Dlaczego tak bardzo boimy się inności, niepełnosprawnych czy zespołu Downa?

Niedawno przeczytałam książkę Poczwarka Doroty Terakowskiej. Opowiada ona o dziewczynce z zespołem Downa. Jej rodzice - Adam i Ewa to młode, zamożne, wykształcone małżeństwo. Spełnieniem ich ambicji i planów na przyszłość ma stać się dziecko. Jednak jego narodziny okazują się ruiną, nie realizacją marzeń: dziewczynka ma zespół Downa w wyjątkowo ciężkiej postaci. Ewa – poprzez instynktowne poświęcenie – uczy się akceptować córkę, choć nie jest w stanie dotrzeć do jej świata. Adam, którego zawiedzione nadzieje zamieniły się w odrzucenie, coraz bardziej oddala się od rodziny. Nie ma pojęcia, że Marysia-Myszka – niezdolna do wypowiedzenia poprawnego zdania i wykonania sensownej w ludzkich oczach czynności – zrywa jabłka z rajskiego drzewa i rozmawia z Bogiem. Do tego w swojej głowie wszystko rozumie, ma rozwiniętą wyobraźnię i uwielbia tańczyć. Niestety nikt nie może zobaczyć tego poza nią, bo ukryta jest za niezgrabnym ciałem. Czy zdarzy się coś, co otworzy zatrzaśnięte między członkami drzwi? Książka Terakowskiej to poruszająca do głębi opowieść o tym, jak wiele – zbyt wiele – czasu trzeba często, by zrozumieć, że prawdziwa miłość nie stawia warunków, i o tym, jak trudno zburzyć mur obcości, który wyrósł niepostrzeżenie między człowiekiem a jego własnym dzieciństwem. Opowieść ta porusza jeszcze jedną istotną kwestię,  a mianowicie wstyd. Wstyd rodziców i wstyd obcych.

No właśnie, tyle się mówi o integracji, a reakcja przechodniów na widok osoby niepełnosprawnej wciąż jest taka sama – odwracanie głowy w bok. Co gorsza, rodzice uciszają swoje dzieci, które wiedzione naturalną ciekawością zadają pytania w rodzaju: Dlaczego ten chłopiec jest na wózku? Mamo, czemu ten pan ma białą laskę? Często odpowiedzią zmieszanego dorosłego jest krótkie: Nie gap się!

Rodzice, którzy sami nie potrafią w sposób normalny podchodzić do osób niepełnosprawnych, nie nauczą także tego swoich dzieci. Stąd biorą się niewłaściwe postawy wobec niepełnosprawnych rówieśników w szkole czy przedszkolu. Czasem bywa to litość, innym razem – złośliwość i naigrawanie się.

Nieakceptowana odmienność


Dlaczego właściwie temat niepełnosprawności jest tak krępujący? Boimy się patrzeć na osoby na wózkach inwalidzkich, spuszczamy wzrok na widok mężczyzny bez stopy, patrzymy w komórkę, gdy mija nas kobieta z protezą zamiast ręki. Zwykłe, obojętne lub życzliwe spojrzenie, jakim darzymy całą resztę otaczających nas ludzi, wydaje się być nie na miejscu – dlaczego? Psychologowie wyjaśniają to zjawisko kilkoma faktami. Po pierwsze, niepełnosprawność jest czymś odmiennym – nie przyzwyczajamy się zatem do niej i zawsze będzie ona zwracała naszą uwagę. Po drugie, fakt niepełnosprawności wiąże się z dużym nieszczęściem – obserwowanie jej jest zatem dla nas przykre.

Powiązanie tych zależności powoduje, że z jednej strony mimowolnie zwracamy baczniejszą uwagę na osobę niepełnosprawną, z drugiej – nie chcemy tego uwidocznić, by nieszczęśliwemu człowiekowi nie zrobiło się jeszcze bardziej przykro. Powstaje więc pewien paradoks – odwracamy głowę, nie chcąc się „gapić’. Wiemy jednocześnie, że może być to odebrane jako niechęć do patrzenia na inwalidztwo – nie potrafimy jednak znaleźć optymalnego rozwiązania. I nie potrafimy też odpowiednio zachować się w sytuacji, kiedy o przyczyny niepełnosprawności pyta dziecko.

Niektórzy rodzice w wyżej wspomnianych sytuacjach reagują spokojnym tłumaczeniem: „Nie wolno pytać o takie rzeczy, panu/chłopcu mogło się zrobić przykro”. Genialnym przykładem odzwierciedlającym absurdalność takiego tłumaczenia jest powtarzana jako anegdota odpowiedź jednego z dzieci: „To pan nie wie, że nie ma nogi?”.

Uporczywe ignorowanie niepełnosprawności z obawy przed urażeniem kogoś i uczenie dziecka takiego postępowania jest nieporozumieniem. Osoby niepełnosprawne doskonale zdają sobie sprawę ze swojego stanu i uważanie, że nagłe „przypomnienie” komuś o tym, iż jeździ na wózku inwalidzkim sprawi tej osobie niesamowitą przykrość jest błędne. Z kolei zwykłe, „normalne” traktowanie danej osoby to pierwszy krok ku tolerancji i wyrozumiałości.

O niepełnosprawności należy rozmawiać szczerze i bez skrępowania. Pamiętajmy, że dziecko interesuje się tym tematem nie dlatego, że jest niegrzeczne czy zbyt „ciekawskie”. Jeśli trzylatek pyta nas w kolejce w hipermarkecie, dlaczego pani przed nami jest na wózku inwalidzkim, należy powiedzieć prawdę – ponieważ ma chore nogi. Gdy widzimy kogoś niewidomego i brzdąc pyta nas o białą laskę czy psa – odpowiadamy zgodnie z prawdą, że pan nie widzi i dlatego korzysta z różnych pomocy. Takie najprostsze wyjaśnienie z pewnością nie sprawi nikomu przykrości (w przeciwieństwie do uporczywego uciszania malca) oraz zbuduje dziecku „zwykły” obraz niepełnosprawności – czyli dokładnie taki, jakiego najczęściej życzą sobie sami zainteresowani. Bo dzieci zazwyczaj nie mają problemów z odmiennością. To dorośli uczą ich strachu przed innością. 
Gorąco polecam książkę o małej Poczwarce.

Autor: Diana Nowek
Źródło: http://www.dzieciniepelnosprawne.pl/2013/11/nie-gap-sie/

Share on Google Plus
    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Wpisz swoje imię, wybierając pole NAZWA z listy. Możesz komentować za pomocą konta FB, klikając Facebook Comment. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin strony.