam sie z patologicznego związku. 2 miesiące temu moj partner zakochał sie i zostawił mnie, jak to stwierdził "dla mojego dobra, bo ja mam taka energię, ktora wyzwala w nim zle emocje, a on siebie nie lubi w takim wydaniu". Po 5 latach związku wszystko to co z nim przeżyłam stało sie tylko wielkim niczym, początki były cudowne, po 6 miesiącach wyrzucił mnie z domu, od tego czasu notorycznie słyszałam ze jestem k... P..., ze za mało zarabiam, ze nie nadaje sie na panią domu, ze kotlet za słony, ze mam zle uczesane włosy, buty niedoczyszczone, moznaby wyliczać, a ja z tej "wielkiej miłości" byłam coraz bardziej nienaganna! Cóż i tak zawsze cos sie znalazło, od pół roku przed rozstaniem byłam wyrzucana z domu przynajmniej raz w tygodniu, głupia w tym trwałam z miłości i wierzyłam, ze sie zmieni. Teraz walczę o swoje ja i odbudowuje swoje poczucie wartości, bo jest na poziomie ponizej 0. Szukam w sobie siły, i życzę kobietom, które myślą ,ze znajda szczęście u boku mężczyzn przez których płaczą, aby znalazły tez ta sile, na walkę p siebie !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażające ile potrafimy znieść dla żle pojętej miłości. Bardzo Ci dziękuję za Twoje słowa i ostanie zdanie skierowane do innych kobiet. I masz rację, im mniejsze poczucie naszej wartości, tym bardziej szukamy go u partnera. Cytując ksiązkę "Jak pokochać siebie":

      ..." Niektórzy oczekują, że jeden partner spełni wszystkie ich potrzeby, inni natomiast wciąż zmieniają partnerów, usiłując zdobyć to, czego od drugiej osoby dostać nie sposób - poczucie własnej wartości. Ta niemożność jest całkiem oczywista. Poczucie własnej wartości możemy znaleźć jedynie w sobie.."
      ..."Im wyższe poczucie własnej wartości, tym silniejsze jest przekonanie, że warto walczyć o życie i szczęście. Poczucie własnej wartości można, więc, uznać za podstawową potrzebę osobistą i konieczny warunek dla zachowania zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia...

      Usuń
  20. Po 25 latach małżeństwa i przeczytaniu tego artykułu mam pewność że mój mąż jest patologicznym psychopatą. Zdrady, traktowanie mnie na odczepkę, dominacja w każdej sferze zycia, próby sklocenia z moją rodziną, nie utrzymanie kontaktów ze swoją, jawne okreslenie nienawiści do matki, sąsiadów, kreowanie się za osobę jedyną która wszystko umie, przezywanie mnie kurwą i szmatą, klamanie prosto w twarz, upijanie się, traktowanie domu jako sypialni i jadalni, gdzie wszystko się należy panu i wladcy, dominacja w seksie, wymuszanie stosunkow analnych, nieodzywanie się w trakcie zdrad do dzieci, dawanie pieniedzy na dzieci przy jednoczesnym braku zainteresowania ich życiem, odrzucanie emocjonalne najstarszej córki, przedstawienie się w towarzystwie jako ktoś kto jest inzynierem, kim nie jest. Wszystko to na kanwie przykrego dziecinstwa, oto przepis na moją klęskę. Ja osoba wyksztalcona, dalam się zmanipulowac, zawsze stalam po jego stronie, to co zle wypieralam z pamieci, gloryfikujac tylko dobre strony, ukrywalam jego zle zachowania. Za wszelką cenę chcialam utrzymać pełną rodzinę, choć on zapewnial, że brzydzi się rozwodami. Jako osoba wierzaca wybaczalam wszystko, teraz wiem że źle robilam i powinnam odejść gdy tylko zaczął swe agresywne przejawy a ja go wspieralam, pomagalam, czasem nawet ponad sily. Gdy znalazł kochankę, po poltora roku czasu, mojej operacji, myslach samobojczych, wyzywaniu mnie i biciu gdy nie chcialam by jechal do kochanki odbyła się rozprawa gdzie dostalam wysokie zabezpieczenie na siebie, ale znów tak namieszal mi w glowie, obiecal ze jak ja mu nie wierzę to obiecuje dzieciom zmianę. Znowu jak zwykle uwierzylam mu, wycofalismy pozew. Wtedy on po 2 tygodniach nasilil atak, wypominal mi ze chcialam wysokie alimenty, znów zostawial mnie samą z dziecmi, nagrywal moje rozmowy telefoniczne, wyprowadzil sie do matki. Wnioslam teraz ja pozew, oczernil mnie w sposób obrzydliwy, na podstawie jakichs nagran moich z mama wniosl o popelnienie przez nas przestepstwa o znęcanie. Zgotowal mi pieklo, staram się mentalnie uwolnic, musialam isc do psychiatry po leki na sen i lęki. Postanowilam też że ureguluję sprawę w kosciele starając się o stwierdzenie nieważności małżeństwa. To wszystko jest bardzo trudne, ćwierć wieku stracone ale chciałbym doczekać wnucząt. Paradoksalnie cieszę się że się wyprowadzil, jednocześnie czując się bardzo samotna. Żałuję, że nie wzielam pod uwagę jego przeszlosci, agresja byla też powodem że nie zdal jeden rok w technikum ale miłość jest ślepa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za ten wpis, choć za każdym razem trudno mi uwierzyć, ile jesteśmy w stanie znieść w imię źle pojętej miłości czy przez strach przed samotnością. Życzę Ci dużo siły, a przede wszystkim, abyś dała sobie czas i otaczała się przychylnymi Tobie osobami. Trzymam kciuki i podziwiam za ostateczną odwagę w doprowadzeniu spray rozwodowej do końca!

      Usuń
  21. Mialam 17-18 lat kiedy go poznalam i niecale 19 lat kiedy zaczelam byc z tym psychopata. Jakub zeby byc tyranem, nie musial bic. Psychicznie mozna zniszczyc rownie mocno. Urzekl mnie oczywiscie swoim romantyzmem,oczytaniem, "innoscia", uporem w adorowaniu - bo cos mnie tknelo i poczatkowo odrzucilam na rok jego "amory",ale w koncu uleglam. "Zakochana" po uszy tolerowalam wszystko, tlumaczylam sama sobie ze to wszystko moja wina. Przeciez to ja jestem taka okropna dziwka... Bo jego najwiekszym zarzutem wobec mnie, a raczej jego problemem z samym soba - teraz to wiem , bylo to ze nie byl moim pierwszym i jeydyn mezczyzna. Byl chorobliwie zazdrosny i zaborczy. Nie pozwalal mi wychodzic z domu, ograniczal moje zawieranie jakichkolwiek znajomosci, kontaktow z rodzina. Oczywiscie nikt niczego zlego w nim nie widzial - byl kulturalnym, romantycznym , przystojnym mezczyzna ktory "tak o mnie dba". Potrafil przed wyjsciem rano do pracy zwyzywac mnie od najgorszych, by za chwile plakac i blagac na kolanach. Uderzal, kopal sciany, rozbijal meble, wszystko wkolo kiedy dostawal szalu. Nigdy mnie nie uderzyl. Moze po prostu nie zdazyl... Udalo mi sie odejsc. Nawet sama nie wiem jak to sie wydarzylo,trwalo to dlugo, rozstanie, powroty , rozstania... Koszmar.Po odejsciu od niego dlugo mialam nocne koszmary ze jest obok mnie i mowi ze nigdy nie odejde. Budzilam sie z krzykiem. Nawet po rozstaniu nie dawal spokoju. Potrafil znalezc mnie i dreczyc smsami nawet po 3 latach... Mysle ze gdyby nie to ze ostatecznie zmienilam wszystkie nr tel itp nadal by mnie dreczyl. Jedna wiadomosc od niego , nawet po trzech latach, potrafila wprowadzic mnie w okropne stany lekow, nie moglam sie uspokic, trzeslam sie, mialam koszmary. Nawet teraz kiedy pomysle ze moglabym spotkac go na swojej drodze, panicznie sie boje. Wiem juz od dawna, ze on jest psychicznie chory i po prostu potrzebuje pomocy, ma to w DNA, jak jego brat i ojciec - sa identyczni. Mysle ze wiedzialam to wszystko od poczatku. Ale przeciez "kochal" mnie...

    OdpowiedzUsuń
  22. To nie koniecznie jest choroba. 80% z tych mężczyzn to po prostu maninsynek-padalec wychowany na pornografii. Plaga naszych czasów. Ja ich prostuję w 15 minut i chodzą jak w zegarku. Piotr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz w punkt. Też mam takie wrażenie, ze tak własnie jest. Jak ich prostujesz? Wypowiadałam się pare postów wyżej, mój mąż teoretycznie nie został zdiagnozowany jako psychopata, ale faktem jest, że jest bardzo agresywny i chyba właśnie sfrustrowany zyciem, ale ja teraz nie o tym :) Mam dwoje dzieci: córkę i syna i bardzo ale to bardzo chciałabym wychować córkę na kobietę znającą swoją wartość a syna właśnie NIE na maminsynka otumanionego pornografią, tylko jak to zrobić???

      Usuń
  23. Od poczatku zwiazku czulam ze cos miedzy nami jest nie tak, ze nie bede zgadzac sie z jego zakazami i sie nie zgadzalam, uwazalam ze to glupoty. Nie powinno sie drugiej osobie zabraniac czegos w zwiazku. Np wpadal w szal gdy zapalilam papierosa. Nie zgadzalam sie z nim w wielu kwestjach, ale ciagle bylismy razem, spedzalismy wiele wspanialych chwil. W sylwestra stracil panowanie nad soba po raz pierwszy i zaczal znecac sie psychicznie i fizycznia przy jego znajomych (tzn oni byli w tle i moze widzieli slyszeli, ale nie reagowali) bil mnie przy scianie zagonil do lazienki nie moglam sie otrzasnac i uwierzyc w to co sie dzieje. Ciagle powtarzalam ze chce do domu ze czuje sie nie dobrze, a nikt tego nie sluchal. Potem bylo pare dni ciszy stwerdzilam, ze nie zasluguje na cos takiego, mam 20 lat, a to moj pierwszy zwiazek i bylam swiadoma, ze tak byc nie moze. Po paru dniach wysluchalam jego blagan i spotkalismy sie powoli zaczynalismy od nowa, potrafil duzo z siebie dac, jak zawsze, chyba nie potrafilby mnie zdradzic i wiem ze zrobil by dla mnie bardzo duzo, przez pol roku bylo wspaniale i normalnie. Ale pozniej gdy zamieszkalismy razem koszmar powrocil z dwojona sila. Nie pamietam ile razy doszlo do agresji, ale dzialo sie to w domu gdy ja chcialam wyjsc i przejsc sie by odpoczac od tego wszystkiego, zazwyczaj nie chcial mnie wypuscic i te wymiany zdan doprowadzaly do tego ze szarpalismy sie, On jest oczywiscie silniejszy i o ten silniejszy ciagle wykrzykiwal i mowil mi co mam robic , a gdy ja chcialam powiedziec co mysle to wykrecal mi rece, rzucal na lozko i za nic nie pozwalal wyjsc. Bardzo czesto mowil mi ze to wszystko moja wina, wiec wzialam to pod uwage i zapisalam nas do psychiatry, u niego wyszlo ze jest dda, a ja jestem normalna. Zastanawiam sie teraz czy u niego problem na pewno jest zwiazany z ciazkim dziecinstwem i dlatego taki byl, a moze bardziej pasuje do tego artukulu, a ja tkwie w czyms co nigdy sie nie zmieni. Ostatnio, niedawno po alkoholu bylismy u znajomych na meczu bylo okej, wkurzal mnie swoim zachowaniem, ale to nic zalozmy ze moze to przez to ze bylam trzezwa. Gdy go odwiozlam, namawial mnie zebym zostala na noc, bardzo nachalnie jakby nie przyjmowal odmowy, gdy sie stanowczo nie zgodzilam zaczal wyrzucac moje rzeczy z auta troche mnie szarpal i odjechal z piskiem. Nigdy tak nie robil i byl bardzo odpowiedzialny i swiadomy ze latwo stracic prawko. Wiec uznalam ze nie moze pic alkoholu, ze moze to jest ten problem. Nie pije juz jakis czas, nagle to postanowienie przeksztalcilo sie w "nie bede pic przy Tobie alkoholu" ale dobra, nie bede zabraniac, nie chce tylko zeby to mnie dotykalo. Miedzy nami niby jest dobrze, choc bardzo przejmuje sie kazdym moim niemilym slowem i to tez mnie meczy, ale moze to glupota. Prosze o rade, mysl, czy warto probowac? Byl w stanie bardzo mnie skrzywdzic, ale czy jest szansa ze to sie nie powtorzy?

    OdpowiedzUsuń
  24. Spotykalismy sie rok,potrafił byc czuły spontaniczny romantyczny idealny ! Im dłuzej tkwiłam w tym zwiazku tym bardziej byłam poturbowana psychicznie.Jego kłamstwa,wymyslone historie,manipulacja,awantury,zmiany nastrojow,sklonnosc do alkoholu,hazardu,narkotykow,znacanie sie psychiczne,awantury itd...po roku odeszłam njie wytrzymałam tego. Odciełam sie od niego zmieniłam numer telefonu,leczyłam sie po nieudanym zwiazku 8 lat .Odszukal moj numer telef dzwonil,wypisywal na FB nie odzywałam sie osiem lat ! Przez te lata wypisywal jak mnie kocha jak teskni itd.
    Pomysłałam zmadrzał,zmienil sie,jest starszy,ma syna-jest ojcem,mieszka za granica ciezko pracuje...Przez te lata zapomniałam jaki był okrytny i wznowiłam kontakt.Znow spotykalismy sie prawie rok na poczatku sielanka,randki,kwiaty,prezenty,spacery,obietnice...po pol roku sytuacja zaczela sie powtarzac,wstepował w niego jakis diabeł,kłamstwa,wódka,wmawianie mi ze jestem stara i nikt mnie nie zechce,ze jestem nic nie warta,ze nic nie osiagnełam itd.Odeszłam ,bylam u psychiatry,pani dr powiedziała mi z kim mialam do czynienia- z socjopata.Kupiłam ksiazke "trudne osobowosci" Helen McGrath i Hazel Edwards sa opisane trudne przypadki.Wsrod nich odnalazłam swojego ex,włos sie jeży! Znow zmieniłam numer tel,skasowalam FB,nie wiem jak ale ma moj nr tel znow wypisuje a minał ponad rok od rozstania. Wiem teraz ze ludzie ich osobowsci sie nie zmieniaja,ze on nigdy nie bedzie dobrym czlowiekiem ze zawsze bedzie tak postepowal i znecał sie. Nigdy sie nie zmieni!
    Jest mi bardzo ciezko,pracuje nad soba,biore leki od pani dr,nie rozmawiam z nim,nie odpisuje,dzieli nas ok 2 tys km a on nadal chce mnie niszczyc...Nie dam sie!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak wygrać w sądzie z socjopata. Jak udowodnic, ze stanowi zagrożenie dla mnie i dzieci. Nie mam dowodów na przemoc fizyczna bo nie robiłam obdukcji. Ucieklam z dziecmi a teraz mnie straszy i szantazuje, ze odbierze mi dzieci. Robi mi zlosliwe rzeczy, zglasza w urzędach, zmyśla i szantazuje ze ma na mnie jakies haki. W sadzie udaje biednego misia a ja wychodzę na zaplakana histeryczke. Zrujnowal mnie finansowo, psychicznie i fizycznie. Jestem u kresu. Pomozcie.

    OdpowiedzUsuń
  26. do przemyślenia...

    OdpowiedzUsuń
  27. Odchodzisz i co dalej, trzeba mieć gdzie odejść i kogoś kto Cię wesprze, pomoże na początek. Ja nie miałam nikogo takiego. Moja chora rodzina stanęla po jego stronie. To nie jest wszystko takie różowe. Nie każdy mieszka w dużych miastach gdzie łatwiej o pracę I zarobki są wyższe. Ja mieszkam w 60 tys mieście w Wielkopolsce. Wydaje się cywilizacja ale tak nie jest. Pracy nie dostaniesz bo co pani z tymi dziećmi zrobi? Pomoc terapeuty, Ośrodek Interwencji Kryzysowej, to leży i kwiczy. Te panie wpedzily mnie w jeszcze większa depresję. W pomocy społecznej pracowałam więc dobrze wiem jak to wygląda, pomoc jest ale dla patologii I menelstwa, nie dla normalnych ludzi. Kryterium 504zl na osobę powyżej nawet rodzinnego się nie otrzyma. To są pieniądze które pozwalają przeżyć? Komu? I tu jest problem tory należało by się zająć. Jeśli kobieta będzie miała gdzie odejść i pieniądze na normalne, godne życie w końcu odejdzie. Nikt nie chce być bity i poniżany. I to jest logiczne. Jeśli kobieta będzie miała możliwość wyboru, w końcu sama do tego dojdzie, ze żyje w chorym związku z chorym człowiekiem, ale musi mieć ten wybór, mieć gdzie mieszkać i za co żyć. A w Polsce nie ma pomocy dla tych kobiet i to jest największy problem którym ktoś wreszcie powinien się zająć.Łatwo powiedzieć Pani Diano trzeba odejść, to w końcu do nas dociera ale potem trzeba mieć gdzie mieszkać, wychować dzieci, czas na to i zarabiać żeby mieć co jesc i żyć na jako takim poziomie. A prawda jest taka, że to ten mężczyzna pozbywa się problemu, odpowiedzialności za żonę za dzieci, nie ma już żadnych obowiązków i może żyć tak jak ma ochotę, może gnebic za chwilę inną kobietę i dzieci. Chore to jest, ale to społeczeństwo, instytucje wspierają te chorobliwe sytuacje. Nie ma znikąd pomocy dla tych kobiet i to jest największy problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W punkt. Nie dość, że te instytucje nie pomagają ofiarom, ale przede wszystkim, chronią sprawcę - mimo obowiązujących przepisów prawa. Jest ciekawy profil na fb: Psychopaci są wśród nas. Tam można u wyczytać, także to, że w takich instytucjach, bardzo lubią zatrudniać się właśnie psychopaci. Co co i rusz, mamy chyba potwierdzone w prasie i tv: albo policja niedopełniła obowiązku, albo sędzia bezprawnie ukradła dziecko, albo mordercy i kaci z rodzin zastępczych, albo oprawczynie z domu dziecka prowadzonego przez siostrzyczki, itd.itp.

      Usuń
  28. Próbuję się przelej, uciec - tylko już sama nie wiem czy wyolbrzymiam czy z nim rzeczywiście coś nie tak. Czy że mną? Związek trwa ok 1.5 roku. Zaczął się burzliwe- chodził za mną, starał się- zabiegał bo byłam świeżo po rozwodzie nie szukałam związków. I tak wychodził mnie sobie. Uroczy kochany. Pierwszy zgrzyt - brak akceptacji dla mojej przeszłości i mężczyzn, przelotnych z którymi spotykałam się przed nim. Koszmarne wybuchy zazdrości- krzyki wyzwiska wmawianie mi sytuacji których nie było itp. Skończyłam to gdy nazwał mnie 'lokalna dziwka' - zachowanie co najmniej jakbym go zdradzila - co nigdy nie mialo miejsca. błaganie, kwiaty do biura, maskotki itp. Ok wrocilam. Następny zgrzyt parę miesięcy później- zaczęło się zinkanie na całe noce z kolegami. Jemu wolno. Bo on ma przyjaciół. Mi nie.tyle koniec. Nigdy nikt mnie tak nie traktował. Jego wszystkie akcje i zachowania- zawsze usprawiedliwione. Wrzaski i meczenie psychiczne- nigdy fizyczne - idiotycznymi argumentami bez sensu. Wyssanymi z palca bzdurami. Potrafił powiedzieć- na zarzut że ie liczy się z moimi uczuciami i znika bóg wie gdzie wiedząc że jakby był na moim miejscu to by chyba mnie zabił- odpowiedź 'wychodzę z przyjaciółmi a pamiętasz jak wysłałaś SMS do ex chlopaka?'. Tak się ułożyło że z jednego kraju przenieslismy się do drugiego. Dostali pracę relokacje itp wiedział że będę bez pracy na początku. Obiecywał świeży start, nowy początek- że kocha że już będzie dobrze. Więc po przyjeździe- mniej więcej co.pare dni wyrzuca mnie z domu- kiedy powiem coś nie tak, nie taka zrobię minę czy użyje nie tego tonu. Tak to cytat. Każe mi się wynosić już teraz - wiedząc że nie mam pieniędzy i gdzie pójść. Za 30 min moich łez i paniki - przechodzi mu. 'TP była klotnia' 'doprowadzaszmnif do szału ale cie kocham' w histerii wyzwisk zadzwoniłam do rodziców prosząc o pieniądze na wynajem. Jestem na drugim końcu Europy. Dostałam wlSnid pracę. Ciągle słucham jak gigantyczny jest mój dług u niego - powiedział że jeśli odejdę mam mu oddać nawet tel który dał. Mi na gwiazdkę. On nie wie że praktycznie wynajęlam już mieszkanie. Bo by mnie wywalil jak stoję. Dziś znów awantura połączona z odgrazsirm że wszystko jest jego i że on bierze klucze a ja mam stać pod domem i czekać aż on wróci z pracy. Za 40 min spokój przeprosiny. Mówi że kocha mnie najbardziej na świecie, że w kłótni dużo mówi ale wcale tak nie myśli. To jakaś głupota wiem.i głupie jest ze nadal coś czuję do niego. Ze podoba mi się fizycznie. Teraz chodzi koło mnie jak zbity piesek. Gotuje podstawie pod nos. Przytula całuję... co ja mam robić? Rozsądek mówi odejść. Skoro wpłaciłem już pieniądze na mieszkanie dla siebie. Ale czy czegoś nie stracę? Były też fajne dobre momentu? :(

    OdpowiedzUsuń

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.