Otyłość mieszka w głowie. Aby schudnąć należy zmienić myślenie o sobie.


Nasze ciało i umysł są od siebie zależne. Ciało jest niewolnikiem umysłu, umysł ciała. Każda zmiana na poziomie ciała, czy dotyczy ona odchudzania, czy zdrowia nie może odbyć się bez zmiany na poziomie psychologicznym, mentalnym.

Jeśli mały człowiek w dzieciństwie dostaje pochwałę tylko, gdy zachowuje się zgodnie z oczekiwaniami dorosłych, a przy tym w nagrodę otrzyma słodycze, albo wizytę w McDonaldzie i zestaw z hamburgerem, to może się zdarzyć tak, że w dorosłym życiu, poczucie własnej wartości będzie kojarzył nie tylko ze spełnianiem oczekiwań innych, ale i z niezdrowym jedzeniem.
Nad takimi rzeczami trzeba się pochylić i poprzez pracę z coachem, czy terapeutą wypracować nowe strategie. Czasem wystarczy świadomość i determinacja, aby dokonać zmiany.

Powodów, dla których jemy jest wiele. Gdybyśmy jadły tylko z głodu, byłybyśmy szczupłe i czułybyśmy się świetnie w swojej skórze.
Nasza epoka sprawia, że jesteśmy zawsze najedzone, ale wiecznie głodne. Tylko pytanie – głodne czego? No właśnie. Okazuje się, że tylko czasem jemy z głodu, w większości jemy przez emocje, jemy dla przyjemności, z braku czasu, ale i z nadmiaru czasu. Jemy z nudy. Czasem jemy, aby poczuć się bezpiecznie i wewnętrznie się przytulić. Jemy, by spełnić oczekiwania innych. Jemy, by nie myśleć. Jemy, bo nieświadomie wcale nie zależy nam, aby być atrakcyjnymi i szczupłymi. Nierzadko na poziomie nieświadomym, nadwaga kojarzy się nam z bezpieczeństwem i strefą komfortu.

Jak sprawić, by poczuć się dobrze we własnym ciele niezależnie od wagi? Rozmawiamy o tym z Moniką Bąk-Sosnowską, psychologiem z Poradni Leczenia Otyłości „Waga” (Superlinia.pl 11/14)

Kiedy tyjemy, podobno automatycznie maleje nasze poczucie własnej wartości?
Niezupełnie. Z moich obserwacji wynika, że samoocena zależy w dużej mierze od tego, od jak dawna ktoś ma nadwagę i czy utył jako dorosły człowiek, czy borykał się z otyłością już w dzieciństwie. Każda z tych osób będzie potrzebować nieco innej terapii. Poczucie własnej wartości jest mocno związane z obrazem siebie, który kształtuje się we wczesnym dzieciństwie. Może on być pozytywny lub negatywny. Jeśli ktoś od dziecka był inny, grubszy niż rówieśnicy i, w jego pojęciu od nich gorszy, to będzie mieć niską samoocenę niezależnie od wskazań wagi. Natomiast osoba o mocnym poczuciu własnej wartości, która dopiero jako dorosła przybierze na wadze, prędzej pomyśli o sobie: jestem fajna, ale mam trochę za dużo kilogramów i muszę coś z tym zrobić. Ona bardzo szybko osiągnie cel.

A jak pójdzie „grubasce od dziecka”?
Najpierw musi zmienić sposób myślenia o sobie. Bez tego zrzucenie wagi nic nie pomoże, a z pewnością będzie dużo trudniejsze. Osoby otyłe od dziecka wierzą, że kiedy uda im się pozbyć nadwagi, to wszystko się zmieni: będą poznawać ciekawych ludzi, znajdą lepszą pracę, zakochają się… Tymczasem waga spada i… są rozczarowane, bo nie ma w ich życiu radykalnych zmian. Wówczas wracają do dawnego stylu życia i odżywiania, przez co znów tyją. Koło się zamyka. Ich kompleksy są związane z obrazem siebie, a nie z kilogramami.

Jak zatem rozprawić się z kompleksami?
Trzeba pamiętać, że wynikają one z negatywnej postawy wobec siebie. Spotkanie z terapeutą działa jak lustro – osoba otyła ma okazję świadomie i w bezpiecznych warunkach dowiedzieć się czegoś o sobie i stopniowo nad tym pracować. U osób z nadwagą wywodzącą się jeszcze z dzieciństwa zmiana samego stylu odżywiania przypomina odśnieżenie zaledwie wierzchołka góry lodowej. Aby poprawić obraz siebie i swoją samoocenę, trzeba sięgnąć głębiej. Postawa danej osoby zależy od jej myśli na własny temat, a te zależą od tego, co słyszała w dzieciństwie, jak wypadała na tle rówieśników, jakie standardy kulturowe panują w jej kraju. Myślenie o sobie w negatywny sposób wywołuje konkretne emocje, np. gniew albo lęk. I dopiero emocje kształtują zachowania: rezygnację z życia towarzyskiego, sięganie po słodycze. Samo powiedzenie sobie: „Od dziś się zmieniam! Zacznę dietę i nauczę się asertywności!” nic nie pomoże, bo to właśnie jest zaczynanie całego procesu przemiany od końca, czyli od zachowań.

To trochę denerwujące, że znowu ktoś każe mi pracować nad sobą, że znowu to ja muszę coś ze sobą zrobić. Pani pacjenci się nie buntują?
Owszem, w pierwszej chwili można tak zareagować. Ja jednak uświadamiam moim pacjentom, że zajęcie się sobą nie ma być karą, lecz przyjemnością. Po trzech miesiącach spotkań są już wyczuleni na własne potrzeby i zaprzyjaźnieni ze sobą… Bo osoby otyłe od dziecka są przekonane, że muszą jakoś społeczeństwu wynagradzać swoją inność, niejako za nią przepraszać. Prawie każda z nich ma typową osobowość dawcy – są uczynne, koleżeńskie, bardzo empatyczne i zazwyczaj wykorzystywane przez najbliższych. Od ośmiu lat pracuję z ludźmi otyłymi i zawsze pierwsze spotkanie terapeutyczne rozpoczynam pytaniem o hierarchię wartości. Prawie wszyscy stawiają siebie na ostatnim miejscu. Za rodziną, dziećmi, partnerem, przyjaciółmi… Dopiero tam hen daleko są ich własne potrzeby. Rozpoczęcie terapii i praca nad własnymi kompleksami to jest właśnie zmiana tej hierarchii i postawienie siebie na znaczącym miejscu.

A jeśli ktoś nie lubi siebie?
W mojej pracy często używam metafory ogrodu. Wyobraźmy sobie, że ktoś wchodzi po długiej i srogiej zimie do swego ukochanego ogrodu… Może być tak, że rozejrzy się wokół i stwierdzi: ale tu brzydko, wszystko zarosło, nie cierpię tego ogrodu i nie mam zamiaru zajmować się nim, więcej tu nie wrócę! Tak niektórzy podchodzą do pracy nad sobą i to jest niedobre. Jest też druga skrajność, wchodzę do ogrodu i oszukuję się: nie jest tak źle, włożę tylko różowe okulary i wszystko będzie wyglądać super! Aby mieć właściwe podejście do własnego ciała, do siebie i do odchudzania, trzeba wyobrazić sobie, że po wejściu do ukochanego ogrodu dokładnie przyglądam się wszystkiemu, oceniam, co trzeba naprawić, zakasuję rękawy i biorę się do roboty. A potem siadam na leżaku, podziwiam efekty swojej pracy i wypoczywam. To jest zdrowe podejście.

Trzeba się sobie po prostu krytycznie przyjrzeć?

Może to zabrzmi absurdalnie, ale wiele osób, które są otyłe od lat, nawet nie wie, jak naprawdę wygląda. Bazują na takim obrazie siebie, jaki przechowują w głowie. Jak o sobie myślą, tak wyglądają… A przynajmniej tak im się wydaje. Dlatego unikają obiektywu, nie filmują się, nie patrzą w lustro. A jak już zerkną, to od razu krzyczą: „Boże, jak ja wyglądam! Dramat!”. To jest trochę tak, jak z banknotami – spoglądamy na nie kilkanaście razy w ciągu dnia, ale nie potrafimy powiedzieć, czyje wizerunki widnieją na poszczególnych. Zawsze zachęcam do tego, by pracę nad kompleksami rozpocząć od krytycznego spojrzenia w lustro na siebie nago.

Czy to, co zobaczę, nie zniechęci mnie do podjęcia wyzwania?
Nie, jeśli spojrzy się jak rzeczoznawca, który ocenia rzeźbę. Patrzy na to, co wymaga poprawy, ale też zauważa zalety. Nawet odpowiedni dobór słów i określeń ma znaczenie. Zamiast obwisły brzuch, lepiej pomyśleć, że jego mięśnie wymagają wzmocnienia. Świadomość realnego wyglądu jest tak samo ważna, jak pozytywne nastawienie do ciała.

Czy wtedy łatwiej będzie przełknąć przytyki i złośliwości na temat nadwagi?
Będzie o tyle łatwiej, że dzięki terapii i wyższej samoocenie osoba otyła nauczy się asertywnych zachowań. Jeśli usłyszy na swój temat komentarz: „Nie wysyłajcie jej do magazynku, bo tam jest tak wąsko, że się nie zmieści” – to, znając swoje realne gabaryty (jeśli rzeczywiście się tam nie zmieści), odpowie spokojnie: „Faktycznie, nie zmieszczę się. Lepiej będzie, jak pójdzie ktoś inny”, czym skutecznie utnie dalsze żarty na swój temat. Jeśli zaś słyszy złośliwe docinki, zareaguje słowami: „Nie życzę sobie, żebyście tak mnie traktowali” lub „Proszę nie mówić do mnie w ten sposób”. Trzeba pamiętać, że słowny ostracyzm to też jest rodzaj przemocy i nikt nie ma prawa nikogo krzywdzić w ten sposób! Niektóre osoby z nadwagą wypracowały sobie taki rodzaj zachowań obronnych, że zawczasu żartują same z siebie, by uprzedzić ewentualne docinki innych. Bywa jednak, że poczucie humoru na własny temat jest spowodowane dystansem do siebie i raczej wysoką samooceną. Dlatego daleka jestem od twierdzenia, że każda dusza towarzystwa z nadwagą jest zabawna tylko dlatego, by chronić się przed żartami innych.

A kiedy zaczyna chudnąć, staje się uszczypliwa i wredna… Brak endorfin sprawia, że zmienia oblicze.
Endorfiny wydzielają się z wielu powodów, nie tylko dzięki żywności. Nawet myślenie o czymś miłym sprawia, że wzrasta ich poziom. Potoczne myślenie, że „chudy (chudszy) to wredny” związane jest raczej z tym, że wraz z chudnięciem rośnie pewność siebie. Kiedy osoba otyła odzyskuje kontrolę nad swoją wagą, widzi, że zaczyna mieć wpływ na swój wygląd, rośnie wiara we własne siły i samoocena. Daje sobie prawo do takiego zachowania, jak inni szczupli. Wtedy też ma dość odwagi, by odmówić komuś, odpowiedzieć na docinki. Idąc korytarzem śmielej patrzy ludziom w oczy i chodzi wyprostowana. To wszystko są dobre sygnały nabierania pewności siebie, a nie stawania się wrednym z powodu chudnięcia. Przemiana z osobowości dawcy zawsze będzie bolesna i źle postrzegana przez liczne grono naszych dotychczasowych biorców.

BĄDŹ DOBREJ MYŚLI:

Jeśli chcesz skutecznie i trwale schudnąć, powinnaś zmienić sposób myślenia.

Poniżej znajduje się kilka pomocnych wskazówek odnośnie tego, jak motywować motywację. Innymi słowy, dowiesz się, co możesz zrobić, by wytrwać w zmianie, jakiej chcesz dokonać:

1. UCZYŃ ZMIANĘ SWOIM PRIORYTETEM!
Jeśli postanowiłeś/aś zadbać o swoje zdrowie, schudnąć, nie wprowadzaj w tym czasie innych ważnych zmian w swoim życiu. Nie jest dobrym pomysłem w tym samym czasie zmieniać pracę, kupować nowy dom, samochód itp….

2. Zaczynaj z wizją końca!
Zobacz swój wymarzony cel. Im dokładniejsza będzie jego wizja, tym łatwiej będzie Ci go osiągnąć. Wyobraź sobie jak będziesz wyglądał, kiedy pozbędziesz się zbędnych kilogramów, jak będziesz się wtedy czuł. Zrób przestrzeń w swoim życiu na zmianę – zrób w szafie miejsce na nowe, mniejsze rozmiary.

3. Zamień „muszę” na „CHCĘ”!

Jedyne co musisz zrobić to umrzeć. Wszystko inne jest kwestią twoich wyborów (serce) i decyzji (rozum). Pamiętaj, że każdy wybór i każda decyzja mają znaczenie. W związkach i relacjach z innymi, również w relacji z samym sobą, małe rzeczy są wielkimi rzeczami. Zamiast wmawiać sobie, że musisz schudnąć powiedz, że chcesz schudnąć, ponieważ dzięki temu…

4. Sporządź listę korzyści wynikających ze zmiany!
Wypisz wszystkie plusy, korzyści jakich doświadczysz, kiedy zrealizujesz swój cel. Wywieś ją w widocznym miejscu. Codziennie przeglądaj tę listę i uzupełniaj ją.

5. Zapisuj wszystkie, nawet najdrobniejsze sukcesy i wywieś tę listę w widocznym miejscu!
Wypisz wszystkie sukcesy, nawet te najdrobniejsze. Codziennie uzupełniaj i przeglądaj swoją listę. Pamiętaj każdy drobiazg ma znaczenie. Możesz każdego wieczoru napisać sobie trzy rzeczy, za które jesteś wdzięczny danego dnia sobie lub innym. Notuj wszystkie pozytywne rezultaty: wzrost energii, komplementy od kobiet lub mężczyzn, poprawę nastroju. W razie kryzysu zerknij na tę listę i dodaj nowe – przecież Twoje zdrowie i kondycja fizyczna mają znaczenie w wielu obszarach życia. Nic nie motywuje bardziej niż twarde liczby i fakty. Listę sukcesów wypełniaj co tydzień, aby dowody lepszej formy dostrzegać nie tylko codziennie w lustrze, ale by mieć je także na papierze.

6. Nagradzaj się za osiągnięcie kolejnego celu bez względu na jego wielkość, gdyż małe zmiany czynią dużą różnicę!
Komplementuj siebie za każdy zrzucony kilogram, każdy stracony centymetr, kupiony mniejszy rozmiar ubrania, odbyty trening, lepszy sen, każdy najmniejszy osiągnięty cel. Wyjdź do kina, zaproś znajomych do teatru, restauracji, kup jakiś drobiazg.

7. Pamiętaj o liczbach i konkretach!

Im bardziej konkretny cel, tym więcej i szybciej osiągniesz. Rozmyte i zbyt ogólne cele sprawiają, że nie masz informacji zwrotnej. Zamiast postanowić, że schudniesz, obiecaj sobie, że schudniesz 10 kg lub wskoczysz w ulubione dżinsy. Zanim zjesz hamburgera pomyśl ile będziesz musiał biegać, by zrzucić te puste kalorie.

8. Zawieraj sojusze!

Znajdź partnera do ćwiczeń. Może to być koleżanka/mąż/syn/córka. Ktokolwiek komu również zależy na Twoim lub swoim zdrowiu. Zobowiąż się przed sobą lub przed kimś do zmiany. Publiczne zobowiązanie pomoże Ci w prywatnym zwycięstwie. Zawsze możesz skorzystać z pomocy trenera personalnego, dzięki któremu masz gwarancję sukcesu.

9. Kontroluj otoczenie/środowisko!
Unikaj miejsc, osób, sytuacji, w których będziesz wystawiony na silną pokusę. Pozbądź się niezdrowego jedzenia.

10. Wykorzystuj własną wyobraźnię! Stosuj wizualizację!
Pamiętaj, że Twój mózg to również mięsień. Im częściej będziesz go „ćwiczył” wyobrażając sobie w myślach swój sukces, tym szybciej dotrzesz do zamierzonego celu. Koncentruj się na zadaniu – treningu, ćwiczeniu, powtórzeniu.

11. Zmieniaj treningi!
Twój organizm zareaguje endorfinowym zrywem, a umysł nie odczuje sportowej nudy.

12. Zrób sobie wolne: dieta (sposób odżywiania) + trening + regeneracja!
Pamiętaj, że sukces osiągniesz dzięki zachowywaniu równowagi pomiędzy trzema wymienionymi wyżej elementami. Jeśli będziesz ciężko trenował i wylewał siódme poty w trakcie sesji, a nie zadbasz o właściwy wypoczynek, odpowiednią ilość snu, o to, co jesz, w jakich ilościach i jak często na nic zdadzą się Twoje wysiłki.

13. Stwórz „Apteczkę I pomocy”!

Przygotuj się na czarną godzinę, zmęczenie, zniechęcenie, nudę. Sporządź listę najczęstszych i najgroźniejszych demotywatorów, używając formuły: jeśli….to…np.: jeśli nie jestem w stanie zmusić się dziś do treningu, to powiem sobie: dziś zrobię łatwiejszy trening.


Źródło:
www.superlinia.pl
Bella Line Wellness
Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.